Ochrona cywilna na wzór skandynawski. Czy w Polsce to zadziała?

Polska po latach zaniedbań w obszarze ochrony ludności stoi przed koniecznością przebudowy systemu bezpieczeństwa, a politycy i eksperci coraz częściej wskazują na kraje skandynawskie jako wzór do naśladowania. Jednak przełożenie fińskiego i szwedzkiego modelu na polski grunt napotyka na bariery, których nie da się pokonać samą ustawą. W Szwecji i Finlandii system obrony cywilnej budowano przez dekady, podczas gdy Polska musi nadrobić zaległości w warunkach ograniczonych środków, rosnących zagrożeń i społeczeństwa, które przez lata było przyzwyczajane do pokoju.

Skandynawski model obrony totalnej, który od lat stanowi wzór dla wielu państw, opiera się na fundamentalnym założeniu, że przygotowanie na wypadek kryzysu lub konfliktu to zadanie dla całego społeczeństwa, a nie tylko dla sił zbrojnych. Koncepcja ta, wywodząca się jeszcze z doświadczeń obu wojen światowych, zakłada, że nowoczesna obrona wymaga zaangażowania każdej części społeczeństwa, od administracji rządowej i samorządowej, przez służby mundurowe i sektor prywatny, aż po zwykłych obywateli. W Szwecji, która jako pierwsza wdrożyła tę koncepcję w latach 50. XX wieku, cały system składa się z dwóch filarów: obrony militarnej, kierowanej przez Siły Zbrojne, oraz obrony cywilnej, która angażuje szeroki wachlarz podmiotów i jest koordynowana przez szwedzką Agencję Obrony Cywilnej, która od 1 stycznia 2026 roku nosi nazwę Myndigheten för civilt försvar.

Model ten opiera się na obowiązku obrony totalnej, który nakazuje wszystkim mieszkańcom Szwecji w wieku od 16 do 70 lat służyć swojemu krajowi w sytuacji kryzysu. To zaangażowanie obywatelskie jest kluczowe. Rząd regularnie publikuje broszury takie jak W razie kryzysu lub wojny, które trafiają do każdego gospodarstwa domowego i przypominają, że każdy musi dołożyć swoich starań, aby bronić niepodległości i demokracji. Szwedzki system obejmuje nie tylko ochronę fizyczną, ale także obronę ekonomiczną, bezpieczeństwo dostaw i gotowość materialną oraz obronę psychologiczną, czyli gotowość umysłową i wolę obrony. Jego głównym celem jest odstraszanie. Poprzez połączenie solidnej i dobrze zorganizowanej obrony cywilnej z rozbudowanymi zdolnościami militarnymi, potencjalny agresor ma być przekonany, że koszty ataku przewyższą korzyści. Szwecja intensyfikuje te wysiłki, planując największą od czasów zimnej wojny modernizację obrony totalnej. W ramach pakietu budżetowego na lata 2026-2028 rząd przeznacza znaczące środki na wzmocnienie obrony cywilnej, w tym na rezerwy żywności, opiekę zdrowotną i schrony.

Finlandia ma schrony na całą populację. Polska ma miejsca dla 4 procent

Finlandia, która w 2024 roku dołączyła do NATO, wypracowała system, który pod wieloma względami przewyższa nawet szwedzki. Kraj ten posiada około 50,5 tysiąca schronów przeciwlotniczych, które mogą pomieścić około 4,8 miliona osób, co wystarcza, aby zapewnić schronienie niemal całej populacji. Większość z nich może zostać uruchomiona w ciągu 24 godzin, a cały system jest utrzymywany w stanie gotowości, mimo że Finlandia nie znajduje się obecnie w bezpośrednim zagrożeniu militarnym. Fińskie schrony to nie tylko betonowe bunkry. Są to wielofunkcyjne obiekty, które na co dzień służą jako lodowiska, siłownie, place zabaw czy sale koncertowe, ale w sytuacji zagrożenia mogą zostać przekształcone w schrony w ciągu 72 godzin. Za ich utrzymanie odpowiadają właściciele nieruchomości, co oznacza, że spółdzielnie mieszkaniowe i inne podmioty są zobowiązane do regularnych przeglądów i konserwacji.

Fiński system opiera się na założeniu, że przygotowanie to umiejętność obywatelska. Każdy przygotowuje się według swoich możliwości, a podstawowa wiedza o schronach i postępowaniu w sytuacjach kryzysowych jest użyteczna dla wszystkich. Finlandia postrzega obronę cywilną nie jako tymczasowe rozwiązanie, lecz jako normalny element planowania urbanistycznego i codziennego życia. Do tego dochodzi fińska koncepcja odporności psychologicznej, która opiera się na zaufaniu społecznym, niskim poziomie korupcji i wysokim zaufaniu do instytucji państwowych. Badania wskazują, że Finowie mają jedne z najwyższych wskaźników zaufania do rządu i wojska, co przekłada się na większą skłonność do stosowania się do zaleceń władz w sytuacjach kryzysowych.

W Polsce sytuacja jest dramatycznie inna. Przez dekady po transformacji ustrojowej obszar ochrony ludności był traktowany po macoszemu. Jak wynika z ustaleń Najwyższej Izby Kontroli w raporcie z marca 2024 roku, dostęp do miejsc schronienia miało średnio mniej niż 4 procent mieszkańców kraju. Sieć schronów i ukryć, która w okresie zimnej wojny obejmowała tysiące obiektów, została w dużej mierze zdegradowana, przekształcona w piwnice magazynowe, garaże lub po prostu popadła w ruinę. Według stanu na luty 2026 roku, w Polsce było 1903 schrony o łącznej pojemności około 300 tysięcy osób, 8719 ukryć mogących pomieścić około 1,13 miliona osób oraz 224 113 miejsc doraźnego schronienia. To sprawia, że Polska jest jednym z najsłabiej przygotowanych krajów w Europie pod względem ochrony ludności na wypadek konfliktu zbrojnego lub katastrofy naturalnej. Aby spełnić ustawowy standard schronienia ludności, Polska potrzebuje minimum 32 376 budowli ochronnych.

Ta luka jest tym bardziej niepokojąca, że w przypadku konfliktu zbrojnego, ataku terrorystycznego lub klęski żywiołowej czas na reakcję jest ograniczony do kilku, kilkunastu minut. W sytuacji, gdy Polska znajduje się na wschodniej flance NATO, a zagrożenia hybrydowe i sabotażowe na Bałtyku są codziennością, brak schronów staje się nie tylko problemem logistycznym, ale politycznym. W obliczu tych wyzwań, rząd polski podjął pierwsze kroki, aby zmienić ten stan rzeczy, jednak tempo tych zmian i skala inwestycji budzą uzasadnione wątpliwości.

Ustawa jest, ale pieniędzy na schrony nie ma

Polski rząd dostrzegł problem i 5 grudnia 2024 roku Sejm uchwalił ustawę o ochronie ludności i obronie cywilnej, która weszła w życie 1 stycznia 2025 roku. Ustawa ta wprowadziła nowe standardy budowania i utrzymywania schronów, określiła obowiązki samorządów i przedsiębiorców w zakresie przygotowań, a także przewidziała system ostrzegania i alarmowania ludności. Jednak już na etapie prac legislacyjnych pojawiły się poważne wątpliwości co do realności jej wdrożenia. Największym problemem okazał się brak finansowania. Ustawa nie przewidywała bowiem żadnych konkretnych środków na budowę nowych schronów czy modernizację istniejących, przerzucając ciężar odpowiedzialności na samorządy i prywatnych inwestorów.

W praktyce oznacza to, że gminy, które i tak borykają się z ograniczonymi budżetami, miałyby obowiązek budować i utrzymywać schrony, ale bez zapewnionych na ten cel funduszy. Efekt był przewidywalny. Rok po uchwaleniu ustawy, w 2025 roku, okazało się, że liczba schronów w Polsce nie wzrosła w zauważalny sposób, a w wielu miastach plany budowy nowych obiektów odłożono na później z powodu braku pieniędzy. W 2026 roku Sejm znowelizował ustawę, uchwalając nowelizację 17 kwietnia 2026 roku, która weszła w życie 29 maja 2026 roku. Nowelizacja wprowadza do niej zapis o rządowym programie budowy i modernizacji schronów, który był postulowany przez wielu ekspertów podczas prac nad poprzednią wersją. Przewiduje również wprowadzenie obowiązku prowadzenia przez gminy ewidencji obiektów mogących służyć za schrony, ma także zwiększyć standardy techniczne nowo budowanych budynków, które musiałyby spełniać wymogi ochrony ludności.

Sam program rządowy nie przesądza jeszcze o faktycznym tempie budowy schronów. Kluczową barierą pozostają koszty. Szacuje się, że budowa jednego schronu dla 50–100 osób może kosztować od kilkuset tysięcy do nawet kilku milionów złotych, a w skali całego kraju koszty budowy wystarczającej liczby schronów dla całej populacji sięgają dziesiątek miliardów złotych. Rząd przyjął Program Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej na lata 2025-2026, na który przeznaczono 16,7 mld zł w 2025 roku i 17,2 mld zł w 2026 roku. W kolejnych latach, na lata 2027-2031, zaplanowano co najmniej 105 mld zł na ochronę ludności i obronę cywilną. Nowelizacja nie rozwiązuje problemu istniejących już budynków, które w razie kryzysu mogłyby służyć jako tymczasowe schronienia, ale nie spełniają dzisiejszych norm. Piwnice, garaże podziemne czy korytarze metra, wszystko to teoretycznie mogłoby zostać przystosowane, ale brakuje na to środków i jednolitych standardów. W efekcie Polska nadal pozostaje w tyle za Skandynawami, u których system schronów jest nie tylko rozbudowany, ale i stale modernizowany, a pieniądze na jego utrzymanie są zabezpieczone w długoterminowych planach budżetowych.

