Komisja Europejska pracuje nad strategią otwartego oprogramowania, a polskie podmioty biorące udział w konsultacjach proponują konkretne narzędzia, które miałyby ograniczyć dominację wielkich korporacji technologicznych. Najważniejszy postulat to nadanie rozwiązaniom open source pierwszeństwa w przetargach publicznych.
Uczestnicy polskich konsultacji EU Open Source Strategy zasadniczo zgadzają się z diagnozą Komisji Europejskiej, że uzależnienie od dostawców spoza UE zagraża podmiotowości geopolitycznej i gospodarczej Wspólnoty. Otwarte oprogramowanie traktują jako jedno z kluczowych narzędzi budowy suwerenności cyfrowej.
– Po raz pierwszy Komisja Europejska traktuje otwarte oprogramowanie nie jako niszę, lecz jako filar suwerenności technologicznej Unii – podkreślono w jednym z zanonimizowanych stanowisk.
– Suwerenność to najpierw rynek, a dopiero potem polityka – stwierdza Sekcja AI Poland działająca w Krajowej Izbie Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji (KIGEiT).
KIGEiT zwraca uwagę, że otwarte technologie zwiększają konkurencyjność rynku, ograniczają ryzyko uzależnienia od pojedynczych dostawców i ułatwiają rozwój krajowych kompetencji. Stanowiska polskich firm są zbieżne z celami zapisanymi w przyjętej w tym roku Strategii Cyfryzacji Państwa, a to może dać Polsce szansę na odegranie wiodącej roli we wdrożeniu unijnego planu.
Zasada open source first w zamówieniach publicznych
Główna rekomendacja KIGEiT to wprowadzenie do zamówień publicznych zasady open source first. Zamawiający musieliby sprawdzać, czy na rynku istnieje alternatywa o otwartym kodzie, zanim zdecydują się na zakup zamkniętego oprogramowania.
– To nie jest faworyzowanie jednej branży, lecz przywracanie zdrowej konkurencji – podkreśla KIGEiT.
W ocenie izby neutralność przetargowa w Europie została już zaburzona przez uzależnienie od jednego dostawcy. Skalę problemu pokazuje raport Fundacji Instrat „Zamówienia na pozór otwarte”, z którego wynika, że 99 proc. zamówień publicznych w Polsce wyklucza oprogramowanie innych producentów niż Microsoft.
KIGEiT argumentuje, że otwarty kod może być obsługiwany, wdrażany i audytowany przez wielu konkurencyjnych dostawców. Zasada pierwszeństwa open source nie zakazuje niczego ani nie narzuca gotowych produktów, lecz otwiera zabetonowany rynek na konkurencję.
Stałe biuro i krajowe repozytorium
Izba postuluje też przekształcenie zespołu do spraw rozwoju, upowszechniania i wsparcia wdrażania rozwiązań open source w sektorze publicznym w stałe Biuro Programu Oprogramowania Otwartego (OSPO). Zespół powołany w kwietniu przez ministra cyfryzacji ma charakter doradczy i może w każdej chwili zostać rozwiązany.
Według KIGEiT słaba pozycja suwerenna sektora publicznego wynika nie z samej technologii, lecz z praktyk przetargowych. OSPO powinno więc dostać silny mandat do ustalania kryteriów otwartości, standardów interoperacyjności, weryfikacji przetargów i odpowiednie finansowanie.
KIGEiT proponuje również stworzenie krajowego repozytorium rozwiązań open source, które byłyby zweryfikowane pod kątem bezpieczeństwa, audytowane i posiadały ścieżkę wsparcia komercyjnego. Takie rozwiązania miałyby trafiać do sektorów krytycznych: administracji, energetyki, bankowości i obronności.
Krajowe instrumenty finansowe powinny być zintegrowane z unijnym maintenance instrument i mapowaniem krytycznych zależności technologicznych prowadzonym przez ENISA. Wskazana jest też aktywność międzynarodowa, w tym przejście ze statusu obserwatora do pełnego członkostwa w Digital Commons EDIC.
Głosy branży: SUSE, SPOIWO i model hybrydowy
Firma SUSE tworząca otwarte oprogramowanie zwraca uwagę na sygnał popytowy ze strony rządów.
– To firmy będą musiały odpowiedzieć na sygnał popytowy natychmiast po tym, kiedy rządy go wyślą – stwierdza SUSE.
Zdaniem firmy potrzebne są jasne preferencje w zakresie zamówień publicznych, które powiedziałyby rynkowi, co budować. Sojusz Przyjaciół Otwartego i Wolnego Oprogramowania (SPOIWO) oprócz reformy zakupów, zasady open source first, repozytorium kodu i uprawnień dla OSPO proponuje walkę z open-washingiem, czyli nadużywaniem pojęcia otwartości dla technologii objętych restrykcyjnymi modelami dystrybucji. Organizacja postuluje odwoływanie się do formalnych definicji i list licencji utrzymywanych przez Free Software Foundation czy Open Source Initiative oraz weryfikację ofert pod kątem faktycznego przekazania kodu źródłowego i kontroli użytkownika.
– Suwerenność cyfrową administracji należy weryfikować rynkowymi wskaźnikami: szybkością wyjścia oraz zdolnością do zmiany kierunku podczas ewentualnej zmiany dostawcy – przekonuje SPOIWO.
SPOIWO postuluje też, by środki na utrzymanie cyfrowych dóbr wspólnych pochodziły z przekierowania kapitału transferowanego dotychczas za granicę w postaci opłat za zamknięte licencje. Firma Konsult przedstawiła z kolei model „hidden engine, open commons”, w którym zamknięty rdzeń oprogramowania pozostaje własnością komercyjną, a warstwy odpowiedzialne za interoperacyjność, transparentność i zaufanie są publikowane jako otwarte repozytoria.
Edukacja i podatki
SPOIWO zwraca uwagę na wydatki polskiej administracji na IT, które według raportu Polskiej Sieci Ekonomii „Cyfrowa racja stanu” przekraczały w 2024 r. 7 mld zł netto i w ciągu pięciu lat mają wzrosnąć o 76 proc. Państwo nie wie, jaka część tych środków trafia do krajowych przedsiębiorstw, a jaka do globalnych gigantów. Alokacja funduszy na usługi wdrożeniowe i serwisowe realizowane przez polskie MŚP oraz spółdzielnie cyfrowe miałaby powstrzymać drenaż specjalistycznych talentów.
Organizacja proponuje też rewizję podstaw programowych na każdym szczeblu nauczania, aby uniezależnić edukację od zamkniętych ekosystemów platformowych big techów i oprzeć ją na uniwersalnych i otwartych standardach inżynierii oprogramowania.
W zanonimizowanych stanowiskach pojawił się postulat wprowadzenia ulg podatkowych dla firm i pracowników proporcjonalnych do realnego zaangażowania w tworzenie i utrzymywanie otwartego kodu. W ocenie pomysłodawcy obecne mechanizmy typu IP Box promują głównie pracę nad rozwiązaniami zamkniętymi i komercjalizację praw własności.
– Potrzebujemy odwrócenia tego paradygmatu, nowego instrumentu podatkowego, który oferowałby realne ulgi dla firm i pracowników proporcjonalnie do skali ich realnego zaangażowania w tworzenie oraz utrzymywanie oprogramowania o otwartym kodzie źródłowym – uzasadniono tę propozycję.
Zgłoszono też postulat wspierania europejskich firm posiadających realne kompetencje techniczne, nawet jeśli ich projekty są zarejestrowane w fundacjach poza UE. Chodzi o to, aby inwestować w ludzi, zamiast w lokalizację.
Źródło: WNP.PL, Fot. Gorodenkoff / Shutterstock

