W obwodzie królewieckim, odciętej od reszty Rosji eksklawie, rozgorzał paliwowy kryzys. Na stacjach benzynowych wprowadzono limity – maksymalnie 30 litrów benzyny i 60 litrów oleju napędowego na samochód. Władze tłumaczą to wzmożonym ruchem wakacyjnym, ale prawdziwym powodem są ukraińskie ataki na rafinerie. W całej Rosji brakuje paliwa, a w Królewcu sytuacja jest szczególnie dramatyczna – tworzą się wielogodzinne kolejki, dochodzi do awantur, a gubernator Aleksiej Besprozwannych w mediach społecznościowych chwali się regatami, zamiast reagować na kryzys. Co gorsza, za winnych uznano… Polaków.
Kryzys w obwodzie królewieckim to efekt serii ukraińskich uderzeń w rosyjskie rafinerie, które sparaliżowały produkcję paliw na zachodzie Rosji. Do Królewca, który nie ma lądowego połączenia z resztą kraju, paliwo dociera głównie drogą morską. W ostatnich tygodniach dostawy zaczęły się opóźniać, a na stacjach zabrakło benzyny.
Dziennikarze portalu NewKaliningrad.ru próbowali sprawdzić skalę problemu. Odwiedzili siedem stacji – w każdej brakowało paliwa. Szybko skończyła im się benzyna i dalszą kontrolę musieli kontynuować pieszo. Na czynnych stacjach tworzyły się zatory, autobusy nie mogły przejechać, kierowcy kłócili się i dochodziło do rękoczynów. Część firm przewozowych prosiła podróżnych o wyrozumiałość – autobusy tankowały w ciągu dnia, a dostęp do stacji był zablokowany przez osobówki.
Gubernator świętuje, kierowcy stoją w kolejkach
Władze obwodu początkowo milczały. Na profilu gubernatora w serwisie VK pojawił się wpis o święcie „Bursztynowe Żagle”, pod którym mieszkańcy wylewali swoje żale. – Gubernator wymyślił sobie wirtualny świat, w którym żyje i cieszy się. A my nie mamy czym zatankować – napisał jeden z komentujących. – Gdzie jest ta benzyna, której rzekomo jest pod dostatkiem? – dodawał inny.
Po kilku dniach władze wysłały dwie dodatkowe cysterny z Łukoila, ale to nie rozwiązało problemu. Część stacji zaczęła obsługiwać wyłącznie podmioty państwowe i służby mundurowe (policja, pogotowie). Zwykli kierowcy musieli czekać godzinami. Niektórzy przesiadali się na transport publiczny, ale autobusy były przepełnione. Ceny taksówek gwałtownie wzrosły. Ulice Królewca opustoszały – ludzie nie mieli czym jeździć.
Polacy winnymi? Niewygodna prawda o ukraińskich atakach
Stowarzyszenie na rzecz ochrony praw kierowców z obwodu królewieckiego zaproponowało ograniczenie sprzedaży paliwa obcokrajowcom, w szczególności Polakom. Mieli oni rzekomo tankować „na potęgę” i wywozić benzynę do Polski. Rzeczywistość jest jednak inna: jak podała ppor. Mirosława Aleksandrowicz z Warmińsko-Mazurskiej Straży Granicznej, od 15 do 30 czerwca przez przejścia w Bezledach i Grzechotkach wjechało do Rosji zaledwie 15 577 osób, w tym kilkuset Polaków.
– Kuriozum polega na tym, że nikt nie mówi o prawdziwych przyczynach kryzysu – powiedział anonimowo dziennikarz pracujący w obwodzie. – Wszystkiemu winne mają być wakacje. Ale jak to się ma do mieszkańca Królewca, który nie ma drogi lądowej do reszty Rosji? Najdalsza trasa w obwodzie to 200 kilometrów. Za tydzień do winnych dołączą Polacy. Bo o uderzeniach ukraińskich nie wolno mówić – można trafić do więzienia.
Źródło: WNP.PL, Fot. PAP EPA Maxim Shipenkov / PAP

