Wraca temat podwojenia kwoty wolnej od podatku do 60 tys. zł. Senator Grzegorz Schetyna (KO) zapowiedział, że przed końcem kadencji rządząca koalicja zrealizuje tę obietnicę, choć prawdopodobnie w kilku etapach. Minister finansów Andrzej Domański szacuje koszt reformy na około 54 mld zł rocznie, co budzi poważne wątpliwości dotyczące stanu finansów państwa.
Polityczny powrót do jednego z najbardziej rozpoznawalnych „100 konkretów” Koalicji Obywatelskiej z kampanii 2023 roku nabiera tempa. Po wtorkowej wypowiedzi wicepremiera i szefa PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza, w środę głos w sprawie zabrał senator Schetyna. Obaj politycy deklarują, że zmiana podatkowa jest realna jeszcze w tej kadencji.
Z rozwiązania skorzystaliby podatnicy rozliczający się według skali, czyli pracownicy, emeryci oraz część przedsiębiorców. Politycznie obietnica jest atrakcyjna – podwyższa dochody netto dużej grupy wyborców. Finansowo jednak stanowi poważne zagrożenie dla budżetu.
Polityczne tło obietnicy
Grzegorz Schetyna w rozmowie z mediami stwierdził: – Przed końcem obecnej kadencji rządząca koalicja zrealizuje obietnicę podniesienia kwoty wolnej od podatku z 30 tys. do 60 tys. zł – powiedział senator KO. Zastrzegł jednak, że ze względu na sytuację budżetową reforma prawdopodobnie zostanie rozpisana na kilka kroków i nie musi od razu oznaczać pełnego podwojenia.
Dzień wcześniej podobne stanowisko przedstawił Władysław Kosiniak-Kamysz: – Powinien powstać rządowy projekt całej koalicji i deklaruje wsparcie PSL – stwierdził wicepremier. Jednocześnie przypomniał, że priorytetem pozostają wydatki na bezpieczeństwo, które w tym roku mają sięgnąć około 200 mld zł.
Finansowe wyzwania dla budżetu
Koszt pełnego podniesienia kwoty wolnej minister finansów Andrzej Domański szacował wcześniej na około 54 mld zł rocznie. – To kwota odpowiadająca mniej więcej trzem przyszłorocznym waloryzacjom emerytur albo ponad jednej czwartej tegorocznych wydatków obronnych – przypominał Domański. Dlatego wcześniej mówił, że w 2026 roku zmian nie będzie, a nawet w 2027 roku może być ona bardzo trudna.
Równolegle wrócił pomysł podniesienia drugiego progu podatkowego. Związek Banków Polskich szacuje koszt takiej zmiany na około 12 mld zł. Gdyby całość miała zostać sfinansowana dodatkowymi obciążeniami banków, nominalna stawka CIT dla sektora musiałaby według ZBP wzrosnąć w przyszłym roku aż do 44,5 proc. To wyliczenie organizacji branżowej, ale dobrze pokazuje skalę potrzebnych pieniędzy.
W tej sytuacji prawdopodobne wydaje się podążanie rządu tropem zaproponowanym przez Schetynę, czyli rozłożenie zmian na etapy trwające kilka lat. Każdy wariant będzie jednak wymagał wskazania trwałego finansowania albo pogodzenia się z większym deficytem.
Źródło: WNP.PL, Fot. PAP/Radek Pietruszka

