Odbudowa Ukrainy, gdy w końcu ruszy, może mocno odbić się na polskich firmach budowlanych. Wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa Damian Kaźmierczak ostrzega przed wzrostem kosztów, niedoborem materiałów i odpływem ukraińskich pracowników. Jego zdaniem Warszawa nie stworzyła też skutecznego systemu wsparcia dla rodzimego biznesu.
Przed inwazją polskie przedsiębiorstwa budowlane miały już doświadczenie na ukraińskim rynku. Zakład konstrukcji stalowych w zachodniej Ukrainie ma Polimex Mostostal, a Unibep realizował projekty komercyjne. Z jednej strony to dowód, że można działać, z drugiej jednak działalność nad Dnieprem obciążona jest ekstremalnym ryzykiem. Widać to na przykładzie problemów przy budowie przejścia granicznego Medyka-Szeginie oraz zakładu zagospodarowania odpadów we Lwowie.
Dyskusja o udziale polskich firm w odbudowie pozostaje na razie w sferze spekulacji. Wojna wciąż trwa, a żaden konkretny model finansowania, wyboru wykonawców ani harmonogramu nie został przedstawiony. Jak zauważa Kaźmierczak, wszystko ogranicza się do narracji i deklaracji, bez realnych działań.
– Nikt dotąd nie przedstawił spójnego modelu pokazującego, jak odbudowa Ukrainy miałaby wyglądać, kto miałby ją sfinansować, kto realizować i w jakiej formule. Cały czas poruszamy się w sferze narracji i deklaracji, a nie konkretnych działań – powiedział Damian Kaźmierczak.
Systemowa korupcja to jedna z głównych przeszkód w działalności nad Dnieprem. Jej skala bywa trudna do wyobrażenia z perspektywy Zachodu. Wiceprezes PZPB zwraca uwagę, że na ukraińskim rynku najlepiej radzą sobie firmy z Turcji, co również każe polskim spółkom zachować ostrożność. Dodaje też, że klimat polityczny wokół relacji polsko-ukraińskich nie sprzyja biznesowi, a nastawienie ukraińskich elit wobec Polski nie jest szczególnie pozytywne.
Słabe wsparcie państwa
Kaźmierczak ocenia, że bez silnego wsparcia ze strony państwa polskie firmy nie zbudują trwałych przyczółków na tak ryzykownym rynku. Instytucje takie jak PFR, BGK, KUKE czy PAIH oferują wprawdzie pomoc, ale mają zbyt mały potencjał i zbyt ubogie struktury na samej Ukrainie. Jego zdaniem ich działania często się powielają, a w niektórych obszarach brakuje im wyraźnej logiki. Wspomina też Agencję Rozwoju Przemysłu, która przez wiele miesięcy występowała w roli lidera tematu odbudowy, choć nie dysponuje narzędziami porównywalnymi z pozostałymi instytucjami.
– Bez skutecznego wsparcia silnego państwa nie może być mowy o zbudowaniu przez polski biznes mocnych przyczółków na tak ryzykownym rynku, jakim jest Ukraina. Dziś nie dostrzegam jednak kompleksowego i przemyślanego systemu takiego wsparcia. Nie twierdzę, że nie ma go w ogóle, ale jest ono zdecydowanie zbyt słabe – powiedział Damian Kaźmierczak.
W ocenie wiceprezesa PZPB polska dyplomacja ekonomiczna jest nieskuteczna, a wsparcie często zależy od heroicznej postawy pojedynczych pracowników instytucji rozwoju. Zwraca uwagę, że w prace nad odbudową angażuje się bez koordynacji kilka resortów, a w Kijowie wciąż nie ma polskiego ambasadora. Konieczna jest też ścisła współpraca z ośrodkami analitycznymi, takimi jak PISM czy OSW, z których wiedzy państwo nie potrafi odpowiednio korzystać.
