Gaz ziemny w Europie podrożał w ciągu miesiąca o 50 proc., a w Polsce kontrakty na IV kwartał poszły w górę o ponad 40 proc. Jednocześnie krajowa sprzedaż detaliczna i akcja kredytowa rosną najszybciej od lat, a rząd znów rozpala debatę o podniesieniu kwoty wolnej w PIT. Nad gospodarką zbierają się jednak chmury geopolityczne – od Bliskiego Wschodu po Morze Czarne.
Na Towarowej Giełdzie Energii gaz z dostawą w IV kwartale sięgnął 284 zł za MWh – jeszcze w połowie czerwca kosztował niecałe 200 zł. Kontrakty wrześniowe podskoczyły z 182 zł do 281 zł, czyli o ponad 50 proc. To bezpośrednie odbicie sytuacji na rynku europejskim, gdzie wskaźnik TTF w Amsterdamie wzrósł do 62,87 euro za MWh, najwyżej od stycznia 2023 r. Oznacza to, że już w przyszłym roku rachunki za gaz dla gospodarstw domowych mogą pójść w górę – jeśli URE uwzględni nowe ceny w taryfach.
Geopolityka podkręca ceny surowców
Powodów zwyżki jest kilka. Europejskie magazyny gazu są wypełnione tylko w 54 proc. – to drugi najsłabszy wynik o tej porze roku od piętnastu lat. Szef norweskiego Equinora ocenia, że kontynent może nie osiągnąć zakładanego poziomu 80 proc. przed zimą. Do tego dochodzi napięcie na Bliskim Wschodzie: przez cieśninę Ormuz przepływa ok. jednej piątej światowego handlu LNG, a każda groźba zakłóceń przepycha azjatyckich nabywców po te same dostawy, o które walczy Europa. Również Morze Czerwone, gdzie jemeńscy Huti ponownie grożą atakami, tworzy drugie wąskie gardło. Ropa Brent nie pozostaje w tyle – baryłka kosztuje już ponad 96 dolarów, czyli o 30 proc. więcej niż pod koniec czerwca.
Nie tylko paliwa drożeją. Pszenica w kontrakcie wrześniowym na giełdzie w Paryżu kosztowała 244,75 euro za tonę, najwięcej od dwóch lat. W ciągu dwóch tygodni podrożała o prawie 20 proc. Przyczyną są nasilone ataki Rosji i Ukrainy na statki i porty czarnomorskie – Ukraina straciła już ok. jednej trzeciej przepustowości eksportowej. Rosja i Ukraina odpowiadają za łącznie jedną trzecią światowego eksportu pszenicy, więc każde ograniczenie żeglugi szybko winduje ceny. Dla konsumentów oznacza to zatrzymanie wcześniejszego trendu spadku cen żywności, choć bezpośredni efekt w sklepie będzie opóźniony o kilka miesięcy.
Kredyty i konsumpcja napędzają PKB
Na tle surowcowej nerwowości polska gospodarka pokazuje jednak siłę. Wartość kredytów w bankach wzrosła w czerwcu o 9,7 proc. rok do roku – najszybciej od listopada 2009 r. Kredyty dla gospodarstw domowych urosły o 7 proc., a dla firm o 9,6 proc. Równocześnie GUS podał, że sprzedaż detaliczna w cenach stałych zwiększyła się o 6,2 proc. wobec maja, mocniej od prognoz. Najbardziej zyskały meble, RTV i AGD – wzrost o 14,8 proc. Ekonomiści ING szacują, że PKB w II kwartale mógł wzrosnąć o ok. 3,8 proc., a PKO BP mówi nawet o tempie bliskim 4 proc.
Te dobre dane nie przesłaniają jednak problemów budżetowych. Wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział, że w obecnej kadencji Sejmu powinno zostać uchwalone podniesienie kwoty wolnej w PIT – najlepiej od 2027 r. – oraz waloryzacja drugiego progu podatkowego. – Wszyscy poniesiemy bardzo duży koszt sytuacji, w której ta propozycja nie zostanie uchwalona – powiedział w TVN24. Tymczasem samo podniesienie kwoty wolnej do 60 tys. zł to według wcześniejszych wyliczeń resortu finansów koszt ok. 59 mld zł rocznie, a deficyt budżetowy już teraz przekracza 6 proc. PKB. Obietnica wyborcza Koalicji Obywatelskiej zakładała podwojenie kwoty wolnej, ale na razie pozostaje w sferze politycznych deklaracji – minister finansów Andrzej Domański ma dopiero przedstawić konkretny projekt.
Źródło: WNP.PL, Fot. PAP/Utrecht Robin/ABACA

