Belgrad chce przejąć rosyjską spółkę naftową objętą sankcjami USA

Serbia przygotowuje poprawkę do ustawy budżetowej, która ma umożliwić przejęcie od rosyjskich właścicieli objętego sankcjami USA koncernu naftowego NIS – poinformowała przewodnicząca parlamentu Ana Brnabić. Belgrad stawia Rosjanom ultimatum i ostrzega, że bez zniesienia amerykańskich sankcji rafineria spółki może zostać zamknięta w ciągu czterech dni. Pomoc w dostawach ropy zaoferowały Węgry, deklarując zwiększenie wolumenów przesyłanych do Serbii.

  • Serbia pracuje nad poprawką do ustawy budżetowej, która pozwoli państwu na przejęcie kontrolowanego przez rosyjskie spółki koncernu NIS, objętego amerykańskimi sankcjami.
  • Prezydent Aleksandar Vuczić poinformował, że jeśli USA nie zawieszą restrykcji, jedyna rafineria NIS w kraju zostanie zamknięta w ciągu czterech dni.
  • Rząd w Belgradzie da rosyjskim właścicielom 50 dni na sprzedaż udziałów, po czym zamierza przedstawić im ofertę wykupu.
  • Węgry zadeklarowały wsparcie Serbii po wstrzymaniu dostaw z Chorwacji – koncern MOL już podwoił dostawy ropy i paliw, a w grudniu mają być one 2,5-krotnie większe niż zwykle.
  • USA wpisały NIS na listę sankcyjną, by ograniczyć wpływy rosyjskich koncernów energetycznych; banki i rurociąg JANAF zablokowały obsługę spółki, co doprowadziło do obecnego kryzysu.

Serbia znalazła się w bardzo trudnej sytuacji związanej ze swoim największym koncernem naftowym – firmą NIS, czyli Serbskim Przemysłem Naftowym. To przedsiębiorstwo, które odpowiada m.in. za działanie jedynej serbskiej rafinerii, jest w większości własnością rosyjskiego koncernu Gazprom Nieft. Problem polega jednak na tym, że rosyjski właściciel został objęty sankcjami Stanów Zjednoczonych. Sankcje te mogą sparaliżować działalność firmy, a tym samym zagrozić dostawom paliwa dla całego kraju.

Przewodnicząca serbskiego parlamentu Ana Brnabić poinformowała, że rząd przygotowuje poprawkę do ustawy budżetowej, która dałaby państwu możliwość przejęcia NIS w odpowiednim momencie. Mówiąc prościej: jeśli sytuacja stanie się krytyczna, państwo serbskie będzie mogło wejść i przejąć kontrolę nad firmą, zamiast pozwolić jej upaść. Parlament ma zająć się tą propozycją w najbliższych dniach.

Prezydent Serbii Aleksandar Vučicê wyjaśnił, że sytuacja jest pilna. Według niego, jeśli USA nie zdejmą sankcji z NIS, rafineria będzie musiała zostać zamknięta w ciągu czterech dni, co oznaczałoby poważny kryzys energetyczny. Aby temu zapobiec, rząd Serbii planuje dać rosyjskim właścicielom 50 dni na sprzedaż swoich udziałów. Jeśli Rosjanie tego nie zrobią, Serbia oficjalnie zaproponuje ich odkupienie.

Vučicê uspokaja jednak mieszkańców, że Serbia posiada zapasy paliwa wystarczające na najbliższy czas. Zagrożenie nie dotyczy więc natychmiastowego braku benzyny czy oleju napędowego, ale sytuacja może się pogorszyć, jeśli nie zostaną podjęte szybkie działania.

Węgry zaoferowały Serbii pomoc w dostawach ropy. To ważne wsparcie, bo jeśli rafineria miałaby stanąć lub produkować mniej, Serbia będzie potrzebowała dodatkowych źródeł paliwa, aby utrzymać stabilne dostawy dla kierowców, fabryk i całej gospodarki.

Wegrzy chcą pomóc

Węgierski minister spraw zagranicznych Peter Szijjártó pojechał w środę do Belgradu, aby omówić sytuację związaną z serbską firmą energetyczną NIS. Firma znalazła się na amerykańskiej liście sankcyjnej, co spowodowało poważne problemy z dostawami ropy do Serbii. Chorwacki operator rurociągu JANAF wstrzymał bowiem transport surowca, a banki przestały realizować płatności firmy – wszystko w ramach wprowadzonych przez USA obostrzeń.

Władze Serbii obawiają się, że bez dostaw ropy rafinerie będą miały problemy, a to może uderzyć w całą gospodarkę. Dlatego Szijjártó zapewnił w Belgradzie, że Węgry nie zostawią Serbii samej z tym problemem. Poinformował, że węgierski koncern paliwowy MOL już znacząco zwiększył dostawy energii. Według ministra w listopadzie MOL dostarczył dwa razy więcej surowca niż zwykle, a w grudniu ma to być aż dwa i pół raza więcej. Dla Serbii to kluczowa pomoc, bo pozwala utrzymać ciągłość pracy rafinerii i stabilność rynku paliw.

Amerykański bat na rosyjski biznes

Sankcje wobec NIS zostały ogłoszone przez Stany Zjednoczone w styczniu 2025 roku. Waszyngton tłumaczył, że chce uniemożliwić przepływ pieniędzy z firmy do rosyjskich koncernów energetycznych, które — zdaniem USA — mogłyby wykorzystywać te środki do wspierania działań militarnych w Ukrainie. Sankcje zaczęły w pełni obowiązywać dopiero na początku października, po kilku miesiącach opóźnienia. Od tego momentu NIS znalazła się w bardzo trudnej sytuacji finansowej i operacyjnej.

Jednym z głównych warunków stawianych przez USA jest usunięcie kapitału rosyjskiego ze struktury właścicielskiej NIS. Amerykanie dali firmie czas do 13 lutego na znalezienie nabywcy dla rosyjskich udziałów. Jeżeli to się nie uda, sankcje mogą zostać jeszcze bardziej zaostrzone.

Historia właścicieli NIS jest jednak skomplikowana. Od 2008 roku większość akcji spółki należała do rosyjskich gigantów energetycznych: Gazpromu i Gazprom Nieftu, które łącznie kontrolowały około 96% udziałów. Państwo serbskie miało niecałe 30%, a reszta należała do pracowników i mniejszych inwestorów. Chociaż w ostatnich latach struktura właścicielska była kilka razy zmieniana, to kontrola nadal pozostaje w rękach podmiotów powiązanych z Rosją. Przykładowo we wrześniu Gazprom formalnie wycofał się z akcjonariatu, ale jego udziały przejęła inna spółka zależna — firma Intelligence z Petersburga. W praktyce więc wpływy rosyjskie w NIS nadal są dominujące.

Źródło: PAP

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu