Zielony wodór miał być paliwem przyszłości, ale najnowsze dane Międzynarodowej Agencji Energetycznej pokazują, że rewolucja utknęła w miejscu. Polska, inwestując ponad 2 miliardy złotych z KPO w projekty Orlenu i innych spółek, ryzykuje wpisanie się w globalną bańkę – kosztowną, polityczną i trudną do utrzymania bez dotacji.
- Ponad 99 proc. światowej produkcji wodoru nadal pochodzi z paliw kopalnych, mimo miliardowych inwestycji w technologie „zielone”, co podważa sens masowego finansowania elektrolizy z OZE.
- Międzynarodowa Agencja Energetyczna obniżyła prognozy produkcji niskoemisyjnego wodoru na 2030 rok o 25 proc., wskazując na falę opóźnień, rezygnacji i problemów z finansowaniem projektów.
- Polska przeznaczyła 2,1 mld zł z Krajowego Planu Odbudowy na pięć dużych inwestycji wodorowych (m.in. Orlen, Lotos Green H2, Tauron), które mają łączną moc 343 MW, lecz ich rentowność i popyt pozostają niepewne.
- Produkcja zielonego wodoru jest ponad dwukrotnie droższa od szarego, co bez masowych subsydiów czyni ją niekonkurencyjną i uzależnioną od interwencji państwa i unijnych mechanizmów wsparcia.
- Eksperci ostrzegają, że wodór może stać się „energetycznym mirażem”, odciągając środki od skuteczniejszych metod dekarbonizacji – takich jak elektryfikacja, poprawa efektywności energetycznej i rozwój biopaliw zaawansowanych.
Globalne zapotrzebowanie na wodór w 2024 roku osiągnęło rekordowy poziom – blisko 100 milionów ton. To około 10 procent więcej niż w poprzednich latach, co pokazuje, jak szybko ten gaz zyskuje na znaczeniu w światowej gospodarce. Wodór staje się bowiem kluczowym surowcem w przemyśle – zarówno w energetyce, jak i w produkcji chemikaliów, nawozów czy paliw. Jednak za tym dynamicznym wzrostem kryje się poważny problem: większość produkowanego dziś wodoru powstaje w sposób wysokoemisyjny, co oznacza, że jego wytwarzanie wiąże się z dużym zanieczyszczeniem środowiska.
Zdecydowana część światowej produkcji wodoru opiera się na tzw. szarym wodorze, który wytwarza się z gazu ziemnego lub węgla, najczęściej poprzez proces reformingu parowego metanu lub zgazowania węgla. Są to technologie relatywnie tanie i dobrze opanowane, ale niezwykle emisyjne – w czasie produkcji powstają ogromne ilości dwutlenku węgla, który trafia do atmosfery. Co więcej, w większości przypadków nie stosuje się tu żadnych systemów wychwytywania i magazynowania CO₂ (tzw. CCS – carbon capture and storage).
Szary wodór jest podstawą funkcjonowania wielu strategicznych sektorów przemysłu. Wykorzystuje się go m.in. w rafinacji ropy naftowej, gdzie służy do oczyszczania paliw i usuwania siarki (procesy hydrokrakingu i hydroodsiarczania), a także w produkcji amoniaku i metanolu – dwóch kluczowych związków chemicznych, niezbędnych do wytwarzania nawozów sztucznych, tworzyw i wielu innych produktów przemysłowych. Jednak te procesy, choć technologicznie niezbędne, odpowiadają za emisję setek milionów ton CO₂ rocznie, co czyni przemysł wodorowy jednym z największych pojedynczych źródeł emisji na świecie.
Alternatywą dla szarego wodoru jest tzw. wodór niskoemisyjny, który obejmuje dwa główne typy:
- zielony wodór, produkowany w procesie elektrolizy wody z wykorzystaniem energii z odnawialnych źródeł (takich jak wiatr czy słońce),
- niebieski wodór, który również powstaje z paliw kopalnych, ale przy użyciu technologii wychwytywania i składowania dwutlenku węgla (CCS), co pozwala znacząco ograniczyć emisje.
