Jakie zagrożenia dla hutnictwa niesie unijny podatek CO₂?

Unijny system handlu uprawnieniami do emisji (EU ETS) oraz towarzyszący mu mechanizm dostosowywania cen na granicach z uwzględnieniem emisji CO₂ (CBAM) wprowadzają od 2026 roku nową jakość dla europejskiego hutnictwa. Dotychczas sektor ten był chroniony przed kosztami emisji dzięki bezpłatnym uprawnieniom przyznawanym w ramach ryzyka ucieczki emisji. Od 2026 roku uprawnienia te są stopniowo wycofywane – redukcja wynosi 2,5 procent w 2026 roku, 5 procent w 2027 roku i będzie systematycznie rosnąć, aż do całkowitego zaniku w 2034 roku.

Od początku funkcjonowania systemu EU ETS w 2005 roku hutnictwo żelaza i stali było uznawane za sektor narażony na ryzyko ucieczki emisji, czyli zjawiska przenoszenia produkcji poza Unię Europejską do krajów o słabszych regulacjach klimatycznych. Aby temu zapobiec, huty otrzymywały przez lata bezpłatne uprawnienia do emisji CO₂, pokrywające w znacznym procencie ich rzeczywiste emisje. System ten sprawiał, że koszty związane z polityką klimatyczną były dla hutnictwa relatywnie niskie, mimo że ceny uprawnień na rynku wtórnym systematycznie rosły.

Od 2026 roku sytuacja ulega jednak radykalnej zmianie. W ramach reformy systemu ETS, powiązanej z wprowadzeniem CBAM, bezpłatne uprawnienia dla sektorów objętych mechanizmem granicznym są stopniowo wycofywane. Harmonogram przewiduje, że w 2026 roku redukcja bezpłatnych uprawnień wynosi 2,5 procent. W 2027 roku redukcja wzrasta do 5 procent.

Następnie tempo wycofywania przyspiesza – w 2028 i 2029 roku kolejno 10 i 20 procent, aż do osiągnięcia blisko 50 procent redukcji w 2030 roku. Uprawnienia mają zniknąć całkowicie w 2034 roku, kiedy to ostatnie bezpłatne przydziały zostaną zniesione, a cały ciężar kosztów emisji spocznie na europejskich producentach.

Dla hutnictwa oznacza to, że koszty, które do tej pory były w dużej mierze neutralizowane poprzez system bezpłatnych przydziałów, staną się od 2026 roku realnym obciążeniem finansowym. W miarę wycofywania bezpłatnych uprawnień, każdy kolejny rok będzie oznaczał konieczność zakupu na rynku rosnącej liczby pozwoleń na emisję, po cenach kształtujących się na poziomie od 75 do nawet 150 euro za tonę CO₂ w zależności od prognoz. W rezultacie koszty emisji dla przeciętnej huty wzrosną z poziomu bliskiego zeru w poprzednich latach do kilkudziesięciu euro na każdej wyprodukowanej tonie stali, co w przypadku zakładów o niskiej efektywności energetycznej i wysokiej emisyjności może zniszczyć ich rentowność.

Zapisz się do newslettera!

Koszty emisji w praktyce

Aby zrozumieć skalę zagrożenia, należy przełożyć mechanizmy regulacyjne na konkretne kwoty. Według danych Krajowego Ośrodka Bilansowania i Zarządzania Emisjami (KOBIZE), w pierwszym kwartale 2026 roku cena uprawnień do emisji CO₂ (EUA) wynosiła średnio około 75,36 euro za tonę, choć w pierwszym kwartale 2025 roku ceny osiągnęły lokalne maksimum na poziomie około 83 euro za tonę na początku lutego. Niektóre prognozy rynkowe przewidują, że w 2026 roku cena uprawnień może przebić poziom ponad 100 euro za tonę, a według bardziej odległych prognoz (CRU) koszty pozwoleń na emisję mogą w ujęciu realnym przekroczyć 150 dolarów za tonę CO₂ do 2030 roku w wyniku zaostrzania celu redukcyjnego w ramach pakietu Fit for 55.

Dla hutnictwa żelaza i stali kluczowe znaczenie ma fakt, że produkcja stali w technologii wielkopiecowo‑tlenowej jest niezwykle emisyjna. Każda tona stali wyprodukowana w tym procesie generuje przeciętnie od 1,8 do 2,0 ton CO₂, choć w zależności od stosowanego wsadu (w tym udziału złomu) oraz efektywności energetycznej zakładu wartości te mogą wahać się od 1,6 tony do nawet 2,4 tony CO₂ na tonę wyrobu gotowego. Oznacza to, że przy cenie uprawnień wynoszącej na przykład 75 euro za tonę, sam koszt emisji przypadający na tonę stali wynosi od około 120 do 150 euro.

Przy prognozowanej cenie 100 euro za tonę koszt ten wzrasta do 160–200 euro, a przy 150 euro – do 240–300 euro. Dla porównania, w pierwszym kwartale 2026 roku średnia cena blachy walcowanej na gorąco (HRC) w Europie wynosiła około 660 euro za tonę, co oznacza, że koszty emisji mogą stanowić od 18 do 23 procent ceny wyrobu gotowego przy cenie uprawnień 75 euro, a przy cenie 150 euro – nawet od 36 do 45 procent.

Według danych cytowanych w analizach rynkowych, w 2025 roku typowy producent stali w Unii Europejskiej płacił średnio około 26 euro za tonę wyprodukowanego półproduktu tytułem kosztów emisji, co stanowiło około 3,4 procent całkowitej ceny. Prognozy wskazują jednak, że koszty te będą systematycznie rosły wraz z redukcją bezpłatnych uprawnień i wzrostem cen EUA, osiągając w połowie lat trzydziestych znacząco wyższy udział w cenie produktu. Dla konkretnych europejskich producentów stali, poddanych analizie ryzyka kosztów zgodności z ETS, potencjalne roczne obciążenie finansowe w scenariuszu braku rezerw wahało się średnio od 1,5 do 3,6 procent wartości sprzedaży, w zależności od profilu emisyjnego i struktury produkcji danego przedsiębiorstwa.

Mechanizm ochrony przed ucieczką emisji, który podnosi ceny dla nabywców

Mechanizm CBAM został zaprojektowany jako narzędzie, które ma zapobiec ucieczce emisji poprzez wyrównywanie kosztów emisji między produkcją unijną a importowaną. Zgodnie z regulacjami, importerzy stali i innych towarów objętych mechanizmem (takich jak cement, nawozy, aluminium, wodór i energia elektryczna) są zobowiązani do zakupu certyfikatów CBAM pokrywających emisje CO₂ wygenerowane przy produkcji tych towarów poza Unią Europejską. Cena certyfikatów jest bezpośrednio powiązana z tygodniowymi aukcjami uprawnień EU ETS. Oznacza to, że stal importowana spoza UE podlega takim samym kosztom emisji jak stal produkowana na terenie Wspólnoty, co w teorii ma chronić europejskich producentów przed nieuczciwą konkurencją cenową.

W praktyce jednak mechanizm CBAM niesie ze sobą istotne zagrożenia dla europejskiego hutnictwa, których nie sposób zignorować. Po pierwsze, do 2028 roku CBAM nie obejmuje bezpośrednio produktów pochodnych i wyrobów finalnych wykonanych ze stali, takich jak konstrukcje stalowe, elementy maszyn, samochody, sprzęt AGD czy rury. Oznacza to, że przedsiębiorstwa spoza Unii mogą eksportować do Europy wyroby gotowe, które zawierają w sobie stal wyprodukowaną przy minimalnych kosztach emisji, bez konieczności ponoszenia opłat CBAM na etapie końcowego produktu.

Jak alarmuje Piotr Sikorski, prezes Polskiej Unii Dystrybutorów Stali, coroczne narzuty CBAM na stal faktycznie zachęcają do importu gotowych wyrobów stalowych, ponieważ opłata węglowa nakładana jest na półprodukty (blachy, profile), ale już nie na finalny produkt. Tworzy to sztuczną przewagę konkurencyjną dla importerów wyrobów gotowych. Dopiero od 2028 roku CBAM ma zostać rozszerzony na produkty pochodne, ale do tego czasu upłynie kilka lat, w których europejscy producenci stali będą tracić rynek na rzecz tańszych, niskoemisyjnych (w sensie kosztów, nie technologii) wyrobów spoza Unii.

Po drugie, nawet tam, gdzie CBAM obowiązuje w pełni, mechanizm obliczania należnych opłat jest bardzo złożony i w pierwszych latach jego stosowania może prowadzić do nieprzewidywalnych wahań cen. W 2026 roku ceny certyfikatów CBAM są ustalane kwartalnie – dla pierwszego kwartału 2026 roku Komisja Europejska ustaliła cenę na poziomie 75,36 euro za tonę CO₂e, co odpowiada średniej cenie uprawnień EU ETS w tym okresie. Od 2027 roku ceny będą ustalane co tydzień.

