W obwodzie królewieckim Rosji wybuchł kryzys paliwowy po ukraińskich atakach na rafinerie. Na stacjach benzynowych wprowadzono limity tankowania, a w kolejkach dochodzi do rękoczynów. Władze regionu oficjalnie tłumaczą sytuację wzmożonym ruchem wakacyjnym, jednak w nieoficjalnych rozmowach pojawia się wątek polskich „mrówek” – kierowców, którzy rzekomo wykupują paliwo.
Gubernator Aleksiej Besprozwannych ogłosił, że od 29 czerwca w całym obwodzie kierowcy mogą zatankować maksymalnie 30 litrów benzyny i 60 litrów oleju napędowego na jeden samochód. Oficjalny komunikat głosił, że dostawy paliwa drogą morską są kontynuowane, a ograniczenia mają jedynie powstrzymać gwałtowny wzrost popytu. Mieszkańcy Królewca nie dali się jednak zwieść – na wielu stacjach benzynowych paliwa po prostu zabrakło, a przed czynnymi punktami ustawiły się wielogodzinne kolejki.
Lokalny portal NewKaliningrad.ru postanowił zweryfikować oficjalne dane. Dziennikarze potwierdzili brak benzyny na siedmiu z odwiedzonych stacji. Dalszej weryfikacji nie przeprowadzili… bo zabrakło im paliwa. Informacje o czynnych stacjach zaczęło przekazywać miejskie Centrum Organizacji Ruchu i Przewozów Pasażerskich. Z powodu zatorów drogowych przed stacjami zakłócony został ruch autobusów.
Panika na stacjach i bezradność władz
– Prasowy patrol w poniedziałek 29 czerwca wyruszył pieszo. Na wielu stacjach benzyny nie było, ale samochody nadal stały w kolejkach. Kierowcy liczyli na dostawę. Nikt z obsługi nie potrafił powiedzieć, kiedy paliwo się pojawi – relacjonują dziennikarze. Dochodziło do kłótni, a nawet rękoczynów. Na wschodzie obwodu, w miastach Czerniachowsk, Gusiew i Ozersk, 28 czerwca działała tylko jedna stacja – Łukoil w Czerniachowsku, przed którą również ustawiła się długa kolejka.
Służby specjalne, policja i pogotowie tankowały poza kolejnością. Osobne priorytety mieli posiadacze „kart paliwowych” wydawanych przez władze. Mieszkańcy masowo przesiadali się na transport publiczny oraz taksówki z napędem elektrycznym lub gazowym. W autobusach zrobiło się tłoczno, a kierowcy taksówek podnieśli ceny. Władze obwodu początkowo milczały, a na stronie gubernatora w serwisie VK, pod postem o święcie „Bursztynowe Żagle”, pojawiła się lawina komentarzy skarżących się na brak benzyny. – Gubernator wymyślił sobie wirtualny świat, w którym żyje i cieszy się. Kiedy wy jesteście w podróży służbowej, benzyny w regionie nie ma – napisał jeden z mieszkańców. Odpowiedzi nie było.
Polscy kierowcy jako kozioł ofiarny?
Następnego dnia władze ogłosiły, że do obwodu wysłano dwie dodatkowe cysterny Łukoila. Jednocześnie zaczęto głosić, że problem wynika z wakacyjnego wzmożenia popytu. – Kuriozum całej sytuacji polega na tym, że nikt nie chce mówić o prawdziwych przyczynach, czyli wojnie z Ukrainą. Wszystkiemu winne mają być wakacje, a przecież nasz region jest odcięty od drogowych połączeń z resztą Rosji. Najdalsza trasa wewnątrz obwodu to niewiele ponad 200 kilometrów – powiedział anonimowo jeden z dziennikarzy rosyjskich pracujący w obwodzie.
Stowarzyszenie na rzecz ochrony praw kierowców z obwodu królewieckiego zaproponowało ograniczenie sprzedaży paliwa kierowcom zagranicznym. Wskazywano przede wszystkim na Polaków, którzy rzekomo masowo przyjeżdżają tankować na potrzeby dalszej odsprzedaży. Rzecznik Warmińsko-Mazurskiego Oddziału Straży Granicznej, podpułkownik Mirosława Aleksandrowicz, przekazała jednak, że od 15 do 30 czerwca przez przejścia w Bezledach i Grzechotkach z Polski do Rosji wjechało ogółem 15 577 osób, z czego Polaków było dosłownie kilkuset. – Wychodzi na to, że jeśli nie można mówić o uderzeniach ukraińskich, to winowajcami mogą być Polacy. Tyle że danych na to brak – podsumowuje anonimowy dziennikarz.
Źródło: WNP.PL, Fot. PAP/EPA

