W piątek w swoim mieszkaniu w Battersea na południu Londynu znaleziono ciało 40-letniego socjologa Jasona Ardaya, najmłodszego czarnoskórego profesora w historii Uniwersytetu Cambridge. Policja metropolitalna zakwalifikowała śmierć jako nagłą, ale niebudzącą podejrzeń.
Arday zrezygnował z wykładania w Cambridge w zeszłym tygodniu. Wcześniej został publicznie oskarżony o plagiat w pracy naukowej i fałszowanie życiorysu. Sprawa nabrała rozgłosu w lipcu 2026 roku, kiedy dr Nathan Cofnas, filozof i kolega Ardaya z uczelni, opublikował zarzuty dotyczące doktoratu.
Rodzina w sobotę wydała oświadczenie, w którym wyraziła szok po stracie niesamowitego ojca, partnera, brata, stryja i syna. Jason Arday pozostawił dwoje dzieci. Bliscy stwierdzili, że od ponad trzech lat naukowiec był celem kampanii ciągłych obelg.
– Jason został poddany kampanii ciągłych obelg przez ponad trzy lata, odkąd został przyjęty na stanowisko profesora na Uniwersytecie Cambridge, przez tych, którzy nie cofnęli się przed niczym, by mu zaszkodzić – napisali bliscy.
W oświadczeniu rodzina zwróciła się też do mediów z prośbą o zaprzestanie dalszych publikacji. Bliscy podkreślili, że nie będą udzielać komentarzy.
– Nie będziemy udzielać dalszych komentarzy poza prośbą do prasy, aby dała nam spokój i zakończyła kampanię nękania, która od zbyt dawna jest prowadzona przeciwko Jasonowi i jego rodzinie – przekazali.
Kariera, autyzm i kontrowersje
Arday przeszedł do historii jako najmłodszy czarnoskóry wykładowca w Cambridge. W wywiadach opowiadał, że z powodu autyzmu do 11 roku życia nie mówił, do 18 nie czytał. Miał też problemy ze słuchem, dyskalkulię, dysleksję i ogólne opóźnienie w rozwoju, a po dwóch napaściach zaczął cierpieć na ataki epileptyczne.
Jego rodzice byli imigrantami z Ghany. Matka pracowała jako pielęgniarka, ojciec jako szef kuchni. Naukowiec działał na rzecz inkluzywności i równości w edukacji, wielokrotnie zwracając uwagę, że jego pochodzenie społeczne i ekonomiczne nie zapowiadało kariery na tak prestiżowej uczelni.
Brytyjskie media, w tym „The Times” i „The Guardian”, ujawniły jednak niekonsekwencje w jego biografii. Wątpliwości budziła choćby deklaracja o przebiegnięciu 30 maratonów w 35 dni, w tym dziewięciu z pękniętą kością strzałkową. Dziennikarze zweryfikowali również opowieści o napaściach; monitoring z miejsca ataku nie zarejestrował napastnika, a policja nie potwierdziła wszczęcia dochodzenia w sprawie głowy świni przesłanej do domu rodziców Ardaya.
Reakcja naukowca i rodziny
Arday do końca odpierał zarzuty o plagiat. W rozmowie z „The Times” mówił o okrucieństwie, którego doświadczył, i o tym, że przedstawiano go jako kłamcę i fantastę.
– Mówimy tu o środowisku akademickim. Nikogo nie zamordowałem. Uważam, że okrucieństwo, którego doświadczyłem, i pozycjonowanie mnie jako kłamcy i fantasty, jest całkowicie niedopuszczalne – powiedział.
Naukowiec złożył też skargę na policji na dziennikarza „The Times”, który chciał poprosić go o komentarz w sprawie plagiatu. Przyznawał, że mógł popełnić błędy wynikające z neuroatypowości. Po wszczęciu oficjalnego dochodzenia przez uczelnię Arday zrezygnował z pracy i odwołał spotkania autorskie promujące jego wspomnienia.
Rodzina w oświadczeniu stwierdziła, że kampania dezinformacji była dla Jasona zbyt wielkim obciążeniem. To właśnie ją bliscy uznają za przyczynę tragedii.
– Kampania dezinformacji to było za wiele dla Jasona, który był szlachetnym mężczyzną i zawsze widział we wszystkich to, co najlepsze – przekazała rodzina.
Źródło: Polsat News, Fot. Polsat News

