Polski przemysł marnuje ogromne ilości ciepła, które mogłyby zasilać miejskie sieci ciepłownicze. Jeden zakład hutniczy jest w stanie ogrzać nawet 100 tys. mieszkańców, a odzysk ciepła z kilkunastu największych śląskich firm pokryłby około 30 proc. zapotrzebowania na ciepło sieciowe w regionie.
Krzysztof Zamasz, wiceprezes Veolia Polska, przekonuje, że regiony przemysłowe można przekształcić w laboratoria inteligentnej energetyki, a nie traktować je wyłącznie jako obszary kosztownej restrukturyzacji. Jego zdaniem Śląsk ma ku temu wyjątkowe warunki: kadry inżynierskie, rozbudowaną infrastrukturę ciepłowniczą oraz duże zakłady hutnicze, chemiczne i produkcyjne.
– Węgiel to tożsamość, kompetencje, infrastruktura. Może go nie tyle zastąpić, co przesunąć narrację w stronę nowoczesnej gospodarki. Śląsk ma najlepszych w Polsce inżynierów termodynamiki, infrastrukturę ciepłowniczą, którą inne regiony budują od zera, i przemysł: hutnictwo, chemię, produkcję – powiedział Krzysztof Zamasz.
Ciepło odpadowe i kogeneracja
Ciepło odpadowe różni się od OZE jedną kluczową cechą: jest stałe i przewidywalne, nie zależy od pogody ani pory dnia. To czyni je naturalnym uzupełnieniem odnawialnych źródeł energii w miejskich systemach ciepłowniczych.
– Nowoczesna kogeneracja osiąga sprawność 80-90 proc. wobec 45 proc. w elektrowniach konwencjonalnych. O kogeneracji i odzysku ciepła można myśleć jako o szkielecie transformacji energetycznej Śląska – powiedział wiceprezes Veolia Polska.
– Jeden zakład hutniczy mógłby zasilić ciepłem 50 do 100 tys. mieszkańców. Jeśli Śląsk zainwestuje w odzysk ciepła z 10–15 największych zakładów, może pokryć nawet 30 proc. zapotrzebowania na ciepło sieciowe – wskazał Krzysztof Zamasz.
Magazyny energii na pogórniczych terenach
Drugi obszar szans to tereny pogórnicze i poprzemysłowe. Opuszczone wyrobiska i hałdy mogą zyskać drugie życie jako magazyny energii, zamiast pozostać kosztownymi nieużytkami.
– Z punktu widzenia ekonomii kosztów alternatywnych każdy hektar nieużytku to stracona wartość. Dziś mamy szansę na konwersję pasywów w aktywa generujące przychody – powiedział Zamasz.
– Największy potencjał przyszłościowy widzę w magazynowaniu energii. Opuszczone wyrobiska mogą służyć jako magazyny energii grawitacyjnej, magazyny termiczne czy magazyny chemiczne wodoru i metanolu syntetycznego. To tereny z gotową infrastrukturą logistyczną, zasilaniem i dostępem do wody. Należy je tylko optymalnie zagospodarować – powiedział Krzysztof Zamasz.
Inwestycje na takich obszarach pozwalają uniknąć części konfliktów społecznych, które towarzyszą budowie instalacji na gruntach rolnych, oraz długich procedur administracyjnych.
Regulacje hamują rozwój
Potencjał technologiczny nie wystarczy jednak bez zmian prawnych. Największą barierą pozostają niepewność regulacyjna, przedłużający się permitting oraz niska cyfryzacja urzędów.
– Bez zmian w regulacjach, permittingu i strategiach energetycznych transformacja będzie zwyczajnie droższa i wolniejsza – powiedział Zamasz.
– Polskie urzędy są nisko scyfryzowane i zwyczajnie nie nadążają za tempem transformacji – ocenił Zamasz.
Brak długoterminowej strategii uderza szczególnie w przemysł. Firmy podejmują decyzje inwestycyjne na wiele lat i potrzebują stabilnych prognoz cen energii oraz kosztów regulacyjnych.
– Nieobecność jasnego planu może paraliżować region od środka. Przedstawiciele przemysłu bez jasnych prognoz dotyczących cen energii nie będą zorientowani rozwojowo – podkreślił.
Rozmowa z Krzysztofem Zamaszem jest częścią cyklu przygotowującego raport „Śląsk przyszłości. Nowe kierunki rozwoju. Przemysł, technologie, energia, kompetencje, inwestycje”, którego premiera odbędzie się między 9 a 11 września 2026 r. podczas Future Mining Forum & Expo w Katowicach.
Źródło: WNP.PL, Fot. Franek / Shutterstock

