Komisja Europejska chce nałożyć nową opłatę na największe przedsiębiorstwa działające w Unii Europejskiej. Danina CORE może objąć od 3,3 tys. do blisko 4 tys. firm w Polsce, a wpływy z niej zasilić rekordowo wysoki budżet Wspólnoty na lata od 2028 do 2034.
Najbliższe tygodnie mogą być kluczowe dla przyszłości unijnych finansów. Podczas październikowego szczytu przywódców państw członkowskich Irlandia, która odpowiada za prace nad kolejnym budżetem, ma przedstawić pakiet nowych źródeł dochodów UE. Bruksela musi znaleźć pieniądze na spłatę długu zaciągniętego po pandemii w ramach NextGenerationEU oraz na nowe wydatki związane z konkurencyjnością i bezpieczeństwem.
Według wstępnych propozycji Polska może otrzymać ponad 120 mld euro z budżetu na lata od 2028 do 2034. Do tego dochodzą zgłoszone przez Warszawę projekty obronne o wartości ponad 40 mld euro w ramach instrumentu SAFE. Część rachunku za nowy system finansowania Bruksela chce jednak wystawić firmom, co w praktyce oznacza, że największe przedsiębiorstwa działające nad Wisłą mogą znaleźć się po stronie płatników.
Danina od przychodów, nie od zysków
Komisja Europejska szacuje, że CORE mogłaby przynosić od 6,8 do 7 mld euro rocznie, czyli od 29 do 30 mld zł. Opłata obejmie firmy z rocznymi przychodami netto przekraczającymi 100 mln euro, co przy obecnym kursie oznacza od 430 do 450 mln zł. Z analizy danych Ministerstwa Finansów, opartej na zeznaniach CIT podatników wskazanych w art. 27b ustawy o CIT, wynika, że ten próg przekracza od 3323 do 3976 firm. W gronie największych grup kapitałowych kwalifikowałoby się od 60 do 70 podmiotów.
Danina nie będzie przypominać klasycznego podatku dochodowego. Podstawą naliczenia ma być skala działalności, a nie wypracowany zysk. Zgodnie z dokumentem roboczym Komisji Europejskiej opłata ma charakter ryczałtowy i jest przypisana do czterech progów: 100 mln, 250 mln, 500 mln i 750 mln euro przychodów. Stawka wynosi 0,1 proc. dolnej granicy progu, co daje rocznie od 100 tys. do maksymalnie 750 tys. euro. Wśród potencjalnie objętych znalazłyby się największe grupy energetyczne, banki, koncerny paliwowe, firmy przemysłowe oraz sieci handlowe. Komisja nie opublikowała jeszcze projektu aktu prawnego, nie wiadomo też, czy podstawą będą dane rachunkowe czy podatkowe i jak będą traktowane grupy kapitałowe.
Mechanizm progowy oznacza, że firma z obrotem 110 mln euro zapłaci tyle samo co przedsiębiorstwo z przychodem 240 mln euro. Dopiero przekroczenie kolejnego progu powoduje skokowy wzrost opłaty. Jan Sarnowski, były wiceminister finansów, obecnie doradca podatkowy i szef pionu podatkowego w kancelarii Fieldfisher Poland, zwraca uwagę na trzy główne ryzyka takiej konstrukcji.
– Proponowana danina budzi poważne wątpliwości z punktu widzenia zasady zdolności podatników do ponoszenia ciężarów publicznych, ponieważ jej wysokość nie jest uzależniona od wypracowanego przez podatnika dochodu – ocenia Sarnowski.
– Danina liczona jest od przychodu, a nie od dochodu. Oznacza to, że przedsiębiorca zapłaci ją nawet jeśli osiąga niewielkie dochody. Zapłaci ją też w latach, w których ponosi stratę – wskazuje ekspert.
Najbardziej narażone na nowe obciążenie są branże niskomarżowe: produkcja przemysłowa, handel detaliczny, handel hurtowy i logistyka. Dobitnym przykładem są dane podatkowe: Eurocash przy przychodach około 36,3 mld zł wykazał tylko około 58 mln zł dochodu podatkowego, podczas gdy PKO BP przy 61,5 mld zł przychodów odnotował około 13,7 mld zł dochodu, a KGHM przy 53,6 mld zł przychodów około 6,4 mld zł dochodu.