Mimo że to właśnie te niskoemisyjne technologie są kluczowe dla przejścia do gospodarki neutralnej klimatycznie, ich udział w globalnej produkcji wodorowej nadal jest symboliczny – stanowi zaledwie ułamek procenta całkowitej podaży. Główną barierą pozostają wysokie koszty inwestycji, ograniczona dostępność energii z OZE oraz brak odpowiedniej infrastruktury do transportu i magazynowania wodoru.
Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) w swoim najnowszym raporcie zwraca uwagę, że mimo ambitnych zapowiedzi i coraz liczniejszych planów inwestycyjnych, realne wdrożenia projektów związanych z produkcją niskoemisyjnego wodoru są wciąż znikome. Według danych IEA, jego udział w globalnym zużyciu nie przekracza obecnie 1 procenta, co pokazuje ogromną przepaść między deklaracjami a rzeczywistym postępem technologicznym i gospodarczym.
Agencja wskazuje, że przyczyną tego stanu rzeczy są zarówno trudności technologiczne, jak i ekonomiczne uwarunkowania rynku. Produkcja tzw. szarego wodoru, czyli wodoru wytwarzanego z gazu ziemnego, wciąż pozostaje znacznie tańsza i prostsza do skalowania niż technologie oparte na odnawialnych źródłach energii czy metodach ograniczających emisję CO₂. To powoduje, że firmy i państwa, mimo deklaracji dekarbonizacji, w praktyce w dalszym ciągu opierają się na rozwiązaniach emisyjnych.
W polskim kontekście te globalne tendencje są szczególnie widoczne. Polska jest trzecim największym producentem wodoru w Unii Europejskiej, z udziałem sięgającym około 10 procent całkowitej unijnej produkcji. Jednak zdecydowana większość tego surowca – ponad 90 procent – powstaje z gazu ziemnego, co oznacza, że polska gospodarka wciąż jest silnie uzależniona od surowców kopalnych. Taki model produkcji wiąże się z wysokim śladem węglowym, a jednocześnie naraża kraj na ryzyka związane z importem gazu, jego zmiennymi cenami oraz napięciami geopolitycznymi na rynkach energetycznych.
Od euforii do realistycznej oceny tempa zmian
Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) w swoim najnowszym raporcie z 2025 roku przedstawiła mocno zrewidowaną prognozę dotyczącą rozwoju rynku niskoemisyjnego wodoru. Według nowych szacunków, do końca obecnej dekady globalna produkcja tego surowca ma osiągnąć poziom około 37 milionów ton rocznie, podczas gdy jeszcze w ubiegłorocznych prognozach zakładano aż 49 milionów ton. Oznacza to korektę w dół o blisko 25 procent, co – jak podkreślają eksperci – jest wynikiem narastających problemów finansowych i organizacyjnych, z którymi boryka się branża wodorowa na całym świecie.
IEA wskazuje, że wiele zapowiadanych projektów, mimo ambitnych założeń i medialnych zapowiedzi, nie weszło w fazę realizacji. Część z nich została opóźniona, inne anulowane lub porzucone z powodu trudności w uzyskaniu finansowania, braku stabilnych kontraktów z odbiorcami wodoru oraz zawiłych procedur administracyjnych i regulacyjnych. Agencja podkreśla, że te bariery hamują tempo globalnej transformacji energetycznej, w której wodór miał odgrywać kluczową rolę jako paliwo przyszłości.
Z raportu wynika jednak, że nie wszystko stracone – część projektów wodorowych faktycznie ruszyła z miejsca. Te inwestycje, które uzyskały tzw. ostateczną decyzję inwestycyjną (FID) lub są już w trakcie budowy, mogą do 2030 roku zapewnić ponad pięciokrotny wzrost produkcji niskoemisyjnego wodoru w porównaniu z poziomami z początku dekady. Oznacza to, że na koniec okresu produkcja z takich źródeł przekroczy 4 miliony ton rocznie.
