Podniesienie kwoty wolnej od podatku do 60 tys. zł kosztowałoby budżet państwa 58,6 mld zł w samym 2027 roku. Ekonomiści nie mają wątpliwości, że Polski na taki wydatek nie stać. Wskazują jednak, że prawdziwy problem leży głębiej – w systemie podatkowym, który przez lata stał się niesprawiedliwy i wymaga gruntownej przebudowy.
Ministerstwo Finansów wyliczyło, że obietnica wyborcza Koalicji Obywatelskiej – podniesienie kwoty wolnej z 30 do 60 tys. zł – w 2027 roku oznacza ubytek w dochodach państwa rzędu 58,6 mld zł. Jeśli do tego doliczyć przesunięcie drugiego progu podatkowego do 140 tys. zł, rachunek rośnie do 70,2 mld zł.
Piotr Juszczyk, główny doradca podatkowy InFakt, porównuje tę kwotę do rocznych wydatków państwa na całe szkolnictwo wyższe i naukę. Jego zdaniem podniesienie progu mogłoby zyskać aprobatę prezydenta, ale to nie kwestia weta jest tu przeszkodą. – Karol Nawrocki blokuje nowe podatki, ale ich obniżki raczej by podpisał, trudno zawetować prezent dla wyborców – wskazuje ekspert.
Przestrzeni budżetowej brak
Leszek Kąsek z ING w komentarzu dla money.pl nie dostrzega żadnych przesłanek do istotnego uszczuplenia dochodów publicznych. Wymienia długą listę czynników: jeden z najwyższych deficytów sektora finansów publicznych w UE, szybko rosnący dług publiczny, negatywną perspektywę ratingu w dwóch z trzech wiodących agencji ratingowych, ograniczenia wynikające z reguły wydatkowej oraz podwyższoną niepewność geopolityczną.
Konieczna przebudowa systemu, nie łatania dziur
Marcin Materna z Biura Analiz Rynków Kapitałowych Banku Millennium przyznaje, że podniesienie kwoty wolnej do 60 tys. zł trudno nazwać realnym scenariuszem. Proponuje inne rozwiązanie: – Wystarczyłoby, aby została ustawowo wprowadzona automatyczna zmiana kwoty wolnej. Jej waloryzacja oparta czy to o inflację, czy wzrost płac – mówi.
– To samo dotyczy II progu podatkowego, gdzie sytuacja staje się powoli kuriozalna. Już po przekroczeniu poziomu 1,3-1,4 średniej krajowej stopa podatkowa rośnie drastycznie – z 21 proc. – pamiętajmy o składce zdrowotnej, czyli podatku zdrowotnym – do 41 proc. – wylicza Marcin Materna.
Ekspert zwraca uwagę, że najlepiej zarabiający unikają tych stawek, ukrywając się w JDG z podatkiem liniowym lub ryczałtem, gdzie płacą 8,5 proc., 12 proc., 14 proc. lub 17 proc., a nie 32 proc. obowiązujące na etacie przy tych samych dochodach. Co więcej, mogą cieszyć się znacznie niższym podatkiem zdrowotnym.
Propozycje zmian: progi w ryczałcie i składka zdrowotna
Marcin Materna proponuje symboliczne podniesienie kwoty wolnej do 32 tys. zł i drugiego progu do 130 tys. zł, a koszty sfinansować wprowadzeniem progów w ryczałcie. – Obecne stawki obowiązywałyby do powiedzmy 200 tys. zł, dochody powyżej tych kwot byłyby opodatkowane już wyższymi stawkami, wynoszącymi 150-200 proc. stawki podstawowej – mówi.
Konieczne są też zmiany w składce zdrowotnej. – Tak aby od każdej złotówki dochodu była ona pobierana w przypadku ryczałtu jako określony procent, np. 3-4 proc. Obecnie sytuacja podatników jest dziwna. W przypadku osób prowadzących działalność gospodarczą i podatku liniowego podatek wynosi 19 proc. i składka 4,9 proc. Z kolei w przypadku ryczałtu stawki są niższe – ale nie wiadomo, czemu składka zdrowotna jest ustalona jako stała i powyżej pewnego dochodu już nie rośnie – wskazuje ekspert.
Dodaje, że osoby na ryczałcie przy wysokich dochodach płacą maksymalnie około 1500 zł miesięcznie składki zdrowotnej, podczas gdy przedsiębiorcy na liniówce – nawet kilkanaście tysięcy miesięcznie.
Polski Ład pogorszył sytuację
Marcin Materna przypomina, że Polski Ład podniósł drugi próg podatkowy, ale jednocześnie zwiększył opodatkowanie w tym progu z 33,2 proc. do 41 proc. – do tego sprowadziło się zniesienie możliwości odliczania składki zdrowotnej od podatku. W efekcie drugi próg w 2026 roku nie tylko inflacyjnie nie wzrósł w stosunku do 2018 roku, ale jeszcze znacznie zwiększono stawkę podatkową dla dochodów, które go przekraczają.
Politycy przez lata pozwalali, by inflacja i wzrost płac wepchnęły miliony podatników w wyższe obciążenia. Drugi próg podatkowy obejmuje dziś już prawie 3 mln osób, podczas gdy kilka lat temu było ich 0,7 mln. – Ci sami politycy następnie ogłaszają częściowe odwrócenie tego procesu czy samą obietnicę jako dowód troski o obywateli – ocenia ekspert.
Obietnica podniesienia kwoty wolnej do 60 tys. zł wciąż pozostaje w sferze deklaracji. Minister finansów Andrzej Domański przyznał, że w budżecie na 2026 rok raczej się nie zmieści. Wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz zapewnił jednak, że doczeka się realizacji w obecnej kadencji Sejmu, preferując całościowe rozwiązanie łączące kwotę wolną i wyższy próg podatkowy.
Źródło: money.pl, Fot. East News

