W Polsce jest około 200 tysięcy Głuchych potrzebujących dostępu do tłumacza języka migowego. Zawodowych tłumaczy jest co najwyżej 350-400. Tę ogromną dysproporcję od lat stara się wypełnić firma Migam, która wykorzystuje sztuczną inteligencję do automatyzacji tłumaczeń. Jej projekt Migam AI zwyciężył w konkursie EEC Startup Challenge 2026 w kategorii „4TECH – technologie przyszłości”.
Migam działa od 2011 roku. Jak mówi Paweł Potakowski, dyrektor ds. komunikacji w firmie: – Coś, co dziś nazywa się AI, my faktycznie robiliśmy już 13 lat temu. Największą barierą były wtedy koszty i brak dostępu do odpowiednich mocy obliczeniowych. Dziś firma ma już model tłumaczący na amerykański język migowy (ASL) i rozpoczęła prace nad polskim językiem migowym (PJM). W systemie autonomicznym chce do 2028 roku obsługiwać 30 różnych języków migowych.
– Zmieniający się kontekst prawny sprawił, że katalog podmiotów zobowiązanych do dostępności jest już niezwykle szeroki – dodaje Potakowski. Europejska dyrektywa o dostępności objęła nie tylko podmioty publiczne, ale też transport, telekomunikację i e-commerce. To staje się argumentem sprzedażowo-biznesowym, który świadomi przedsiębiorcy muszą wziąć pod uwagę.
Dlaczego tłumaczy języka migowego jest tak mało?
– Praca tłumacza migowego jest niezwykle angażująca – fizycznie i intelektualnie – tłumaczy Potakowski. – Przetłumaczenie 90-minutowego filmu wymaga wielu godzin przygotowań, nagrań i montażu. Tymczasem według danych GUS i NFZ w Polsce jest około 950–970 tysięcy osób z problemami ze słuchem, z czego co najmniej 200 tysięcy nie ma innego wyboru niż tłumacz języka migowego. Osoby, które straciły słuch we wczesnym dzieciństwie lub urodziły się niesłyszące, posługują się językiem migowym jako pierwszym.
– PJM był językiem, którego nie znała komuna – mówi Potakowski. – Była to decyzja polityczna: wyrugować ten język, zminimalizować liczbę osób, które go znają. Bicie słownikiem po rękach, jeżeli ktoś próbował migać w szkole – takie rzeczy się działy. Do dziś tylko 40 proc. nauczycieli w szkołach, gdzie uczą się niesłyszące dzieci, miga w jakimkolwiek stopniu.
AI nie zastąpi, ale uzupełni
Potakowski podkreśla, że automatyzacja nie ma na celu wyeliminowania żywych tłumaczy. – W mojej ocenie nie zastąpią ich – mówi. – Nie da się wykluczyć sytuacji, w której osoba potrzebująca pomocy powie, że chce żywego tłumacza, a nie automatu. To jej prawo. Technologia ma być uzupełnieniem, zwłaszcza w obszarach mniej wrażliwych, jak materiały rozrywkowe. W bankowości czy medycynie jakość musi być najwyższa. Realizujemy pilotaż z Forum Technologii Bankowych i odbiór jest pozytywny właśnie dzięki wysokiej jakości.
Firma prowadzi już rozmowy z partnerami z Niemiec, Hiszpanii, Włoch, Tajwanu, Japonii, Kenii i Wielkiej Brytanii. – Zbieramy środki w rundzie A, by wyskalować się globalnie – dodaje Potakowski. – Szukamy firm, które doceniają dostępność i rozumieją, że tylko sztuczna inteligencja może zapewnić ją w pełnym zakresie. Równocześnie apeluje do startupów o ostrożność: – Bez własnej poduszki finansowej ryzyko jest tak duże, że zamiast zajmować się rozwojem technologii, innowator musi nurkować w tematy, na których się nie zna.
Źródło: WNP.PL, Fot. PTWP

