Małe państwo w centrum rozgrywki mocarstw. Putin może dużo stracić

Wybory w Armenii są kolejnym frontem starcia Zachodu i Rosji. Tym razem Unia Europejska i USA mają zgodną strategię wobec tego kaukaskiego państwa, które pomimo niewielkiego rozmiaru jest położone w strategicznym miejscu. Przed niedzielnymi wyborami Rosja straszy, a Zachód obiecuje.

7 czerwca w Armenii odbędą się kluczowe wybory parlamentarne. Zdecydują one, czy kraj ten będzie kontynuował kurs prozachodni pod wodzą premiera Nikola Paszyniana, czy też powróci do strefy bezpośrednich wpływów Kremla. Dekadę temu głosowanie w takim państwie uznawano za peryferyjną rozgrywkę polityczną. Wojna w Ukrainie zmieniła tę perspektywę. Dziś Armenia – podobnie jak Mołdawia – stała się areną rywalizacji między demokratycznym Zachodem a autorytarną Rosją.

Teoretycznie Ormianie wybiorą po prostu rząd na kolejną kadencję. W praktyce stawką jest przyszłość polityczna regionu Kaukazu Południowego. Sondaże wskazują na zwycięstwo prozachodniej partii Paszyniana. Opozycja prorosyjska, związana z byłymi prezydentami Robertem Koczarianem i Serżem Sarkisjanem, jest rozdrobniona i obciążona aferami korupcyjnymi. Zdaniem prof. Nersesa Kopaljana, ormiańskiego politologa z University of Nevada, głosowanie odbędzie się po raz pierwszy w warunkach względnej stabilizacji, gdy Rosja przestała być regionalnym hegemonem, a na Kaukazie pojawiły się interesy amerykańskie.

Rosyjska presja i diaspora

Moskwa nie zamierza oddać Armenii bez walki. Agencja Reutera dotarła do planu sfinansowania przerzutu 100 tys. obywateli Armenii z Rosji na wybory – za kwotę 50 mln dolarów. Kulisy tego przedsięwzięcia ujawnił armeński aktywista Arszak Makiczian. Organizacją odpowiedzialną ma być fundacja „Eurazja”, powiązana z rosyjskimi agencjami rządowymi, która znajduje się na liście sankcyjnej USA. Wcześniej ta sama struktura próbowała wpływać na wybory w Mołdawii, kończąc fiaskiem.

Rosja chce utrzymać wpływy w Armenii nie tylko ze względów politycznych, ale i gospodarczych. Konflikt między Erywaniem a Baku zamrażał alternatywne szlaki transportowe – np. korytarz gazowy z Turkmenistanu przez Azerbejdżan, Armenię i Turcję do Europy. Moskwa ostrzega, że zbliżenie z UE będzie oznaczać utratę dostępu do Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej. Jednocześnie sama Rosja korzysta z armeńskiego rynku jako hubu do reeksportu towarów europejskich objętych sankcjami.

Zachód gra w jednej drużynie

W przeciwieństwie do innych konfliktów, w przypadku Armenii Stany Zjednoczone i Unia Europejska stoją po tej samej stronie. Nikol Paszynian otrzymał wsparcie zarówno Waszyngtonu, jak i Brukseli. Administracja Donalda Trumpa promuje inicjatywę TRIP (Trump Road for International Peace and Prosperity) – amerykańsko-ormiańską spółkę, która ma pogodzić interesy Baku i Erywania. – Azerbejdżan handluje z Armenią, zdjął blokadę z 1989 roku. Baku sprzedaje Armenii ropę. Stany Zjednoczone chcą też rozwiązać kwestię korytarza transportowego do Nachiczewanu – powiedział WNP Wojciech Górecki, główny specjalista w Zespole Turcji, Kaukazu i Azji Centralnej OSW.

Unia Europejska intensyfikuje dialog. W maju odbył się pierwszy szczyt UE–Armenia. Strony zadeklarowały chęć zacieśnienia współpracy gospodarczej i zwalczania zagrożeń hybrydowych. Według informacji OSW, Paszynian zapowiedział, że w 2028 roku Armenia uzyska bezwizowy dostęp do UE. Obecnie Unia jest trzecim co do wielkości partnerem handlowym Armenii – odpowiada za 11,3 proc. obrotów kraju.

Źródło: WNP.PL, Fot. Inarmenia/Pixabay / PAP/EPA/RAMIL SITDIKOV / POOL

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com