Zmienność cen uprawnień (w samym 2025 roku wahały się one od około 60 do ponad 81 euro za tonę) oznacza, że importerzy i nabywcy stali nie mają pewności co do kosztów w średnim okresie. W przypadku produktów o wysokiej emisyjności, takich jak stal pochodząca z Tajwanu czy Chin, szacuje się, że koszt CBAM może sięgnąć nawet 590 euro za tonę wyrobu przy cenie uprawnień na poziomie 70 euro. Po trzecie, dla produktów importowanych o emisji poniżej unijnych wartości granicznych, stawka CBAM w 2026 roku wynosi jedynie 2,5 procent unijnego kosztu emisji. Oznacza to, że w pierwszych latach obowiązywania mechanizmu przewaga kosztowa importu może być wciąż znacząca, a dopiero stopniowe podnoszenie obciążeń do 100 procent w 2034 roku zrówna koszty.

Energochłonność jako dodatkowe obciążenie

Oprócz bezpośrednich kosztów emisji związanych z procesem wielkopiecowym, hutnictwo w Unii Europejskiej obciążone jest również pośrednimi kosztami emisji, wynikającymi z wysokich cen energii elektrycznej. Polska jest pod tym względem w szczególnie trudnej sytuacji, ponieważ jej miks energetyczny wciąż opiera się w przeważającej mierze na węglu, a ceny energii elektrycznej są silnie skorelowane z cenami uprawnień do emisji CO₂. Według danych, koszt uprawnień do emisji CO₂ stanowi już około 59 procent średniej ceny energii elektrycznej dla odbiorców przemysłowych, podczas gdy pozostałe koszty produkcji stanowią 25 procent, a marże i podatki 8 procent.

W praktyce oznacza to, że huty w Polsce, które są jednymi z największych odbiorców energii elektrycznej (wykorzystywanej między innymi w piecach łukowych, walcowniach, urządzeniach pomocniczych), płacą rachunki za prąd, w których ponad połowa ceny wynika z polityki klimatycznej Unii Europejskiej. To dodatkowe obciążenie, które nie występuje w krajach takich jak Chiny, Turcja czy Indie, gdzie systemy handlu emisjami są słabe lub nie istnieją, a energetyka opiera się na węglu bez dodatkowych kosztów uprawnień.

Ryzyko ucieczki emisji i relokacji przemysłu

Najpoważniejszym zagrożeniem, jakie unijny podatek CO₂ niesie dla hutnictwa, jest zjawisko ucieczki emisji. Polega ono na tym, że w odpowiedzi na rosnące koszty produkcji wynikające z polityki klimatycznej, przedsiębiorstwa przenoszą swoją działalność poza granice Unii Europejskiej – do krajów o łagodniejszych regulacjach, niższych kosztach emisji i niższym ogólnym poziomie cen energii. W przypadku hutnictwa, które jest branżą o globalnie zintegrowanych łańcuchach dostaw i stosunkowo wysokich kosztach transportu w relacji do wartości produktu, ryzyko relokacji jest szczególnie wysokie.

Chiny, mimo że wprowadziły własny, krajowy system handlu emisjami, pozostają dla europejskiego hutnictwa potężnym konkurentem ze względu na niższe koszty produkcji, efekt skali oraz fakt, że wiele tamtejszych zakładów korzysta z nowocześniejszych technologii o niższej emisyjności jednostkowej. Dla porównania, w Polsce proces produkcji stali wciąż opiera się głównie na klasycznej technologii wielkopiecowo‑konwertorowej, która jest znacznie bardziej emisyjna niż technologie łukowe, ale i tak pozostaje tańsza niż import stali z Azji obarczony kosztami transportu i ceł. Zniesienie bezpłatnych uprawnień i konieczność ponoszenia pełnych kosztów emisji mogą jednak zniwelować tę przewagę i sprawić, że produkcja w Europie stanie się nieopłacalna w porównaniu z importem z Chin, Turcji, Indii czy Korei Południowej.

