Nowy unijny system opłat za emisje ETS2 grozi w 2028 roku wzrostem inflacji w Polsce nawet o 2 punkty procentowe – wynika z analiz NBP. Bank centralny nie ujął jednak tego ryzyka w swojej oficjalnej projekcji, tłumacząc to brakiem krajowych przepisów. Tymczasem w Radzie Polityki Pieniężnej przybywa sceptyków wobec rychłej obniżki stóp procentowych, a warszawska giełda bije kolejne historyczne rekordy.
Narodowy Bank Polski opublikował nową projekcję inflacyjną, która na lata 2026-2028 rysuje wyjątkowo spokojny obraz: 2,9 proc., potem 2,7 proc., a w 2028 roku zaledwie 2,2 proc. Problem w tym, że te wyliczenia nie uwzględniają ETS2 – unijnego systemu opłat za emisje CO2 obejmującego paliwa i ogrzewanie budynków. A według danych samego NBP skutki mogą być bardzo dotkliwe. Dyrektor Departamentu Badań i Analiz Ekonomicznych NBP Jacek Kotłowski przyznał, że sam efekt bezpośredni sięga 1,5-1,6 pkt proc., a pośredni – kolejnych 0,4-0,5 pkt proc. – Szacujemy efekt bezpośredni na około 1,5-1,6 punktu procentowego i około 0,4-0,5 punktu proc. – to jest efekt pośredni wynikający z wzrostu cen energii – powiedział Kotłowski. – To oznacza, że zamiast 2,2 proc. inflacja w 2028 roku może sięgnąć 4,2 proc., czyli wyraźnie powyżej górnej granicy dopuszczalnych odchyleń od celu NBP.
Dlaczego bank centralny nie włączył tego zagrożenia do oficjalnej prognozy? Powód jest formalny – w Polsce wciąż nie ma ustaw wdrażających ETS2. Ale ryzyko nie znika. Dla milionów Polaków wyższe rachunki za paliwo i ogrzewanie staną się realnym obciążeniem. Dla Rady Polityki Pieniężnej to z kolei argument, by zwlekać z obniżkami stóp procentowych.
RPP dzieli się na gołębie i jastrzębie
Prezes NBP Adam Glapiński dał niedawno sygnał, że po wakacjach możliwa jest obniżka stóp o 25 punktów bazowych. Warunek: sytuacja gospodarcza musi pozostać stabilna. Szybko jednak okazało się, że nie wszyscy członkowie Rady podzielają ten optymizm. Henryk Wnorowski w telewizji BIZNES24 stwierdził, że perspektywa obniżki we wrześniu jest „przedwczesna”, a w wypowiedzi prezesa słyszał wiele zastrzeżeń i „jeśli”. Ludwik Kotecki dodał, że obniżka jest do rozważenia, ale w dalszej części roku, zatem wrzesień odpada. Dla kredytobiorców oznacza to mniej komfortową wiadomość: niższe raty być może nadejdą, ale nieprędko i nie na pewno.
Rekordy na GPW i słabnący złoty
Zupełnie inny obraz rysuje się na warszawskiej giełdzie. WIG przebił 142 tys. punktów, osiągając historyczne maksimum, podobnie indeks średnich spółek mWIG40. WIG20 zyskał 2,3 proc. i zamknął dzień na poziomie najwyższym od 2007 roku. Wśród najmocniejszych graczy królowały banki: PKO BP urósł o 4,8 proc., Pekao o 3,8 proc., mBank o 2,5 proc. Zaskakujące jest to, że rekordy przypadają w czasie, gdy złoty słabnie – euro kosztuje prawie 4,34 zł, dolar ponad 3,80 zł. Historycznie słabsza waluta szła w parze z gorszymi nastrojami, ale tym razem inwestorzy najwyraźniej obstawiają stabilną gospodarkę i ostrożne cięcia stóp, co jest korzystne dla sektora bankowego.
W ten sam piątek do polskiej sieci popłynął pierwszy prąd z morskiej farmy wiatrowej Baltic Power. Orlen, współwłaściciel projektu, poinformował, że na morzu zainstalowano już 54 z 76 turbin. Farma o mocy 1,2 GW ma produkować około 4 TWh rocznie, co wystarczy na zasilenie 1,5 mln gospodarstw domowych. Do 2030 roku na Bałtyku ma powstać około 6 GW mocy offshore – to więcej niż planowana pierwsza elektrownia atomowa (3,75 GW), ale morskie wiatraki pracują rzadziej z pełną mocą. Niemniej jednak ich zaletą jest stabilniejszy wiatr i mniejsza zmienność niż na lądzie, a także korzyści przemysłowe: nowe porty, statki, kable i miejsca pracy.
Tymczasem kierowcy muszą szykować się na kolejne podwyżki. Biuro Maklerskie Reflex prognozuje, że w najbliższym tygodniu benzyna Pb95 zdrożeje do około 6,95 zł za litr, a olej napędowy – do 7,20 zł. Od końca czerwca, gdy rząd wycofał program CPN, ceny poszły w górę o ponad złotówkę. Na rynku globalnym ropa Brent kosztuje dziś o 8,6 proc. więcej niż przed miesiącem, co wynika z eskalacji w Zatoce Perskiej. Dodatkowym ciosem dla diesla jest zakaz eksportu nałożony przez Rosję, która walczy z własnym kryzysem paliwowym. Choć Europa oficjalnie nie kupuje rosyjskich paliw, rynek jest globalny i ograniczenia podaży podbijają ceny także na naszym kontynencie.
Źródło: WNP.PL, Fot. PAP/Leszek Szymański

