1 lipca wygasł pakiet CPN, a kierowcy od razu zobaczyli na stacjach podwyżki o 50–80 groszy na litrze. Benzyna Pb95 kosztuje teraz 6,50–6,80 zł, a diesel 6,70–6,99 zł. Rządowy program, który przez kilka miesięcy sztucznie obniżał ceny, kosztował budżet nawet 1,6 mld zł miesięcznie. Zdaniem analityków to był dobry moment na jego zakończenie, ale powrót do normalności nie oznacza końca podwyżek.
Pakiet CPN wprowadzono po gwałtownym wzroście cen ropy wywołanym eskalacją konfliktu w Zatoce Perskiej. Obejmował obniżkę VAT z 23 do 8 proc., czasową redukcję akcyzy oraz maksymalne ceny paliw na stacjach. Najwięcej zyskał przeciętny kierowca – w okresie obowiązywania programu Polska, obok Malty, miała najniższe ceny paliw w Unii Europejskiej. Firmy transportowe, które rozliczają paliwo netto, odczuły korzyści w mniejszym stopniu, głównie dzięki obniżce akcyzy o 28–29 groszy na litrze.
– Dla transportu ciężkiego korzyści były niewielkie – ich dotyczyła tylko obniżka akcyzy, która zakończyła się 16 czerwca – mówi WNP Rafał Zywert, dyrektor działu prognoz i analiz BM Reflex. – Przeciętnemu Kowalskiemu program przyniósł duże korzyści. Na koniec marca ceny diesla dochodziły do 8,75 zł za litr, a benzyny do 7,16 zł. Po wprowadzeniu CPN ceny automatycznie spadły o 1,20 zł.
Dlaczego rząd zrezygnował z tarczy
Decyzja o wygaszeniu pakietu 30 czerwca zapadła przy sprzyjających warunkach rynkowych. Ropa Brent kosztuje około 73 dolary za baryłkę, a diesel na rynku ARA spadł do 912 dolarów. To poziom pozwalający na powrót do standardowych stawek podatkowych bez ryzyka powtórki marcowego szoku, gdy diesel zbliżał się do 9 zł za litr.
– Najwyższy czas pożegnać się z CPN-em, bo to bardzo kosztowny program. W zależności od sposobu liczenia kosztował od 1 do 1,6 mld zł miesięcznie – ocenia Rafał Zywert. – Uważam, że to bardzo dobry moment na wyjście z programu.
Od 1 lipca VAT wrócił do 23 proc. Gdyby zastosować tę stawkę do dotychczasowych cen maksymalnych, benzyna kosztowałaby 6,83 zł, a diesel 7,05 zł. Rzeczywiste ceny na większości stacji są zbliżone do tych poziomów.
Ryzyka, które mogą podbić ceny
Koniec CPN to powrót rynku do normalności, ale nie do tanich paliw. Na horyzoncie pozostaje kilka poważnych niewiadomych. Sytuacja w Zatoce Perskiej wciąż jest napięta – choć ropa nie wycenia scenariusza pełnoskalowej wojny, to żegluga przez cieśninę Ormuz wciąż jest ograniczona. Przed konfliktem przepływało około 140 statków dziennie, obecnie liczba ta spadła poniżej 80.
– Mamy kwestię rozminowywania szlaku, które może potrwać kilka tygodni, oraz spory o zarządzanie żeglugą – wyjaśnia Rafał Zywert. – Obowiązuje 60-dniowe memorandum między Iranem a USA. Co będzie potem – zobaczymy.
Dodatkowym ryzykiem jest sezon huraganowy w USA, który tradycyjnie ogranicza wydobycie i eksport ropy. Zapasy komercyjne i strategiczne na świecie wciąż lekko spadają. Choć Międzynarodowa Agencja Energetyczna zakłada powrót do nadwyżki podaży pod koniec roku, prognozy są obarczone dużą niepewnością. O tym, czy ceny paliw w Polsce utrzymają się w obecnym przedziale, zdecydują przede wszystkim notowania ropy, kurs dolara i tempo odbudowy globalnych zapasów.
Źródło: WNP.PL, Fot. Leszek Szymański / PAP

