Rządowo-medialna euforia związana z propozycją kanadyjskiej firmy Lumina Metals dotyczącą budowy nowej kopalni miedzi w rejonie Nowej Soli do złudzenia przypomina wszystko to, co znacznie wcześniej wydarzyło się w dalekiej Mongolii. Tym bardziej, że dla tego złoża techniczne parametry są dotychczas nieosiągalne w polskim górnictwie rud miedzi. Kanadyjskie obietnice ich bezproblemowego pokonania są na razie gołosłowne i niepoparte żadnymi konkretnymi rozwiązaniami.
Podobnie jak w Mongolii, Lumina Metals rozpoczyna kampanię na rzecz obniżenia dla niej podatków, gdyż w przeciwnym razie może zrezygnować z tak korzystnych dla siebie i polskiego państwa inwestycji. Skala podatków, jaką w tej branży płaci KGHM, jest dla kanadyjskiej spółki nie do przyjęcia. Kanadyjczycy sugerują, że polski rząd ma obniżyć podatki dla zagranicznych inwestorów górniczych do poziomu dla nich opłacalnego – w przeciwnym razie nic z tego nie będzie. Wychodzi na to, że jeżeli już na samym początku ewentualnej inwestycji górniczej stawia się warunek zmiany podatków, lepiej od razu zrezygnować z budowy tej kopalni, a Kanadyjczykom podziękować za ich zainteresowanie polskimi złożami rud miedzi. Unikniemy w ten sposób niekończących się sporów na wzór mongolski.
Nie widać końca trwającego już ćwierć wieku sporu mongolskiego rządu z australijsko-brytyjskim koncernem górniczym Rio Tinto o dochody z eksploatacji rud miedzi z kopalni Oyu Tolgoi. O tym, jak bogate jest mongolskie złoże, przekonał już pierwszy otwór badawczy wykonany w 2001 roku przez kanadyjską spółkę Ivanhoe Mines. Był to odwiert nr 150, który wywiercono na głębokość 590 metrów. Stwierdzono w nim średnio ponad jeden gram złota na tonę oraz 0,81% miedzi na odcinku 508 metrów. Przy zasobach wynoszących ponad 3 miliardy ton rudy, dawało to odpowiednio około 250 milionów ton miedzi i 3 tysiące ton złota. Wartość tego złoża szacuje się na biliony dolarów.
Kredytowa pułapka
Rząd mongolski ani kanadyjska firma odkrywcza nie dysponowali kapitałem liczonym w miliardach dolarów, niezbędnym do zagospodarowania złoża. Swoją ofertę w tej sprawie zgłosił międzynarodowy koncern górniczy Rio Tinto. W inwestycji tej rząd mongolski zagwarantował sobie 34 procent udziałów i w takiej właśnie skali zobowiązał się pokryć związane z nią wydatki. Obecnie jest on sfrustrowany długotrwałymi nakładami inwestycyjnymi, które od 25 lat nie przynoszą żadnych dochodów, choć Rio Tinto od ubiegłego roku wydobywa około 880 tysięcy ton miedzi w koncentracie dostarczanym do chińskich hut.
Spór o podatki
Równolegle, przez całe lata, ciągnie się spór o niezapłacone podatki w wysokości od 150 do 700 milionów dolarów, co rozgrzewa obie strony do czerwoności. Tymczasem dywidenda od mongolskiego wkładu będzie wypłacana dopiero po 2041 roku, po spłaceniu zaciągniętego na ten cel długu. Koszt budowy tej kopalni osiągnął już gigantyczną sumę 15 miliardów dolarów.
Grupa protestujących Mongołów, sprzeciwiających się niesprawiedliwemu traktowaniu przez Rio Tinto, zablokowała w czerwcu br. kluczową drogę do kopalni, uniemożliwiając ciężarówkom transport koncentratu miedzi do granicy z Chinami. Domagali się oni większego udziału Mongołów w dochodach z wydobycia i ostrzegali, że utrudnienia mogą wpłynąć na dostawy kontraktowe i – jeśli się przedłużą – zmniejszyć dochody państwa. Media komentujące ten spór podkreślają, że dwadzieścia pięć lat po tym, jak odwiert nr 150 natrafił na miedź na pustyni Gobi, walka o to, kto kontroluje i kto czerpie korzyści z tej kopalni – która będzie funkcjonować przez cały następny wiek – jest daleka od zakończenia.
Fot. Lumina Metals