IEA zwraca jednak uwagę, że nawet tak dynamiczny wzrost wciąż jest niewystarczający wobec globalnych celów klimatycznych i planów dekarbonizacji gospodarek. Dla porównania – aby światowa gospodarka mogła realnie zbliżyć się do scenariusza zerowych emisji netto do 2050 roku, produkcja czystego wodoru musiałaby rosnąć kilkukrotnie szybciej, niż dzieje się to obecnie.
Chiny wciąż zdecydowanie dominują w rozwoju technologii wodorowych, utrzymując pozycję lidera w zakresie mocy elektrolitycznych – w 2024 roku odpowiadały za blisko 70 procent globalnie zainstalowanych elektrolizerów. To pokazuje, jak dynamicznie kraj ten inwestuje w zielony wodór, który ma stanowić ważny element transformacji energetycznej i sposobu na ograniczenie emisji CO₂. Jednak nawet w Państwie Środka, gdzie tempo rozwoju infrastruktury jest imponujące, pojawiają się wyzwania. Główne bariery to trudności z integracją elektrolizerów z krajową siecią elektroenergetyczną, duża zmienność produkcji energii ze źródeł odnawialnych, a także nadal niewystarczający popyt na wodór, który ogranicza opłacalność nowych inwestycji.
Europa z kolei – mimo ambitnych celów – rozwija sektor elektrolizy znacznie wolniej. Strategia wodorowa Unii Europejskiej zakłada osiągnięcie 40 GW mocy elektrolitycznej do 2030 roku, co miałoby istotnie zwiększyć udział zielonego wodoru w miksie energetycznym. W praktyce jednak rzeczywisty postęp jest dużo skromniejszy. Obecnie łączna moc działających instalacji nie przekracza 260 MW, a więc stanowi zaledwie ułamek zakładanego celu.
Większość europejskiej produkcji wodoru wytwarzanego w procesie elektrolizy jest obecnie wykorzystywana na potrzeby własne przemysłu, głównie w zakładach chemicznych i rafineryjnych. Oznacza to, że wciąż brakuje mechanizmów ekonomicznych i infrastrukturalnych, które umożliwiłyby szerokie zastosowanie wodoru w transporcie, ciepłownictwie czy energetyce.
Trzy filary barier
Rozwój czystego, tzw. zielonego wodoru, wciąż napotyka na poważne trudności, które skutecznie hamują jego upowszechnienie – zarówno w skali globalnej, jak i w Polsce. Eksperci wskazują trzy główne bariery, które wzajemnie się przenikają i tworzą swoiste błędne koło utrudniające rozwój tej technologii.
Pierwszym i najpoważniejszym problemem pozostaje wysoki koszt produkcji. Zielony wodór, wytwarzany poprzez elektrolizę wody z wykorzystaniem energii odnawialnej, jest obecnie zdecydowanie droższy od tzw. szarego wodoru, który powstaje z gazu ziemnego bez wychwytywania dwutlenku węgla. Średni koszt produkcji wodoru odnawialnego w Europie wynosi około 7,94 euro za kilogram, jeśli używa się mieszanych źródeł energii. Gdy energia pochodzi wyłącznie z odnawialnych źródeł, koszt spada do około 6,61 euro, ale to wciąż znacznie więcej niż 3,76 euro za kilogram w przypadku wodoru szarego. Nawet jego nieco bardziej ekologiczny wariant – wodór z wychwytem CO₂ – kosztuje jedynie 4,41 euro za kilogram.
Ta znacząca różnica sprawia, że produkcja zielonego wodoru bez solidnego wsparcia finansowego ze strony państwa lub instytucji międzynarodowych po prostu się nie opłaca. Wdrożenie takich technologii wymaga szerokiego systemu zachęt, w tym dopłat inwestycyjnych, ulg podatkowych, kontraktów różnicowych czy długofalowych gwarancji ceny. Dopiero przy odpowiednio skonstruowanych mechanizmach wsparcia wodór niskoemisyjny może konkurować na rynku z paliwami kopalnymi.
