Ofiarami oszustw internetowych nie padają już tylko seniorzy. Coraz częściej okradani są ludzie młodzi, dobrze wykształceni i zamożni. Cyberprzestępcy działają jak zorganizowane korporacje, a ich amunicją są dane, które sami im dostarczamy. Polska stała się dla nich szczególnie atrakcyjnym łupem – ostrzega nadinspektor Adam Cieślak, pierwszy komendant Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości.
Mogłoby się wydawać, że legendy na wnuczka czy fałszywego policjanta nabierają się wyłącznie osoby starsze. Nic bardziej mylnego. – Ofiarami padają też ludzie w młodym wieku, dobrze wykształceni, zamożni, biznesmeni. Nie ma tutaj żadnych reguł – prostuje nadinspektor Adam Cieślak w rozmowie z WNP.
Skąd więc skuteczność tych metod? Presja czasu i chciwość – według byłego komendanta CBZC to dwa kluczowe czynniki. A po drugiej stronie słuchawki siedzą nie przypadkowi oszuści, lecz profesjonalnie przygotowani rozmówcy. – Mają nasze dane, numer telefonu, imię i nazwisko. Uwiarygodniają się. W dobie AI ciężko odróżnić spreparowany film od prawdziwego, a reklamy z wizerunkiem znanej osoby działają na wyobraźnię – wylicza.
Dane, które hakerzy wykradają ze sklepów internetowych, biur podróży czy portali społecznościowych, są później sprzedawane całymi paczkami w darknecie. – Za drobne pieniądze – dodaje Cieślak. To właśnie z tych danych cyberprzestępcy czerpią amunicję do perfekcyjnie zaplanowanych ataków.
Polska – łatwy cel dla cyberprzestępców?
Adam Cieślak przytacza słowa jednego z oszustów, który przyznał, że w Polsce jest łatwiej działać niż w innych krajach. Dlaczego? – Jesteśmy krajem, który się wzbogaca, ale nie mamy stabilizacji finansowej jak na Zachodzie – tłumaczy. Drugim powodem jest silnie zdigitalizowany system bankowy. – Usługi są szybkie, łatwe. W innych krajach założenie konta trwa tygodniami. U nas można to zrobić w kilka minut. To ułatwia przestępcom działanie – mówi.
Schemat oszustwa jest często tak perfekcyjnie opracowany, że ofiara bardziej ufa przestępcy niż własnemu bankowi. – Bank wychwytuje podejrzaną transakcję i dzwoni do klienta, ale ten jest już pouczony: „bank nie chce wypuścić pieniędzy, żeby na nich zarabiać” – opowiada Cieślak. W efekcie pieniądze trafiają na fałszywe rachunki techniczne.
Przestępcze korporacje i ciężka praca policji
Cyberprzestępcy rzadko działają z terenu Polski. Ich call center mieszczą się najczęściej na Ukrainie. – To całe korporacje, firmy przestępcze, które używają psychologów, wariografu, mają rekruterów i nadzór nad dzwoniącymi. Są ludzie odpowiedzialni za anonimowość połączeń – wylicza były szef CBZC.
Łapanie tak zorganizowanych grup to żmudna, wieloletnia praca. – Cyberpolicja musi mieć w swoich szeregach dobrych operacyjnych, procesowych, śledczych informatyków i analityków. Nie da się budować skuteczności na jednym elemencie – podkreśla Cieślak. CBZC od początku swojego istnienia zwalcza też materiały przedstawiające seksualne wykorzystywanie dzieci (CSAM). – Praca na tych materiałach jest ciężka, nie da się tego ominąć. Funkcjonariusze mają opiekę psychologiczną – mówi.
Co roku biuro realizuje przynajmniej dwie ogólnopolskie lub międzynarodowe akcje, w których zatrzymuje kilkadziesiąt osób. – Dla mnie bardziej wartościowym podejrzanym jest sprawca, który wykorzystuje dzieci, niż dziesięciu oszustów. Pieniądze można odzyskać, ale tych krzywd się nie zrekompensuje – podsumowuje nadinspektor Adam Cieślak.
Źródło: WNP.PL, Fot. WNP.PL