Dodatkowym czynnikiem ryzyka jest polityka celna Unii Europejskiej. W maju 2026 roku Parlament Europejski przegłosował nowe przepisy zwiększające cła na import stali spoza UE z 25 do 50 procent w przypadku przekroczenia limitów ilościowych oraz zmniejszające całkowitą pulę bezcłowego importu. Jest to działanie mające na celu ochronę europejskiego rynku przed zalewem taniej stali z Azji, ale paradoksalnie może ono dodatkowo zachęcać europejskich odbiorców do poszukiwania dostawców spoza Unii, którzy oferują niższe ceny mimo wyższych ceł. Jednocześnie cła te nie rozwiązują problemu niższych kosztów produkcji wynikających z braku opłat za emisje poza UE.

Sytuacja polskiego hutnictwa na tle Europy

Polskie hutnictwo znajduje się w szczególnie trudnej sytuacji na tle innych państw Unii Europejskiej. Po pierwsze, polski przemysł stalowy jest w dużej mierze oparty na przestarzałej technologii wielkopiecowej, która jest bardziej emisyjna niż nowoczesne piece łukowe zasilane złomem. Według danych, produkcja jednej tony stali w Polsce generuje od 1,6 do 2,2 tony CO₂, co jest wartością wyższą niż średnia unijna wynosząca około 1,3–1,5 tony CO₂ na tonę stali. Im wyższa emisyjność jednostkowa, tym większy koszt zakupu uprawnień na tonę wyrobu.

Po drugie, polska energetyka opiera się na węglu, co przekłada się na wysokie ceny energii elektrycznej dla odbiorców przemysłowych i dodatkowe obciążenie z tytułu pośrednich kosztów emisji. Ceny energii dla przemysłu w Polsce są wyższe niż w krajach takich jak Niemcy czy Francja po uwzględnieniu rekompensat i zwolnień. Jak zauważa fundacja Instrat, w Polsce ceny energii elektrycznej dla przemysłu prawdopodobnie pozostaną wyższe niż w reszcie Europy przez długi czas, ze względu na strukturę wytwarzania i koszty transformacji energetycznej.

Po trzecie, polski rynek stali jest silnie uzależniony od importu wewnątrzunijnego, zwłaszcza z Niemiec, które są zarówno największym dostawcą, jak i odbiorcą wyrobów stalowych. Jak wskazują doniesienia z początku 2026 roku, polscy producenci stali liczyli, że wprowadzenie CBAM ograniczy import spoza Unii i podniesie ceny, co miało poprawić ich sytuację finansową. Rzeczywistość okazała się jednak bardziej skomplikowana – import z Ukrainy, Białorusi i innych krajów spoza Unii wprawdzie spadł, ale jego miejsce zajęła tańsza stal z Niemiec, która zalała polski rynek, obniżając ceny i pogarszając rentowność krajowych hut.

Konkurencja wewnątrzunijna, choć nieobciążona dodatkowymi cłami i opłatami granicznymi, stanowi dla polskiego hutnictwa ogromne wyzwanie, szczególnie w sytuacji, gdy niemieccy producenci korzystają z niższych cen energii (dzięki subsydiom i zwolnieniom z opłat sieciowych) oraz bardziej zaawansowanych technologii. W warunkach wyższych kosztów emisji, to właśnie mniej efektywne kosztowo i bardziej emisyjne zakłady, takie jak wiele polskich hut, znajdą się w najtrudniejszej sytuacji. Pierwsze symptomy są już widoczne: w 2024 roku spadło wydobycie węgla w Polsce, a część mniej rentownych kopalń została zamknięta.

Również w hutnictwie pojawiają się sygnały o potrzebie restrukturyzacji. ArcelorMittal Poland, największy producent stali w kraju, wielokrotnie apelował o wsparcie dla dekarbonizacji i ostrzegał przed skutkami polityki klimatycznej bez odpowiednich mechanizmów osłonowych. Europejski rynek stali jest pod presją rosnącej konkurencji importowej, a wiele europejskich hut stoi przed dylematem: inwestować miliardy euro w niskoemisyjne technologie (wodorowe DRI, piece łukowe, wychwyt CO₂), aby sprostać rosnącym kosztom emisji, lub stopniowo ograniczać produkcję i zamykać zakłady.

Dekarbonizacja hutnictwa

Przed europejskim hutnictwem stoi konieczność głębokiej dekarbonizacji procesów produkcyjnych, jeśli ma ono przetrwać w warunkach rosnących kosztów emisji. Jednak transformacja sektora stalowego jest niezwykle kosztowna i ryzykowna, a dostępne technologie są wciąż na etapie demonstracji lub wczesnego wdrożenia. Najbardziej zaawansowaną koncepcją jest zastąpienie wielkich pieców opalanych koksem technologią bezpośredniej redukcji rudy żelaza wodorem.