Sarnowski wskazuje też na problem progów. Firma z przychodem 100 mln euro zapłaci 100 tys. euro, a podmiot z obrotem 245 mln euro nadal pozostanie w tym samym progu. Po przekroczeniu 251 mln euro danina wzrośnie do 250 tys. euro, czyli o 250 proc. przy zaledwie około 2 proc. wyższym przychodzie. Taka konstrukcja może zachęcać do przesuwania przychodów między okresami rozliczeniowymi lub w ramach grup kapitałowych. Ekspert zwraca też uwagę na brak waloryzacji progów, przez co inflacja będzie stopniowo rozszerzać zakres daniny, oraz na to, że Unia Europejska nie posiada własnej administracji skarbowej, a wdrożenie opłaty oznacza dodatkowe obowiązki dla administracji państw członkowskich.
Spór o unijne źródła dochodów
Kontrowersje wokół CORE sprawiły, że Komisja Europejska zaczęła analizować zmiany w propozycji. Rozważane jest podniesienie progu przychodowego oraz wyłączenie najmniej rentownych przedsiębiorstw, co miało odpowiedzieć na krytykę przemysłu, zwłaszcza niemieckiej motoryzacji. Zdaniem Sarnowskiego takie korekty nie rozwiązują podstawowego problemu.
– Nawet jeśli Komisja Europejska zrealizuje rozważane obecnie zmiany, nie usuną one podstawowych wątpliwości dotyczących konstrukcji tej daniny. W dalszym ciągu byłoby to obciążenie oparte na przychodzie, a nie na dochodzie – ocenia ekspert.
Ostateczna decyzja w sprawie CORE będzie polityczna. Zmiana systemu zasobów własnych UE wymaga jednomyślnej zgody państw członkowskich oraz krajowych procedur ratyfikacyjnych. Największy sceptycyzm wobec projektu wyrażają Niemcy, które obawiają się o kondycję swojego przemysłu, zwłaszcza motoryzacyjnego. Przeciwnicy daniny przekonują, że Europa potrzebuje inwestycji i wzrostu produktywności, a nie kolejnych obciążeń. Zwolennicy odpowiadają, że największe firmy najwięcej zyskują na jednolitym rynku i powinny współfinansować wspólne cele.
Michał Ostrowski z Instytutu Podatków i Finansów Publicznych widzi w CORE element większej zmiany w sposobie finansowania UE. Obok opłaty za e-odpady i podatku od plastiku nowa danina jest sygnałem, że Komisja chce budować unijny system podatkowy. Jego zdaniem stawki są jednak zbyt niskie, by same w sobie zmienić zachowania przedsiębiorców czy wpłynąć na ceny.
– CORE to kolejny krok do zwiększenia siły fiskalnej Unii Europejskiej. Po pierwsze, nowy zasób własny miałby przynieść około 7 mld euro rocznie do nowego, rekordowo wysokiego unijnego budżetu. Po drugie, mimo że obciążenie największych przedsiębiorstw uzasadniane jest dużymi korzyściami, jakie czerpią one z funkcjonowania na wspólnym unijnym rynku, konstrukcja tej daniny przypomina korporacyjny podatek obrotowy – wskazuje Ostrowski.
– Taka inicjatywa, obok opłaty za e-odpady czy już istniejącego podatku od plastiku, jest wyraźnym sygnałem, że Komisja Europejska chce budować unijny system podatkowy – dodaje analityk.
Paweł Wojciechowski, były minister finansów i główny ekonomista Business Centre Club, podkreśla z kolei, że CORE może osłabić konkurencyjność europejskich przedsiębiorstw oraz ograniczyć środki na inwestycje. Opłata uzależniona od obrotów będzie należna również w okresie dekoniunktury, co uderzy w firmy mierzące się ze spadkiem marż i słabszymi wynikami.
– To kolejna propozycja nowych dochodów własnych Unii Europejskiej, wynikająca z potrzeby sfinansowania spłaty zadłużenia programu NextGenerationEU. CORE jest de facto nowym obciążeniem dla największych przedsiębiorstw, choć formalnie nie ma charakteru podatku dochodowego – wskazuje Wojciechowski.
– Jak każde dodatkowe obciążenie nakładane na firmy, może ono osłabić konkurencyjność europejskich przedsiębiorstw, zwłaszcza wobec konkurentów spoza UE, ograniczyć środki na inwestycje oraz zwiększyć koszty prowadzenia działalności – ocenia.
Dla Polski CORE to paradoks. Z jednej strony państwo może być jednym z największych beneficjentów unijnego finansowania. Z drugiej rachunek może częściowo trafić do polskich przedsiębiorstw. Jak zauważa Wojciechowski, relatywnie mniej polskich firm przekracza próg 100 mln euro obrotu, więc skutki daniny mogą być słabiej odczuwalne niż w największych gospodarkach UE. Ministerstwo Rozwoju i Technologii przekazało sprawę do resortu finansów, a samo Ministerstwo Finansów do czasu publikacji tekstu nie odpowiedziało na pytania o stanowisko Warszawy.
Źródło: WNP.PL, Fot. Pixabay