Zaufanie do państwa to pięta achillesowa

Kolejnym problemem, który oddala Polskę od skandynawskiego modelu, jest kwestia świadomości i gotowości obywatelskiej. W Szwecji i Finlandii przygotowanie na wypadek kryzysu jest wpisane w DNA społeczeństwa. W Polsce, gdzie przez ostatnie 35 lat panował pokój, a temat schronów i obrony cywilnej był traktowany jako relikt zimnej wojny, świadomość społeczna jest niska. Większość Polaków nie ma pojęcia, gdzie znajduje się najbliższy schron, co robić w przypadku alarmu bombowego ani jak przygotować się na kilka dni bez dostępu do prądu czy wody. Rządowe kampanie informacyjne, choć podejmowane, są jeszcze w powijakach. Opracowano ogólnopolski poradnik kryzysowy, uruchomiono aplikację gdziesieukryc.pl, która wskazuje miejsca ukrycia, ale wciąż wiele pozostaje do zrobienia.

Kluczowe różnice leżą w mentalności, poziomie zaufania do instytucji i tradycji samoorganizacji. Skandynawowie od pokoleń uczą się, że bezpieczeństwo to wspólna odpowiedzialność. W Polsce, po latach komunizmu, gdzie państwo było postrzegane jako wróg, a nie opiekun, odbudowa tego zaufania wymaga czasu, konsekwencji i autentycznych dowodów, że państwo jest w stanie zapewnić ochronę. Do tego dochodzi specyfika polskiego systemu administracyjnego. Samorządy, które w myśl ustawy o ochronie ludności mają być kluczowym ogniwem systemu, borykają się z brakiem wykwalifikowanych kadr, ograniczonymi budżetami i biurokracją. W wielu gminach wciąż nie powstały gminne plany zarządzania kryzysowego w nowym standardzie, a pracownicy odpowiedzialni za ochronę ludności często łączą te obowiązki z innymi zadaniami.

Polska nie posiada w pełni sprawnego systemu ostrzegania i alarmowania ludności. System Syrena, który miał zastąpić przestarzałe syreny, nadal nie obejmuje całego terytorium kraju, a w wielu miejscowościach jedynym sposobem ostrzegania są nadal syreny alarmowe, które nie zawsze są sprawne. Wprawdzie wprowadzono system alarmowania za pośrednictwem telefonów komórkowych, ale jego skuteczność zależy od zasięgu sieci i świadomości obywateli, aby reagować na otrzymane alerty. Różnica kulturowa jest tu kluczowa. Skandynawowie od pokoleń są uczeni, że państwo jest po to, aby chronić, i że obywatele mają wobec niego zobowiązania. W Polsce po 1989 roku dominowała narracja o wyzwoleniu spod opiekuńczej ręki państwa, co doprowadziło do erozji zaufania i poczucia odpowiedzialności za wspólne bezpieczeństwo. Odbudowa tej więzi wymaga nie tylko pieniędzy, ale także lat konsekwentnej polityki edukacyjnej i komunikacyjnej.

Czy Polska ma szansę dogonić Skandynawów?

Próby przeniesienia skandynawskiego modelu na polski grunt natrafiają na barierę strukturalną. W Szwecji i Finlandii system obrony cywilnej został zbudowany w ciągu kilkudziesięciu lat, przy konsekwentnym wsparciu politycznym i finansowym oraz przy aktywnym udziale społeczeństwa. Polska musi to zrobić w znacznie krótszym czasie, w warunkach ograniczonych środków i przy rosnących oczekiwaniach społecznych. Czy jest to możliwe? Niektórzy eksperci są sceptyczni. Wskazują oni, że bez ogromnego zastrzyku finansowego i bez fundamentalnej zmiany w podejściu do bezpieczeństwa, Polska nie dogoni Skandynawów.

Inni są bardziej optymistyczni. Przypominają, że Polska w ciągu ostatnich 20 lat przeszła transformację, która pod wieloma względami była uznawana za niemożliwą, od członkostwa w NATO i UE, przez modernizację sił zbrojnych, aż po budowę nowoczesnej infrastruktury. Jeśli uda się znaleźć wolę polityczną i środki finansowe, a także przekonać społeczeństwo do aktywnego udziału, to system ochrony cywilnej w Polsce może być jednym z najnowocześniejszych w Europie. Kluczowe będzie jednak to, czy uda się tego dokonać zanim nadejdzie kryzys, który sprawdzi tę gotowość w praktyce.

Rządowe plany na lata 2027-2031 są pierwszym krokiem, ale tempo ich realizacji i skala środków, jakie zostaną na nie przeznaczone, będą decydujące. W przeciwieństwie do Skandynawów, Polska nie ma luksusu czasu. Wojna w Ukrainie, rosyjskie ataki hybrydowe i sabotaże na Bałtyku to nie scenariusze z filmów, ale realne zagrożenia, które wymagają natychmiastowej odpowiedzi. W tym kontekście polski system ochrony cywilnej znajduje się w wyścigu z czasem, a każdy rok opóźnienia to tysiące istnień ludzkich zagrożonych w razie eskalacji konfliktu. Kluczowe będzie również to, czy Polsce uda się zbudować nie tylko infrastrukturę, ale przede wszystkim społeczeństwo gotowe na kryzys, a to zadanie na lata, a nie na miesiące.

Fot. Pixabay

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com