Proces ten, znany jako DRI (Direct Reduced Iron) oparty na zielonym wodorze, pozwala na redukcję emisji CO₂ nawet o 95 procent w porównaniu z klasyczną technologią wielkopiecową. Jednak wymaga on ogromnych nakładów inwestycyjnych (budowa nowej huty DRI to koszt rzędu 3–5 miliardów euro), dostępu do bardzo dużych ilości zielonego wodoru (którego produkcja na skalę przemysłową dopiero raczkuje) oraz stabilnych dostaw wysokiej jakości rudy żelaza.

Według analiz Fundacji Instrat, inwestycje w technologie nisko- i zeroemisyjne są niezbędne, ale polskie hutnictwo może utknąć w przestarzałych technologiach, jeśli nie zostaną podjęte odpowiednie działania na poziomie krajowym i unijnym. Między innymi dlatego Ministerstwo Przemysłu w Polsce ogłosiło w 2025 roku plan działań dla zrównoważonego rozwoju przemysłu stalowego, który zakłada między innymi utworzenie dedykowanego funduszu badawczo-rozwojowego dla sektora hutniczego, wsparcie dla inwestycji w niskoemisyjne technologie oraz współpracę z instytucjami unijnymi w zakresie dostępu do funduszy klimatycznych.

Równocześnie jednak realizacja takich inwestycji w Polsce napotyka na poważne przeszkody. Wysokie koszty energii, brak wystarczającej podaży zielonego wodoru (który miałby pochodzić z morskich farm wiatrowych na Bałtyku, ale te są wciąż w fazie wczesnego rozwoju), niepewność regulacyjna oraz długi czas zwrotu z inwestycji sprawiają, że prywatni inwestorzy mogą być niechętni do angażowania kapitału. Ponadto, jeśli proces dekarbonizacji w Unii Europejskiej będzie postępował zbyt wolno w stosunku do tempa redukcji bezpłatnych uprawnień, huty mogą znaleźć się w pułapce: nie będą miały jeszcze gotowych zeroemisyjnych technologii, a jednocześnie będą musiały płacić pełne koszty emisji za starą, emisyjną produkcję.

Rekompensaty dla przemysłu energochłonnego

Unia Europejska oraz rządy państw członkowskich wprowadziły szereg mechanizmów mających na celu złagodzenie skutków wzrostu cen uprawnień do emisji i pośrednich kosztów emisji dla przemysłu energochłonnego, w tym hutnictwa. W Polsce od 2019 roku funkcjonuje system rekompensat dla przedsiębiorstw z sektorów energochłonnych, pokrywający część wzrostu kosztów energii elektrycznej wynikającego z systemu ETS. W 2024 roku rekompensaty przyznano 97 podmiotom na łączną kwotę około 2,9 miliarda złotych, a w 2023 roku wyniosły one około 2,7 miliarda złotych.

Środki pochodzą ze sprzedaży uprawnień do emisji i są przekazywane przez Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki w formie decyzji administracyjnej. W 2026 roku lista sektorów kwalifikujących się do rekompensat została rozszerzona o kolejne 22 sektory, co zwiększa szansę na odzyskanie części kosztów także dla przedsiębiorstw, które wcześniej nie były objęte systemem.

W styczniu 2026 roku Komisja Europejska złagodziła również zasady udzielania pomocy publicznej dla przedsiębiorstw energochłonnych, umożliwiając im odzyskanie nawet do 80 procent kosztów pośrednich emisji. Jak informuje serwis Farmer.pl, dzięki temu polskie firmy mają szansę na większą skalę potencjalnej pomocy publicznej, co zapewnia większą przewidywalność wsparcia w latach 2026–2030. Jest to istotne ułatwienie, ponieważ wcześniejsze regulacje były bardziej restrykcyjne i ograniczały wysokość możliwej rekompensaty.

Mimo tych mechanizmów, system rekompensat nie jest doskonały. W 2025 roku pojawiły się sygnały, że branża hutnicza nadal nie otrzymała wypłat pomocy za zbyt wysokie koszty energii i gazu, co wskazuje na problemy administracyjne i opóźnienia w realizacji programów pomocowych. Ponadto rekompensaty dotyczą głównie pośrednich kosztów emisji (wynikających z cen energii), a nie bezpośrednich kosztów emisji procesowej (wynikających z zakupu uprawnień dla wielkich pieców). Te ostatnie będą rosły wraz z redukcją bezpłatnych przydziałów i w perspektywie 2034 roku staną się pełnym obciążeniem, na które obecnie nie przewidziano systemowej rekompensaty.

