Klienci sami autoryzują kradzież swoich pieniędzy. Banki mogłyby pomóc, ale mają związane ręce

Trzy czwarte oszustw w polskim sektorze finansowym opiera się na podobnym mechanizmie: klient sam klika, potwierdza przelew lub udostępnia dane do logowania. Przekonują go do tego grupy przestępcze działające jak korporacje. Choć banki coraz skuteczniej wykrywają próby oszustwa, często nie mogą im zapobiec – bo klient odmawia współpracy.


Dane przedstawione przez Jarosława Biegańskiego, dyrektora zespołu bezpieczeństwa banków w Związku Banków Polskich, podczas sesji „Cyberbezpieczeństwo w finansach” na CYBERSEC EXPO & FORUM 2026 w Katowicach, nie pozostawiają złudzeń. 75,4 proc. oszustw zgłaszanych do NBP dokonywanych jest z wykorzystaniem manipulacji płatnikiem. Oznacza to, że płatnik sam uwierzytelnia transakcję, inicjuje ją albo udostępnia informacje wystarczające do zalogowania się do konta. Wśród wszystkich transakcji oszukańczych 84 proc. to transakcje będące efektem manipulacji.

Nadinspektor Adam Cieślak, pierwszy komendant Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości (pełnił tę funkcję do początku marca 2026), poinformował, że w ubiegłym roku polska policja odnotowała ponad 92 tys. oszustw internetowych i komputerowych, a samych oszustw inwestycyjnych – około 6,5 tys. Najbardziej niebezpieczne i najtrudniejsze do wykrycia są oszustwa inwestycyjne oraz oszustwa metodą na pracownika banku. Powodują duże straty, są rozciągnięte w czasie, bo ofiara jest manipulowana przez wiele tygodni. To przekłada się na blisko 20 pokrzywdzonych osób dziennie.

Oszustwa inwestycyjne – najtrudniejsze do wykrycia

Adam Cieślak dodał, że oszustwo socjotechniczne nierzadko łączy się z elementami cyber, służącymi do uwiarygodnienia legendy. – Przestępcy znają imię i nazwisko klienta, często wiedzą, w jakim banku ma konto. Te dane zazwyczaj pochodzą z wycieków, czyli z wcześniejszego pokonania zabezpieczeń – wskazał nadinspektor.

Magdalena Korona, ekspertka ds. cyberbezpieczeństwa w mBanku, zakwestionowała tezę o trudności wykrycia. Jak podkreśliła, bank wyłapuje bardzo dużo oszustw inwestycyjnych. – W porównaniu z innymi scenariuszami mamy tu największą skuteczność. Problem polega na tym, że kiedy dzwonimy do klienta albo prosimy go, żeby przyszedł do placówki, klient odmawia współpracy. Podpisuje oświadczenie, że nie rozmawia z żadnymi doradcami inwestycyjnymi, nagrywa nas i twierdzi, że to są jego pożyczki albo zaliczki – opisała.

Adam Cieślak doprecyzował, że dla policji trudność wykrycia oznacza co innego niż dla banku. – Mam na myśli to, że sprawcy są trudni do złapania. Nie chodzi o samo zidentyfikowanie, że mamy do czynienia z oszustwem inwestycyjnym, tylko o namierzenie sprawców, zidentyfikowanie ich i, mówiąc kolokwialnie, zamknięcie. To jest trudne – wyjaśnił nadinspektor. Po drugiej stronie nie stoi bowiem pojedynczy oszust, lecz grupy przestępcze przypominające dobrze zorganizowane i wyposażone firmy. Dlatego wykrywalność sprawców oszustw inwestycyjnych sięga zaledwie około 20 proc.

Biometria behawioralna – rozwiązanie, którego klienci nie chcą

Sektor finansowy dysponuje narzędziami, które mogłyby zwiększyć bezpieczeństwo klientów banków. Nie może ich jednak swobodnie stosować. – To jest problem. Analiza behawioralna pozwala wykryć, że ktoś korzysta z urządzenia inaczej niż wcześniej. Nie musimy wiedzieć, czy to jest pan A, pani B czy pan C. Chodzi o to, że ktoś zaczyna korzystać z urządzenia w momencie inicjowania transakcji, którą system identyfikuje jako transakcję wysokiego ryzyka – tłumaczył Jarosław Biegański.

Adopcja takich rozwiązań jest niska, bo klienci odmawiają zgody na ich stosowanie. – Ludzie mówią nam wprost, że nie zgodzą się na biometrię behawioralną, bo cenią swoją prywatność – relacjonowała Magdalena Korona. – Co ciekawe, jak udostępniają te dane oszustom, to już nie widzą w tym problemu – stwierdziła. – Bankom bardzo by pomogło, gdybyśmy mogli w celach bezpieczeństwa sięgnąć do rzeczywistej lokalizacji klienta – wskazała. Prawo nie pozwala jednak robić tego bez zgody klienta. I klienci z tym też mają kłopot.

Patryk Gęborys, dyrektor biura cyberbezpieczeństwa w PZU, zachęcał, aby się zastanowić, czy jednak nie warto włączyć mechanizmów behawioralnych. – Banki i tak wszystko o was wiedzą. Wasi dostawcy telekomunikacyjni wszystko o was wiedzą. Facebook o was wszystko wie. Więc nie musicie się martwić, że tutaj coś zostanie odkryte. Każdy na sali ma w kieszeni portfel w postaci telefonu – argumentował.

Łukasz Miedziński, dyrektor obszaru cyberbezpieczeństwa w ING Hubs Poland, podkreślił znaczenie aspektu technologicznego, przypominając, że zaawansowane modele AI ułatwiają przestępcom wykrywanie podatności w systemach bankowych. – Procesy bezpieczeństwa w najbliższych miesiącach i latach będą więc musiały się bardzo zmienić. Do tej pory koncentrowaliśmy się na znanych podatnościach. Teraz będziemy musieli skupić się na podatnościach typu zero-day, których nie znamy, i tak projektować systemy, żeby nasza technologia była w stanie je wykrywać i nas zabezpieczać – stwierdził.

Ireneusz Jazownik, CISO w IBK Bank Polska, ostrzegał przed ryzykiem koncentracji na dostawcach zewnętrznych. – Pojedyncza awaria albo skuteczny cyberatak może wywołać efekt domina, który w konsekwencji może przewrócić, a na pewno mocno utrudnić funkcjonowanie sektora finansowego. Bankowość nie istnieje bez operatorów telekomunikacyjnych, bez systemów płatniczych, ale też bez dostawców usług ICT – mówił. Jarosław Biegański zaznaczył, że na kwestię bezpieczeństwa dostawców zwróciło bankom uwagę unijne rozporządzenie DORA, stosowane od 17 stycznia 2025 r. – DORA dała nam argumenty, żeby monitorować, audytować i sprawdzać dostawców oraz żeby unikać ryzyka koncentracji – wskazał. Wymiana informacji o zagrożeniach i podatnościach jest kluczowa dla budowania odporności całego systemu finansowego.

Źródło: WNP.PL, Fot. PTWP

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

Tagi:

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com