Administracja Donalda Trumpa nałożyła nowe cła na 60 krajów. Unia Europejska została objęta stawką 10 proc. Nowe taryfy zastępują poprzednie rozwiązania, które Sąd Najwyższy USA uznał za nielegalne.
Nowe stawki celne uderzają w importerów z całego świata. Kraje, które przyjęły przepisy dotyczące zakazu pracy przymusowej, ale zdaniem USA nie egzekwują ich skutecznie, zapłacą 10 proc. Pozostałe państwa – 12,5 proc. Unia Europejska trafiła do pierwszej grupy. Zwolnienia objęły m.in. ropę naftową, gaz oraz niektóre produkty spożywcze i rolne, których nie można pozyskać na rynku amerykańskim.
Szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas uznała zarzuty amerykańskiej administracji za bezpodstawne. – Nie można tego powiedzieć o UE. Jeśli porównać nasze prawo pracy z amerykańskim, mamy płatne urlopy i bardzo dobre warunki dla pracowników, więc (te zarzuty) nie są niczym poparte – oceniła Kallas w wypowiedzi dla agencji Reutera. Zapowiedziała, że Bruksela zażąda od USA pilnych wyjaśnień i może zgłosić sprawę do Światowej Organizacji Handlu jako nieuprawnioną.
Nowy instrument prawny Trumpa
Nowe cła zastępują 10-proc. globalne stawki, które wygasły 24 lipca na skutek decyzji Sądu Najwyższego USA. Sąd uznał je za nielegalne, co zmusiło administrację do zwrotu pobranych ceł. Około 71 mld dolarów wróciło do importerów w maju i czerwcu 2026 roku – to 42 proc. ze 166 mld dolarów podlegających zwrotowi.
Decyzja o nakładaniu kolejnych ceł może wydawać się mało racjonalna. – Moim zdaniem taka decyzja jest kontrowersyjna w świetle informacji, że poprzednie cła nałożone na państwa będą wymagały zwrotu pobranych środków, co ma poważnie obciążać amerykański budżet – podkreślił w rozmowie z WNP Kamil Sobolewski, główny ekonomista Pracodawców RP.
Administracja Trumpa sięgnęła tym razem po Sekcję 301 Amerykańskiej Ustawy o Handlu z 1974 roku. Jak wskazują eksperci cytowani przez CNN, to rozwiązanie bardziej stabilne prawnie – utrzymało się bowiem mimo wcześniejszych zaskarżeń sądowych. Może obowiązywać bezterminowo, w przeciwieństwie do uprawnień nadzwyczajnych, z których Trump skorzystał w kwietniu 2025 roku podczas tzw. Dnia Wyzwolenia.
Europa musi się uodpornić
Istotny jest wymiar polityczny tych decyzji. Przed USA zbliżają się tzw. wybory połówkowe, w których wybierana będzie nowa Izba Reprezentantów i 33 senatorów. Od ich wyniku zależy dalsza możliwość realizacji reform Trumpa. Jedną z jego podstawowych obietnic było wprowadzenie barier celnych poprawiających bilans handlowy, zwłaszcza wobec Europy.
Kamil Sobolewski radzi europejskim rynkom, by przestały nerwowo reagować na każde działanie Waszyngtonu. – Wydaje mi się, że systemowy, planowy – można powiedzieć proamerykański komponent tej polityki – polega na tym, by indukować na cały świat niepewność i w ten sposób ściągać inwestycje do Stanów Zjednoczonych – stwierdził. Zdaniem eksperta Pracodawców RP europejskie rynki powinny uodpornić się na ciągłe nowe ogłoszenia i działać strategicznie, a nie wyłącznie dostosowywać się do kursu prowadzonego przez Trumpa.
Źródło: WNP.PL, Fot. SAMUEL CORUM / POOL / PAP

