Blokada cieśniny Ormuz i eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie postawiły Unię Europejską przed widmem poważnego kryzysu nawozowego. W obliczu rosnących cen gazu i zakłóceń w globalnych łańcuchach dostaw, polska Grupa Azoty staje się jednym z kluczowych graczy zdolnych ustabilizować rynek rolny.
Od czterech miesięcy cieśnina Ormuz pozostaje zablokowana w wyniku irańskiego odwetu za atak Izraela i USA. Choć światowe media koncentrują się na ropie i gazie, to rolnicy już odczuwają skutki – firmy chemiczne w Europie borykają się z drożejącymi surowcami, wysokimi kosztami energii oraz obciążeniami wynikającymi z systemu ETS. Przez lata unijni decydenci lekceważyli problem, wychodząc z założenia, że wszystko można zastąpić importem. Dziś, gdy główne szlaki handlowe są zagrożone, okazuje się, że Europa nie ma już marginesu bezpieczeństwa.
Europejski przemysł nawozowy na skraju wyczerpania
Rynek nawozów w UE został osłabiony przez lata zaniedbań i zalew tanich rosyjskich produktów. Tamtejsze spółki, kupując gaz na preferencyjnych warunkach, wyeliminowały znaczną część europejskiej konkurencji – nawet co trzecia tona nawozów pochodziła z Rosji. Niekonkurencyjne ceny gazu zmusiły takich gigantów jak CF Industries, Yara, OCI czy Grupa Azoty do ograniczenia lub tymczasowego wstrzymania produkcji na naszym kontynencie. Teraz, gdy szlak przez Ormuz jest zamknięty, a ceny gazu skaczą w górę, deficyty mogą ujawnić się już jesienią.
Jak wynika z doniesień Politico, niektóre kraje członkowskie nie miały nawet wiosennej poduszki nawozowej. Irlandia, która praktycznie nie posiada własnego przemysłu nawozowego, jest szczególnie narażona.
Grupa Azoty jako filar bezpieczeństwa żywnościowego
W tej sytuacji strategiczne znaczenie zyskują ci producenci, którzy wciąż utrzymują moce wytwórcze w UE. Grupa Azoty, wraz z należącym do Orlenu Anwilem, już teraz są głównymi dostawcami nawozów dla Ukrainy. Ich rola może jednak wykroczyć daleko poza rynek wschodni. Sygnały o nadciągających niedoborach płyną z Indii, Australii i Brazylii – największego importera nawozów na świecie. Jeśli europejscy rolnicy nie otrzymają odpowiedniej ilości azotu, fosforu i potasu, czekają nas niższe plony, a w skrajnym przypadku nawet klęska głodu.
– Większość irlandzkich rolników zaczyna kupować nawozy dopiero w lutym i kontynuuje do września. Teraz podpisują zamówienia po cenach wojennych – powiedział Noel Banville z Irlandzkiego Stowarzyszenia Rolników, cytowany przez Politico. To pokazuje, jak kruchy jest obecny system zaopatrzenia.
Polska Grupa Azoty, mimo własnych trudności, może stać się filarem stabilizacji. Jej zdolności produkcyjne oraz lokalizacja w sercu Europy dają nadzieję, że przynajmniej część rynku uda się zabezpieczyć przed najgorszym scenariuszem. Kluczowe będzie jednak szybkie działanie Brukseli – wsparcie dla rodzimych producentów i ograniczenie zależności od importu spoza UE.
Źródło: WNP.PL, Fot. Tomasz Wos / Shutterstock