Drugą kluczową barierą jest niepewność regulacyjna i popytowa. Inwestorzy, mimo rosnącego zainteresowania technologiami wodorowymi, często wstrzymują się z podejmowaniem ostatecznych decyzji inwestycyjnych. Wynika to z braku stabilnych rynków zbytu, jasnych przepisów określających status „zielonego wodoru” oraz niepewności co do przyszłych regulacji unijnych i krajowych. Wciąż brakuje również jednolitych standardów certyfikacji, które potwierdzałyby niskoemisyjność produkowanego wodoru – bez nich trudno o budowanie zaufania wśród inwestorów i odbiorców przemysłowych.
Eksperci zajmujący się rozwojem gospodarki wodorowej zwracają uwagę, że jednym z kluczowych problemów hamujących jej rozwój jest brak wspólnych, jasno zdefiniowanych standardów dotyczących tego, czym właściwie jest „zielony” i „niskoemisyjny” wodór. W różnych krajach – a nawet w różnych regionach Unii Europejskiej – obowiązują odmienne kryteria określające, jakie źródła energii i procesy technologiczne pozwalają uznać wodór za ekologiczny. Taki brak harmonizacji powoduje poważne trudności w handlu międzynarodowym, zwiększa ryzyko inwestycyjne i utrudnia tworzenie jednolitego rynku tego paliwa przyszłości.
Podczas Polish Conference for Hydrogen Energy and Technologies 2025 polscy eksperci podkreślali, że obowiązujące dziś przepisy – w tym unijna dyrektywa RED III – były przygotowywane w zupełnie innych warunkach gospodarczych i energetycznych, jeszcze przed kryzysem energetycznym wywołanym m.in. wojną w Ukrainie. Ich zdaniem regulacje te wymagają pilnej aktualizacji, ponieważ nie uwzględniają gwałtownego wzrostu cen energii ani potrzeby ustanowienia okresu przejściowego, który pozwoliłby przedsiębiorstwom i państwom członkowskim na dostosowanie się do nowych realiów.
Dodatkowym, bardzo istotnym wyzwaniem są problemy infrastrukturalne. Aby wodór mógł stać się realną alternatywą dla paliw kopalnych, konieczne jest stworzenie całego łańcucha dostaw – od produkcji, przez transport, aż po magazynowanie i dystrybucję. Budowa specjalnych rurociągów do przesyłu wodoru, terminali importowych, stacji tankowania czy magazynów podziemnych (w kawernach solnych i zużytych złożach gazu) to procesy niezwykle kosztowne i długotrwałe.
Obecnie na całym świecie długość rurociągów wodorowych nie przekracza 10 tysięcy kilometrów, co pokazuje, jak bardzo wciąż raczkuje globalna infrastruktura dla tego surowca. W Europie sieć przesyłowa jest jeszcze mniejsza – liczy zaledwie 1581 kilometrów. Do 2028 roku planuje się jej rozbudowę do około 9600 kilometrów, jednak realizacja tych planów wymaga ogromnych nakładów inwestycyjnych, szacowanych na ponad 30 miliardów dolarów.
Z raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego wynika, że w Polsce zakłady produkcyjne są skupione głównie w północno-zachodniej części kraju, natomiast odbiorcy energii znajdują się w innych regionach. Taki rozkład powoduje znaczną nierównowagę między miejscem wytwarzania a zużycia energii, co z kolei rodzi konieczność kosztownej rozbudowy sieci przesyłowych oraz infrastruktury magazynowej. Oznacza to, że aby energia mogła efektywnie docierać do odbiorców, niezbędne są inwestycje w nowe linie przesyłowe, stacje transformacyjne i magazyny energii.
Eksperci PIE zwracają uwagę, że ta sytuacja nie tylko zwiększa koszty prowadzenia inwestycji, ale również komplikuje ich ekonomiczny bilans. W niektórych przypadkach może się okazać, że tańszym rozwiązaniem będzie import energii lub surowców z zagranicy, niż rozbudowa krajowej infrastruktury na dużą skalę. Problem ten staje się szczególnie istotny w kontekście transformacji energetycznej – rozwój odnawialnych źródeł energii, takich jak wiatr czy fotowoltaika, wymaga bowiem sprawnego przesyłu i magazynowania energii w różnych częściach kraju.
Polska specyfika inwestycji
Polska gospodarka wodorowa wchodzi w nowy etap rozwoju – z planów i strategii przechodzi do realnych inwestycji. Jak poinformował Bank Gospodarstwa Krajowego, podpisano umowy o łącznej wartości ponad 2,1 miliarda złotych w ramach instrumentu KPO „Inwestycje w technologie wodorowe, wytwarzanie, magazynowanie i transport wodoru”. To bezzwrotne wsparcie, które ma znacząco przyspieszyć budowę krajowej infrastruktury wodorowej i zbliżyć Polskę do gospodarki niskoemisyjnej.
Największym beneficjentem programu jest Orlen, który otrzyma ponad 1,2 miliarda złotych. Wysokie dofinansowania trafią także do innych podmiotów: Lotos Green H2 – 523,2 mln zł, Tauron Inwestycje – 127,8 mln zł, Promet-Plast – 123,2 mln zł oraz Bioagra – 127,6 mln zł. Wszystkie te projekty obejmują budowę nowoczesnych instalacji elektrolitycznych o mocy co najmniej 20 MW, które będą zasilane energią pochodzącą z odnawialnych źródeł. Dzięki temu powstanie infrastruktura umożliwiająca produkcję tzw. zielonego wodoru – paliwa, które ma odegrać kluczową rolę w procesie dekarbonizacji transportu publicznego i przemysłu ciężkiego.
Nowe inwestycje są elementem długofalowej strategii rozwoju gospodarki wodorowej, przyjętej przez rząd w 2021 roku. Zakłada ona powstanie w Polsce kilku regionalnych hubów wodorowych oraz ściślejsze powiązanie produkcji wodoru z rozwojem morskiej energetyki wiatrowej. Ma to pozwolić na bardziej zrównoważony rozwój sektora energetycznego i ograniczenie emisji gazów cieplarnianych.
Jednocześnie eksperci z Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE) zwracają uwagę na wyraźną lukę pomiędzy planowanymi możliwościami produkcji a przyszłym zapotrzebowaniem. Według ich analiz, do 2030 roku Polska będzie w stanie wytwarzać około 0,5 miliona ton niskoemisyjnego wodoru rocznie, podczas gdy potrzeby gospodarki sięgną aż 1,3 miliona ton. Oznacza to, że bez rozbudowy infrastruktury lub zwiększenia produkcji krajowej, konieczny będzie import wodoru.
Większość polskich projektów związanych z rozwojem gospodarki wodorowej wciąż pozostaje na bardzo wczesnym etapie — głównie w fazie analiz, planów i koncepcji, a nie rzeczywistych inwestycji. Brak ostatecznych decyzji o uruchomieniu budów czy finansowania stawia pod znakiem zapytania tempo, w jakim Polska będzie w stanie nadążyć za transformacją energetyczną zachodzącą w innych krajach Unii Europejskiej. To z kolei rodzi obawy, że Polska może pozostać na uboczu kluczowych trendów technologicznych i gospodarczych związanych z czystą energią.
Dodatkowym przykładem problemów w krajowej polityce energetycznej jest wprowadzony ustawą z 12 września 2025 roku bon ciepłowniczy, mający wesprzeć gospodarstwa domowe po zakończeniu obowiązywania maksymalnych cen ciepła systemowego (które wygasają 30 czerwca 2025 roku). To rozwiązanie — choć ważne z punktu widzenia ochrony konsumentów — pokazuje, że państwo skupia się przede wszystkim na łagodzeniu bieżących skutków kryzysu cenowego, a nie na rozwiązywaniu jego przyczyn. Zamiast długofalowych inwestycji w modernizację systemów grzewczych, poprawę efektywności energetycznej czy rozwój odnawialnych źródeł ciepła, Polska wciąż reaguje doraźnie, co utrudnia planową i stabilną transformację sektora.