– Kolejny przykład: dziś w przyszłą odbudowę Ukrainy angażuje się jednocześnie bez ładu i składu kilka polskich resortów: aktywów państwowych, finansów i gospodarki, spraw zagranicznych i infrastruktury. Nie sprawiają one wrażenia, jakby koordynowały ze sobą swoje działania. Do tego w Kijowie nie mamy nawet ambasadora – dodał Damian Kaźmierczak.
Fundusz na odbudowę i wspólne konsorcja
Polski Związek Pracodawców Budownictwa od lat postuluje powołanie specjalnego funduszu na odbudowę Ukrainy, finansowanego z budżetu państwa. Chodzi o projekty infrastrukturalne służące długofalowym interesom Polski, a nie o finansowanie odbudowy dla samej odbudowy. Kaźmierczak wymienia tu korytarze transportowe otwierające dostęp do Morza Czarnego, rozbudowę ukraińskich portów, budowę autostrady lub linii kolei dużych prędkości do Lwowa oraz rozwój sieci energetycznych w zachodniej Ukrainie. Inne kraje już planują duże wydatki na ten cel, co daje im możliwość uzyskania preferencji przy wyborze wykonawców.
– Proponujemy powołanie specjalnego funduszu przeznaczonego na odbudowę Ukrainy, finansowanego z polskiego budżetu i nastawionego na realizację konkretnych projektów infrastrukturalnych. Ale tylko takich, które służą długofalowym interesom Polski, a nie finansują odbudowę Ukrainy dla samej odbudowy – powiedział Damian Kaźmierczak.
Ekspert zwraca też uwagę na modele współpracy. Polskie firmy mogą tworzyć konsorcja z przedsiębiorstwami zachodnimi, dla których są naturalnym partnerem znającym realia Europy Wschodniej. Ważne, aby były to relacje partnerskie, a nie rola podwykonawcy zachodniego giganta. Alternatywą są konsorcja polsko-polskie, do których można dołączyć dużą państwową spółkę budowlaną, co dawałoby prywatnym firmom parasol bezpieczeństwa i możliwość interwencji politycznej.
– Zdecydowanie wolałbym jednak, aby były to relacje partnerskie, oparte na konsorcjum dwóch równorzędnych wykonawców, a nie model, w którym zachodnia firma występuje jako generalny wykonawca, a polska zostaje sprowadzona do roli jego podwykonawcy – powiedział Damian Kaźmierczak.
Zawirowania na polskim rynku nieuniknione
Kaźmierczak nie ma wątpliwości, że odbudowa Ukrainy odbije się na polskim rynku budowlanym. Ostrzega przed wzrostem kosztów realizacji inwestycji, niedoborami materiałów i gwałtownym odpływem ukraińskich pracowników. Problem w tym, że rozpoczęcie odbudowy może zbiec się z kumulacją inwestycji w Polsce, zwłaszcza w sektorze energetycznym, obronnym i kolejowym.
– Odbudowa Ukrainy wywoła ogromne napięcia na polskim rynku budowlanym. Niemal na pewno doszłoby do wzrostu kosztów realizacji inwestycji, niedoborów materiałów i gwałtownego odpływu ukraińskich pracowników – powiedział Damian Kaźmierczak.
Przypomina, że lata 2024 i 2025 były dla polskiego segmentu infrastrukturalnego bardzo trudne, a ożywienie mocno się opóźniło. Jego zdaniem przestój nie będzie jednak trwać wiecznie i rynek wreszcie się odblokuje. Od 2027 do 2029 roku należy spodziewać się intensywnych prac w energetyce, obronności i kolei, co w połączeniu z odbudową Ukrainy może wywołać poważne zawirowania. W ocenie Kaźmierczaka rząd powinien skupić się na usprawnieniu realizacji inwestycji publicznych w kraju, a nie na ogólnikowych zapowiedziach dotyczących odbudowy.
Źródło: WNP.PL, Fot. materiały prasowe / PZPB / Shutterstock / Husaruk Vitalii

