Alarmujące informacje na ten temat nadchodzą z wielu krajów Europy, a ostatnio nawet z USA, gdzie tego rodzaju problemy stają się osią politycznej debaty. Sytuacja ta jest zróżnicowana, choć zagrożenie coraz mniejszym dostępem do wody pitnej istnieje na całym kontynencie. Najbardziej dotknięte są kraje, gdzie z powodów przyrodniczych woda w sytuacjach kryzysowych szybko zanika.
Według doniesień agencji Reuters z połowy lipca, do krajów gdzie najbardziej drastycznie brakuje wody pitnej, należy Grecja wraz z licznymi wyspami oraz Holandia. Skaliste wyspy Grecji gromadzą wody szczelinowe i krasowe, które podziemnymi naturalnymi kanałami szybko odprowadzane są do morza.
Dłuższy brak opadów powoduje, że kanały te wysychają i są niedostępne dla ujęć wód pitnych. Siedem greckich wysp na Morzu Egejskim ogłosiło w tym roku stan wyjątkowy z powodu suszy. Na Astypalai, jednej z najbardziej dotkniętych wysp, główny zbiornik wodny został zredukowany do zaledwie jednej szóstej swojej pojemności.
Sytuację dodatkowo pogarsza turystyka – na przykład na Mykonos dzienne zużycie wody w sezonie wzrasta aż dziewięciokrotnie, a na Santorini o ponad 500 procent.
Podobna sytuacja ma miejsce w Holandii, która jest krajem płaskim i słodkie wody pochodzą z zasilania wód podziemnych przez rzeki i opady. Susza powoduje, że rzeki prowadzą coraz mniej wody, a opady nie zasilają wód podziemnych.
Po kilku miesiącach bez opadów, kryzys wodny dotyka cały kraj. Holenderski rząd w lipcu 2026 roku ogłosił oficjalnie „faktyczny niedobór wody”, podnosząc poziom zagrożenia z poziomu 1 (możliwy niedobór) do poziomu 2.
Oznacza to, że niedobór już realnie wpływa na żeglugę śródlądową, przemysł i rolnictwo. Ostatni raz taki poziom odnotowano w 2022 roku.
Zmiany klimatyczne
Kombinacja podobnych przyczyn dotyczy kryzysu wodnego na Węgrzech, gdzie poziom wody w Dunaju obniżył się uniemożliwiając żeglugę.
16 lipca 2026 roku poziom Dunaju w Budapeszcie spadł do 41 centymetrów, co jest bliskie historycznemu rekordowi 33 centymetrów z października 2018 roku.
Normalny letni poziom powinien wynosić od 300 do 500 centymetrów. Ekstremalnie niski stan wody spowodował, że z koryta rzeki wyłonił się tzw. kamień głodu – skała, która od średniowiecza zapowiadała głodny rok z powodu suszy. Rządy wszystkich krajów dotkniętych suszą zgodnie obwiniają za to zmiany klimatyczne.
Te zaś, jak wiadomo, nie są w gestii polityków. Jedynym ratunkiem są ograniczenia w korzystaniu z wody dla celów ogrodowych, rolniczych i podobnych. Przechodzące ostatnio przez Europę nawalne deszcze i burze tylko chwilowo poprawiają tę sytuację, gdyż burzowe opady są gwałtowne i woda szybko spływa do rzek i strumieni, w niewielkim stopniu zasilając wody podziemne.
Te potrzebują niewielkich i długotrwałych opadów. Najlepszym przyrodniczym systemem zaopatrzenia w wodę są duże zimowe opady śniegu, który na wiosnę powoli topi się w sposób długotrwały zasilając wody podziemne.
Niemiecki kryzys wodny
Sytuacja z dostawami wody w Niemczech winna być monitorowana również w Polsce, gdyż występują tam analogiczne warunki przyrodnicze dla gromadzenia jej zasobów. Niemieckie media alarmują, że na południu kraju sytuacja staje się kryzysowa.
André Berghegger, dyrektor zarządzający Niemieckiego Związku Miast i Gmin, stwierdził, że ostatnie lata pokazały coraz częstsze występowanie przedłużających się okresów suszy, prowadzących do lokalnych niedoborów.
Opowiedział się on za dalszymi działaniami mającymi na celu zabezpieczenie długoterminowych miejskich dostaw wody. Zaproponował rozbudowę lokalnych zbiorników wodnych i stworzenie nowoczesnych, neutralnych dla klimatu, zintegrowanych sieci z sąsiednimi dostawcami wody. Stwierdził również, że potencjalne konflikty interesów w dystrybucji wody należy rozwiązywać poprzez priorytetowe traktowanie zużycia wody, zapewniając, że publiczne zaopatrzenie w wodę zawsze ma pierwszeństwo w przypadku ograniczonych zasobów.
Straty
Z powodu powtarzających się okresów suszy Niemcy straciły 60 miliardów metrów sześciennych wody w ciągu 25 lat – to objętość odpowiadająca Jezioru Bodeńskiemu, największemu jezioru w Niemczech. Szczególnie dotkliwa susza dotknęła południe kraju.
Niski poziom wody utrudnia żeglugę, chłodzenie elektrowni i zwiększa ryzyko pożarów lasów. Według szacunków Federalnego Ministerstwa Środowiska, brak działań zaradczych może do roku 2050 spowodować straty gospodarcze rzędu 625 miliardów euro, co odpowiada około 25 miliardom euro rocznie.
W lipcu 2026 roku Niemcy uruchomiły ogólnokrajowy system monitorowania niskich stanów wód (NIWIS), który ma pomóc w zarządzaniu zasobami wodnymi w obliczu zmian klimatu.
Wieś bez wody
Krajowy portal samorządowy w połowie lipca zasygnalizował, że w skali całego kraju coraz trudniejszy jest dostęp do wody dla celów gospodarczych i pitnych. Kolejne lata suszy obniżają eksploatowany dla tych celów poziom wód podziemnych. Powoduje to chroniczne braki w jej dostawach dla gmin wiejskich.
Rozwiązaniem problemu widzą one w budowie nowych ujęć wodociągowych pobierających wodę z bardziej zasobnych poziomów wodonośnych. Gminy te nie dysponują jednak odpowiednimi środkami finansowymi dla realizacji tych projektów.
Nawet niewielkie ujęcie wody z kompletem stacji pomp, uzdatniania i dostaw kosztuje w granicach od kilku do około 10 milionów złotych. Żądania gmin o ich sfinansowanie z środków budżetowych państwa nie wchodzą w rachubę, gdyż takich gmin w Polsce jest około 2,5 tysiąca. Jedynym rozwiązaniem jest zaciąganie pożyczek bankowych, ale tu jest problem, czy ministerstwo finansów zechce dać gwarancje ich spłaty.
Pieniądze to nie wszystko
Decyzje rządowe mogłyby pomóc gminom dużo skuteczniej przy znacznie mniejszych nakładach finansowych, a często nawet takich, które mogłyby one zrealizować z własnych środków.
Tym sposobem jest dostarczenie gminom dokładnej wiedzy o zasobach wodnych na ich terenach i możliwościach ich ujęcia. Wiedzę na ten temat posiadają scentralizowane jednostki rządowe, takie jak Państwowy Instytut Geologiczny czy Wody Polskie, które po minimalnych kosztach mogłyby je udostępnić zainteresowanym gminom.
Broszury, książki i podręczniki na ten temat są dostępne, ale często w formie specjalistycznych opracowań, które nie są łatwo przyswajalne dla samorządowców. Potrzebna jest popularna, ale fachowa wiedza na temat budowy wodociągów w konkretnych warunkach regionalnych, a nawet gminnych. Oszczędności na wiedzy to wielokrotnie większe wydatki inwestycyjne.
Woda i polityka
Zachodzi obawa, że budżetu państwa nie stać nawet na powszechnienie wiedzy o szczegółach gospodarki wodnej. Polski kryzys wodny, którego znaczenie cywilizacyjne jest dużo ważniejsze od braku dostaw ropy naftowej, benzyny, czy złota i srebra, nie jest przedmiotem zainteresowania, ani programu żadnej partii politycznej w kraju.
Widocznie dla rządowej i opozycyjnej elity wody jeszcze wystarcza, ale kiedy zabraknie, na szybkie odtworzenie jej dostaw może być już za późno. Temat wody pojawia się w debacie publicznej sporadycznie, na przykład podczas kongresów poświęconych retencji i bezpieczeństwu wodnemu, ale brakuje mu rangi priorytetu politycznego, który wymagałby natychmiastowych i systemowych działań.

