Obowiązujące od dziś nowe reguły ochrony rynku stali są przyjmowane w branży dobrze, ale sposób w jaki je wprowadzono zbiera już znacznie gorsze recenzje. Producenci i dystrybutorzy oceniają je jako potrzebne, ale alarmują, że ogłoszenie kontyngentów w ostatniej chwili wprowadza chaos i ryzyko kosztów.
Nowy mechanizm ochrony rynku stali w Unii Europejskiej ma ograniczyć zależność od importu, podnieść wykorzystanie mocy i w praktyce może oznaczać także wzrost cen stali. Producenci i dystrybutorzy są zgodni: to krok w dobrym kierunku, ale wdrożenie pozostawia wiele do życzenia.
– Wprowadzenie nowych mechanizmów ochrony rynku to ruch uzasadniony i zrozumiały, gdyż duża zależność od importu spoza UE stwarza zagrożenia dla bezpieczeństwa dostaw – mówi Piotr Sikorski, prezes Polskiej Unii Dystrybutorów Stali. – Mechanizm, jak to w Unii, jest dość skomplikowany, ale uważam, że będzie skuteczny. Oczywiście skuteczny w rozumieniu interesu branży stalowej – oznacza wzrost wykorzystania mocy produkcyjnych w UE, ale też wzrost cen – dodaje Henryk Orczykowski, prezes Stalprofilu.
Chaos w ostatniej chwili
Mimo poparcia dla zasad, branża ostro krytykuje sposób ich ogłoszenia. – Dane o kontyngentach pojawiły się w południe dnia poprzedzającego ich wejście w życie, co jest sytuacją niezwykłą i bardzo niekorzystną dla przedsiębiorców, ponieważ rynek stali działa na zasadach planowania zamówień z wyprzedzeniem kilku tygodni lub nawet miesięcy. Jeżeli okaże się, że kraj, w którym zamówiliśmy stal i czekamy już na dostawę, nie jest ujęty w kontyngentach, to staniemy przed koniecznością zapłacenia 50-proc. cła – wskazuje Piotr Sikorski.
Nowy system jest znacznie bardziej skomplikowany niż dotychczasowy. Wcześniej obowiązywały indywidualne kategorie kontyngentów, teraz pojawiły się kontyngenty grupowe (rezydualne) oraz podział na kraje zwykłe i te z umową o wolnym handlu. – To utrudnia przewidywanie dostępnych ilości i wprowadza dodatkowe wyjątki – wyjaśnia prezes PUDS. Mirosław Motyka z Hutniczej Izby Przemysłowo–Handlowej podkreśla, że wprowadzone regulacje to „początek nowej rzeczywistości handlowej dla podmiotów spoza UE chcących sprzedawać stal do Unii Europejskiej”.
Ukraina z ograniczonym dostępem, ale branża czeka na więcej
Przy negocjacjach kontrowersje wzbudzała kwestia Ukrainy. Komisja Europejska zastosowała wyważone podejście – przewidziano indywidualne alokacje w 9 kategoriach produktowych, m.in. blacha gorącowalcowana, pręty zbrojeniowe czy rury bezszwowe. – Zdajemy sobie sprawę z trudnej sytuacji Ukrainy, ale wsparcie nie powinno niszczyć istoty unijnego rynku – mówi Przemysław Sztuczkowski, prezes Cognora. Jego zdaniem nadmierne otwarcie rynku zniechęcałoby Ukraińców do reform akcesyjnych.
Piotr Sikorski zwraca uwagę, że Ukraina pozostaje ważnym partnerem handlowym. – W 2025 roku Polska importowała z Ukrainy około 600 tysięcy ton blachy, podczas gdy nowy całkowity kontyngent dla Ukrainy na import do UE wynosi około 480 tysięcy ton, czyli mniej niż dotychczasowy import Polski z tego kraju. Spadek importu z Ukrainy będzie znaczący i będzie miał realny wpływ na rynek – wyjaśnia. System przewiduje możliwość przenoszenia niewykorzystanych kwot kwartalnych w pierwszym roku, a formalny przegląd ma nastąpić przed końcem czerwca 2029. Branża liczy jednak na szybsze modyfikacje. – Oczekujemy rozszerzenia kontyngentów na wyroby downstream, które obecnie nie są objęte ochroną – dodaje Piotr Sikorski.
Źródło: WNP.PL, Fot. Ievgen Postovyk / Shutterstock