Dr hab. Grzegorz Tchorek, zwraca uwagę, że bez bardziej kompleksowej strategii trudno będzie zbudować rynek wodoru w sposób racjonalny i zrównoważony. Ostrzegają oni przed zbyt szybkim odrzucaniem tzw. szarego wodoru (czyli produkowanego z gazu ziemnego), który obecnie stanowi podstawę funkcjonowania wielu zakładów przemysłowych. Zdaniem Tchorka, Polska powinna przyjąć etapowe podejście – najpierw zbudować krajowy rynek i infrastrukturę dla wodoru, a dopiero potem stopniowo zaostrzać wymogi środowiskowe i promować produkcję tzw. zielonego wodoru, wytwarzanego z OZE.
Europejski ekosystem regulacyjny
Unia Europejska stawia na wodór jako jeden z filarów swojej transformacji energetycznej i dekarbonizacyjnej. Wodór – szczególnie ten wytwarzany z odnawialnych źródeł energii, tzw. zielony wodór – ma odegrać kluczową rolę w realizacji pakietu „Fit for 55” oraz strategii REPowerEU. Celem wspólnoty jest osiągnięcie do 2030 roku 10 milionów ton własnej produkcji i 10 milionów ton importu odnawialnego wodoru, co ma zmniejszyć uzależnienie od paliw kopalnych i rosyjskiego gazu.
Zgodnie z dyrektywą RED III, państwa członkowskie zobowiązane są do wprowadzenia w prawie krajowym przepisów, które nałożą konkretne obowiązki dotyczące wykorzystania wodoru w przemyśle, transporcie oraz lotnictwie. Termin implementacji to maj 2025 roku, a za niewypełnienie wymogów mogą grozić kary. Oznacza to, że w ciągu najbliższych dwóch lat wszystkie kraje UE muszą stworzyć ramy prawne i systemy wsparcia umożliwiające dynamiczny rozwój rynku wodoru.
Jednak jak pokazuje raport organizacji RMI, rzeczywistość daleka jest od ambicji. Obecna produkcja tzw. RFNBO(Renewable Fuels of Non-Biological Origin – odnawialnych paliw pochodzenia niebiologicznego) w całej Unii wynosi zaledwie 0,02 miliona ton rocznie, co stanowi ułamek zapotrzebowania wynikającego z nowych unijnych regulacji. Szacuje się, że regulowany popyt wymuszony przez mandaty RED III będzie sięgał od 2,2 do 2,8 miliona ton, a w wariancie przyspieszonego wdrożenia może wzrosnąć nawet do 7 milionów ton rocznie.
Import wodoru ma pomóc
Aby wypełnić tę lukę, Unia planuje w dużej mierze importować wodór oraz jego pochodne, takie jak e-amoniak, e-metanol czy zielona stal. W tym celu powstają międzynarodowe korytarze dostaw i projekty infrastrukturalne skupione wokół portowych hubów w Niemczech, Holandii, Francji i Belgii. To właśnie te kraje mają stać się węzłami dystrybucji wodoru w Europie.
Wsparcie finansowe dla tego sektora zapewniają różne unijne instrumenty. Europejski Bank Wodorowy ma uruchomić system aukcji o wartości 2 miliardów euro, które będą wspierały najbardziej zaawansowane projekty produkcji i dystrybucji wodoru. Do tego dochodzą środki z Funduszu Innowacji oraz partnerstwa Clean Hydrogen Partnership, które łączy finansowanie publiczne i prywatne w celu przyspieszenia rozwoju technologii wodorowych.
Mimo tych inicjatyw, tempo wypłaty środków pozostaje niskie. Według raportu, z łącznej puli 21,4 miliarda euro przeznaczonych na inwestycje w wodór, zaledwie 3 miliardy trafiły realnie do projektów. Oznacza to, że choć plany są ambitne, realizacja unijnej strategii wodorowej wciąż napotyka na bariery administracyjne, finansowe i technologiczne.
Geograficzna koncentracja środków w trzech krajach (Niemcy, Holandia, Francja) pozostawia 55 procent europejskiej produkcji bez proporcjonalnego wsparcia, co dotyczy również Polski, gdzie potencjał importu i handlu wewnątrzunijnego pozostaje niewykorzystany. Krytyka surowych wymagań RFNBO, takich jak dodatkowość, korelacja czasowa i geograficzna, podnosi koszty i hamuje FID, co Europejski Trybunał Obrachunkowy określa jako nierealistyczne cele bez wiążących kwot krajowych.