Nadchodzące obciążenie dla całego łańcucha wartości

Od 2028 roku (po przesunięciu z pierwotnie planowanego 2027 roku) wejdzie w życie system ETS2, który rozszerzy handel uprawnieniami do emisji na sektory transportu i ogrzewania budynków. Choć mechanizm ten nie dotyczy bezpośrednio hutnictwa jako producenta, będzie miał on istotne, pośrednie skutki dla całej gospodarki, w tym dla przemysłu stalowego.

Po pierwsze, ETS2 podniesie koszty paliw i ogrzewania dla gospodarstw domowych i przedsiębiorstw, co w dłuższej perspektywie może ograniczyć popyt na dobra trwałe, w tym na samochody, maszyny, sprzęt AGD i budownictwo – czyli na główne sektory zużywające stal. Mniejszy popyt to niższa produkcja i niższe przychody dla hut. Po drugie, wzrost kosztów transportu (paliwa) przełoży się na wyższe koszty logistyczne dla całego łańcucha dostaw stali – od transportu rudy, przez przewóz półproduktów między hutami i walcowniami, aż po dostawę gotowych wyrobów do odbiorców.

W przypadku stali, która jest materiałem o stosunkowo niskiej wartości w stosunku do masy i objętości, koszty transportu mają niebagatelne znaczenie dla finalnej ceny. Po trzecie, ETS2 może zwiększyć presję na rząd i Unię Europejską w zakresie dalszego podnoszenia cen uprawnień ETS dla przemysłu, ponieważ – jak argumentują niektórzy eksperci – im więcej sektorów zostanie objętych systemem, tym silniejsza będzie presja na redukcję emisji we wszystkich obszarach gospodarki. Nowy system będzie również wymagał od polskich hut, podobnie jak innych przedsiębiorstw, dodatkowej sprawozdawczości i zarządzania emisjami, zwiększając koszty administracyjne i compliance.

Instrumenty finansowe na poziomie unijnym i krajowym

Aby wspomóc transformację sektorów energochłonnych, w tym hutnictwa, Unia Europejska uruchomiła szereg instrumentów finansowych. Najważniejszym z nich jest Fundusz Modernizacyjny, zasilany dochodami ze sprzedaży 4,5 procent całkowitej puli uprawnień do emisji CO₂ w ramach systemu EU ETS. Fundusz działa w latach 2021–2030, a Polska, jako jeden z dziesięciu krajów uprawnionych (o największych wyzwaniach w zakresie redukcji CO₂ i niższym PKB per capita), jest największym beneficjentem tych środków.

Od 2020 roku Polska uzyskała akceptację dla 30 programów priorytetowych o łącznej wartości około 53,5 miliarda złotych. Środki te są przeznaczane głównie na modernizację systemów energetycznych, w tym na rozwój odnawialnych źródeł energii, efektywność energetyczną, modernizację sieci i magazyny energii, obejmując również projekty przemysłowe i samorządowe. Polski rząd zabiega obecnie o przedłużenie Funduszu Modernizacyjnego do 2040 roku, co zapewniłoby dodatkowe środki na transformację także w kolejnej dekadzie.

Drugim ważnym instrumentem jest Fundusz Innowacyjny, jeden z największych na świecie programów finansowania komercyjnej demonstracji innowacyjnych technologii niskoemisyjnych. Fundusz jest zasilany dochodami z aukcji uprawnień do emisji w ramach EU ETS i wspiera projekty demonstracyjne dotyczące przełomowych innowacji, w tym technologie bezemisyjnej produkcji stali. W maju 2026 roku ruszył nowy nabór wniosków do Funduszu Innowacyjnego o wartości 10 miliardów euro, co stanowi istotną szansę dla europejskich hut do pozyskania środków na budowę instalacji DRI opartej na wodorze, CCS (wychwytu i składowania CO₂) lub innych innowacyjnych rozwiązań. Warunkiem uzyskania wsparcia jest jednak przedstawienie dojrzałego projektu technologicznego i biznesowego, co dla wielu przedsiębiorstw może być barierą nie do pokonania.

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu