Ceny pszenicy w Europie gwałtownie rosną, osiągając najwyższy poziom od około dwóch lat. Powodem są nasilające się ataki Rosji i Ukrainy na statki oraz infrastrukturę portową nad Morzem Czarnym i Azowskim, które paraliżują eksport żywności z regionu. W ciągu dwóch tygodni pszenica podrożała o niemal 20 proc.
Notowania kontraktu wrześniowego na pszenicę wzrosły w środę do 244,75 euro za tonę, o 10 euro w ciągu jednego dnia. Jeszcze 8 lipca cena wynosiła około 204,5 euro. To efekt eskalacji działań wojennych na szlakach morskich. Rosja ograniczyła żeglugę przez Morze Azowskie, którym przechodzi około jednej czwartej jej eksportu zbóż. Z kolei rosyjskie ataki systematycznie niszczą ukraińską infrastrukturę portową w rejonie Odessy, przez co Ukraina straciła już około jednej trzeciej przepustowości eksportowej swoich portów czarnomorskich.
– Każde zakłócenie transportu przez ten kluczowy szlak szybko znajduje odzwierciedlenie we wzroście cen na europejskim rynku – mówią analitycy rynków rolnych. Rosja i Ukraina odpowiadają łącznie za około jedną trzecią światowego eksportu pszenicy, więc nawet chwilowe przerwy w dostawach wywołują natychmiastową reakcję kontraktów terminowych.
Morze Czarne. Strefa permanentnych zakłóceń
Sytuacja geopolityczna pogłębia presję na rynku. Do bezpośrednich ataków na statki i porty dochodzą obawy o słabsze zbiory w części Europy po okresach upałów oraz wzrost kosztów paliw, nawozów, frachtu i ubezpieczenia jednostek pływających. Wszystkie te czynniki łącznie sprawiają, że pszenica jest dziś najdroższa od około dwóch lat, a perspektywy na najbliższe miesiące pozostają niepewne.
Analitycy ostrzegają, że zakłócenia w dostawach mogą ponownie stać się głównym czynnikiem napędzającym wzrost cen żywności na świecie. Wojna, która już wcześniej wywołała szok inflacyjny w 2022 roku, powraca jako realne zagrożenie dla globalnych rynków rolnych.
Co to oznacza dla portfeli konsumentów
Wzrost giełdowych cen pszenicy nie oznacza natychmiastowej podwyżki cen chleba o 20 proc. Koszt ziarna to tylko jeden z elementów ceny pieczywa, obok energii, płac, transportu, opakowań i marż handlowych. Jednak jeśli utrzyma się obecny trend, po kilku miesiącach wyższe ceny mogą odczuć młyny, piekarnie oraz producenci pasz, a stamtąd presja przeniesie się na konsumentów.
Na razie jest to przede wszystkim sygnał, że wojna na wschodzie znów staje się czynnikiem inflacyjnym – nie tylko przez ropę i gaz, ale również przez żywność. Jeżeli zakłócenia w eksporcie okażą się przejściowe, część wzrostu cen może szybko wygasnąć. Rynek pozostaje jednak w stanie najwyższej gotowości, a każdy kolejny atak na infrastrukturę portową będzie natychmiast wyceniany w notowaniach.
Źródło: WNP.PL, Fot. Shutterstock