Ryzyka systemowe bańki
Z analizy przygotowanej przez firmę badawczą Westwood Global Energy Group wynika, że rozwój projektów wodorowych w Europie napotyka coraz większe trudności. Z planowanego portfela inwestycji o łącznej mocy 29,2 gigawata, aż 20 procent projektów zostało anulowanych lub wstrzymanych. Główne powody to rosnące koszty realizacji, brak dostępu do finansowania oraz niewystarczający popyt na zielony wodór, który wciąż pozostaje droższą alternatywą w porównaniu z paliwami kopalnymi.
Eksperci wskazują, że rok 2025 może być kluczowy dla branży – oczekuje się, że wtedy podejmowane będą decyzje inwestycyjne (tzw. FID – Final Investment Decisions) w znacznie większej skali niż dotychczas. Jednak pomimo zapowiedzi wzrostu, niepewność regulacyjna nadal hamuje tempo rozwoju. W Stanach Zjednoczonych wynika to z polityki administracji, która – zdaniem analityków – ponownie koncentruje się na wspieraniu sektora paliw kopalnych, a w Unii Europejskiej z opóźnień we wdrażaniu dyrektywy RED III, dotyczącej odnawialnych źródeł energii i udziału zielonego wodoru w miksie energetycznym.
Na tle zachodnich rynków wyróżniają się Chiny, które umacniają swoją pozycję jako światowy lider w produkcji elektrolizerów, czyli urządzeń służących do wytwarzania wodoru z wody przy użyciu energii elektrycznej. Chińskie technologie są obecnie tańsze o 40–45 procent w porównaniu z rozwiązaniami z Europy czy Ameryki Północnej. Wynika to przede wszystkim z niższych kosztów kapitału, energii i produkcji. Dzięki temu chińscy producenci zdobywają coraz więcej zamówień w krajach rozwijających się, odpowiadając już za co najmniej jedną trzeciądostarczanych tam elektrolizerów.
Ich ekspansja w Europie napotyka jednak na bariery. Unia Europejska, chroniąc własny przemysł, wprowadziła limit 25 procent udziału komponentów spoza UE w projektach objętych wsparciem finansowym. Ogranicza to możliwości szerszego wejścia chińskich firm na europejski rynek, mimo że ich technologie mogłyby znacząco obniżyć koszty realizacji wielu inwestycji wodorowych.
Alternatywy dla wodoru
Alternatywy dla wodoru, takie jak bezpośrednia elektryfikacja transportu osobowego czy zwiększanie efektywności energetycznej budynków, są dziś uznawane za znacznie bardziej opłacalne i szybsze w realizacji sposoby redukcji emisji. Eksperci podkreślają, że wodór powinien być stosowany przede wszystkim w sektorach, w których nie ma innych, łatwo skalowalnych rozwiązań – jak przemysł stalowy, żegluga dalekomorska czy produkcja nawozów. W tych obszarach jego potencjał dekarbonizacyjny jest realny i może przynieść wymierne efekty.
W polskich warunkach pomijanie tej zależności może prowadzić do poważnych konsekwencji gospodarczych. Zbyt pochopne inwestowanie w infrastrukturę wodorową, szczególnie w ramach finansowania z Krajowego Planu Odbudowy (KPO), bez zapewnienia odpowiedniego popytu rynkowego, grozi powstaniem tzw. aktywów osieroconych – czyli instalacji, które nie będą w pełni wykorzystywane lub okażą się nieopłacalne. W praktyce oznaczałoby to, że środki publiczne o wartości miliardów złotych zostałyby zainwestowane w technologie, które przyniosą jedynie marginalny efekt klimatyczny, nie przyczyniając się realnie do redukcji emisji.
Zdaniem analityków, strategia wodorowa Polski wymaga bardziej selektywnego podejścia – skoncentrowania się na sektorach, gdzie wodór rzeczywiście może zastąpić paliwa kopalne, oraz równoległego wspierania rozwiązań o wyższej efektywności ekonomicznej i środowiskowej, takich jak rozwój elektromobilności i termomodernizacja budynków.

