Królewiec dusi się bez Polski. Przemysł zamiera, kolejki po paliwo

Obwód królewiecki zmaga się z gospodarczym kryzysem wywołanym wojną i sankcjami. Przemysł ogranicza działalność, a na stacjach benzynowych tworzą się kolejki, co może wkrótce doprowadzić do reglamentacji paliw.


Jeszcze kilka lat temu granicę polsko-rosyjską przekraczały miliony osób, a mieszkańcy Królewca masowo przyjeżdżali do Polski na zakupy, studia i wypoczynek. Teraz ruch zamarł, a region odczuwa skutki izolacji. Profesor Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego dr hab. Krzysztof Żęgota wskazuje, że obwód jest szczególnie wrażliwy na zawirowania gospodarcze ze względu na swoje peryferyjne położenie.

– Poziom wzrostu cen osiągał już nawet kilkanaście procent. Nie odbiega to od wskaźników ogólnorosyjskich, choć wszelkie zawirowania w gospodarce rosyjskiej w dwójnasób uderzają w tak odizolowany obszar jak obwód królewiecki – stwierdził Krzysztof Żęgota.

Sankcje sprawiły, że import z sąsiednich krajów stał się utrudniony, a wcześniej był tańszy niż dostawy z głębi Rosji. Dlatego wzrosły ceny żywności, chemii gospodarczej, materiałów budowlanych, artykułów biurowych i papieru. W królewieckich sklepach pojawiły się niebieskie karteczki z cenami przeznaczonymi dla mieszkańców obwodu, a do programu przystąpiło ponad 400 placówek.

– Przypomina to nieco lata dziewięćdziesiąte i czasy podobnej reglamentacji w obwodzie – powiedział profesor. – Wtedy były to czasy wielkiego kryzysu gospodarczego w Rosji, teraz ludzie łączą to z wojną na Ukrainie. To próba łatania dziur w gospodarce regionu, która może pomóc w ratowaniu bilansu towarowego, ale tylko na bardzo krótką metę.

Avtotor ciął produkcję

Jednym z symboli gospodarczych Królewca był Avtotor, który montował auta zachodnich marek. Po wybuchu wojny firma straciła partnerów i przestawiła się na chińskie samochody. W 2023 roku wpadła w największe kłopoty, bo skończyły się importowane części, a nowych dostaw nie było ze względu na embargo. Gotowe pojazdy trudno wywozić, bo tranzyt przez Litwę jest objęty sankcjami, a transport morski podnosi koszty. Obecnie produkcja stanowi mniej więcej 25 procent tego, co działo się dziesięć lat temu.

– Władze starają się za wszelką cenę wymusić na firmach utrzymywanie stanu zatrudnienia – mówi Krzysztof Żęgota. – Na początku wojny w Ukrainie pojawiały się nawet pomysły, by pracowników firmy Avtotor zatrudniać w innych branżach bądź przekazywać im fabryczne działki ogrodnicze – byle tylko nie pozostawali na formalnym bezrobociu.

Paliwa i nowe ministerstwo

Rosja zmaga się obecnie z brakami paliw po ukraińskich atakach na rafinerie i składy. Do obwodu transporty na razie docierają morzem, ale kierowcy już zauważają dłuższe kolejki na stacjach. Profesor przyznaje, że pojawiają się sygnały o możliwych ograniczeniach w dystrybucji.

– Po chwilowym załamaniu rynku transporty paliw jak na razie docierają bez problemów morzem. Tyle że jest to paliwo albo importowane, albo też produkowane w Rosji, ale zdecydowanie gorszej jakości. Choć już pojawiają się pogłoski, że rychło trzeba będzie wprowadzić tu jakiś model ograniczeń w dystrybucji paliw – powiedział.

Władze obawiają się napięć społecznych i postanowiły wzmocnić kontrolę nad regionem. Powołano ministerstwo bezpieczeństwa regionalnego, któremu szefuje związany ze służbami Dmitrij Kononow. Podlegają mu lokalna obrona cywilna oraz oddziały mogące tłumić ewentualne protesty.

Pokolenie, które nie zna Polski

Przed pełnoskalową inwazją granicę polsko-rosyjską przekraczało około 3,5 miliona osób rocznie, a w 2015 roku nawet ponad 6 milionów. Dziś korzystają z niej głównie posiadacze paszportów innych krajów europejskich, zwłaszcza osoby z niemieckim obywatelstwem. W Królewcu dorasta natomiast pokolenie, które nigdy nie było w Polsce.

– W Królewcu rośnie już nowe pokolenie, które nie przekraczało granicy z Polską. W związku z tym jego wiedza o sąsiadach jest dość szczątkowa – mówi profesor.

Żęgota podkreśla, że potrzebny jest kanał komunikacyjny, który pozwoli przekonać Rosjan, iż winę za obecną sytuację ponoszą ich własne władze. Bez tego propaganda może pozostać jedynym źródłem wiedzy o sąsiadach.

W latach dziewięćdziesiątych w regionie modne było nawiązywanie do przedwojennych tradycji Prus Wschodnich. Kaliningrad nazywano potocznie Kenigiem, a słowo to pojawiało się w nazwach firm, na przykład u przewoźnika Kenig Avto. Mieszkańcy liczyli, że taka strategia przyciągnie niemieckich inwestorów, a oni sami czuli się bardziej zachodni. Profesor zauważa, że tendencja ta wyraźnie osłabła, ale wciąż jest widoczna.

– Ta tendencja była bardzo żywa w latach dziewięćdziesiątych. Wtedy wszyscy liczyli tam, że reminiscencje historyczne wpłyną na szybszy rozwój ekonomiczny regionu. To miała być przynęta na inwestorów niemieckich – stwierdził.

Izolacja nie oznacza jednak całkowitego zamknięcia. Lotnisko w Chrabrowie pod Królewcem obsłużyło w ubiegłym roku ponad 5 milionów pasażerów, a wielu mieszkańców zamiast do Gdańska wybiera teraz podróże do Petersburga czy Moskwy. Wewnętrzny ruch turystyczny częściowo rekompensuje utratę kontaktów z Polską.

Źródło: WNP.PL, Fot. Alexander Gafarro / Shutterstock

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

Tagi:

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu