Na stacjach benzynowych w obwodzie królewieckim wprowadzono limity: 30 litrów benzyny i 60 litrów oleju napędowego na samochód. Kolejki ciągną się kilometrami, a w wielu miejscach paliwa po prostu brakuje. Gubernator Aleksiej Biesprozwannych winę zrzuca na wakacyjne podróże, a w przestrzeni publicznej coraz głośniej mówi się, że za wszystko odpowiedzialni są… Polacy.
Sytuacja w Królewcu jest coraz bardziej napięta. Dziennikarze z portalu NewKaliningrad.ru próbowali sprawdzić, na których stacjach jeszcze można zatankować. Po wizycie w siedmiu punktach sami utknęli bez paliwa. Miasto uruchomiło specjalny system informowania kierowców o czynnych stacjach, ale to nie pomaga – przy tych nielicznych, które działają, tworzą się zatory, paraliżujące komunikację miejską. Dochodzi do awantur i rękoczynów. Bez kolejki tankują tylko służby specjalne, policja, pogotowie oraz posiadacze specjalnych „kart paliwowych”.
Gubernator świętuje, mieszkańcy stoją w kolejkach
Podczas gdy w regionie brakuje benzyny, gubernator Biesprozwannych publikuje na swoim kanale w serwisie „VK” relację z festiwalu „Bursztynowe Żagle”. Pod postem pojawiła się lawina komentarzy – mieszkańcy domagają się informacji, kiedy skończy się kryzys. Władze milczą. Dopiero następnego dnia wydano komunikat o wysłaniu dwóch dodatkowych cystern z Łukoila. – Gubernator wymyślił sobie wirtualny świat, w którym żyje i cieszy się. Świetnie, a kiedy wy jesteście w podróży służbowej, benzyny w regionie nie ma – napisał jeden z komentujących. Oficjalnie władze utrzymują, że problem wynika z sezonowego wzrostu popytu.
Polacy winnym? Tylko w narracji Kremla
Stowarzyszenie na rzecz ochrony praw kierowców obwodu królewieckiego zaproponowało ograniczenie sprzedaży paliwa obcokrajowcom, w tym Polakom, którzy – według nich – mieli dokonywać zakupów na masową skalę. Rzecznik Warmińsko-Mazurskiego Oddziału Straży Granicznej, podpułkownik Mirosława Aleksandrowicz, przekazała jednak, że od 15 do 30 czerwca przez przejścia w Bezledach i Grzechotkach do Rosji wjechało ogółem 15 577 osób, a Polaków było „dosłownie kilkuset”. – Kuriozum całej tej sytuacji polega na tym, że nikt nie chce mówić o prawdziwych przyczynach paliwowego kryzysu. Wszystkiemu winne mają być rzekomo wakacyjne wyjazdy Rosjan i zwiększony popyt. (…) Za sugestie, że prawdziwą przyczyną jest wojna z Ukrainą, można trafić do więzienia – powiedział anonimowo jeden z dziennikarzy pracujących w obwodzie.
Dane pokazują, że liczba Polaków przyjeżdżających do obwodu jest śladowa. Nowe wizy praktycznie nie są wydawane. Za to obywatele Niemiec narodowości rosyjskiej przyjeżdżają do Królewca licznie, lecz nikt nie śmie ich obwiniać. Prawdziwe przyczyny – ukraińskie ataki na rosyjskie rafinerie i wywołana nimi panika na rynku – pozostają tematem tabu, który w Rosji może kosztować wolność.
Źródło: WNP.PL, Fot. PAP EPA

