Polska elektrownia jądrowa nie powstanie zgodnie z deklarowanymi terminami – twierdzi Bogdan Tkocz, przewodniczący Solidarności w spółce Tauron Serwis. Jego zdaniem opóźnienia są oczywiste dla wszystkich obserwatorów branży, a tymczasem kończy się wsparcie dla bloków węglowych z rynku mocy, co grozi chaosem w krajowym systemie elektroenergetycznym.
Bogdan Tkocz zwraca uwagę, że rynek mocy przestanie funkcjonować z końcem 2028 roku, a już we wrześniu 2026 roku ma zostać przeprowadzona aukcja na dostawy w roku 2027. – Co będzie dalej, tego nikt nie wie. Czy ktoś będzie planował poważne remonty i serwisy bloków energetycznych, jeżeli wiadomo, że wsparcie z rynku mocy kończy się w 2028 r. i dalej nie wiadomo co będzie? – pyta związkowiec. Dodaje, że wiele bloków wymaga pilnych remontów, a bez nich Urząd Dozoru Technicznego może nie dopuścić ich do eksploatacji.
Rynek mocy pod znakiem zapytania
– Dopóki nie mamy energetyki jądrowej, to musimy utrzymywać energetykę węglową – podkreśla Tkocz. Przyznaje, że rośnie produkcja ze źródeł odnawialnych, ale nie zawsze jest ona wystarczająca, dlatego potrzebne są zabezpieczenia w postaci bloków węglowych. Zgodnie ze znowelizowanym Programem Polskiej Energetyki Jądrowej (PPEJ) pierwsze bloki atomowe mają ruszyć w latach 2036–2038, ale Tkocz nie wierzy w te daty: – Wiadomo, że przy realizacji dużych inwestycji pojawiają się problemy z terminową realizacją.
Problem dotyczy zwłaszcza jednostek węglowych, które dostarczają nie tylko prąd, ale i ciepło dla mieszkańców. Przykładem są Elektrownia Siersza w Trzebini oraz Elektrownia Łaziska należące do grupy Tauron. – W Elektrowni Łaziska trzeba pomyśleć nad modernizacją istniejących bloków, aby mogły pracować do czasu uruchomienia jakiejś nowej inwestycji ciepłowniczej albo pomyśleć nad innymi rozwiązaniami – wskazuje Tkocz.
Węglowe bloki ciepłownicze w pułapce
Za pozytywny przykład transformacji Tkocz uznaje Jaworzno, gdzie działa blok 910 MW z kontraktem mocowym do 2034 roku, a w zakładzie Górniczym Sobieski głębiony jest szyb Grzegorz, by zapewnić dostawy węgla. Jednak w Łaziskach – jak mówi – pada wiele obietnic palcem po wodzie pisanych. – Trzeba powiedzieć, co powstanie w miejsce elektrowni w takich miejscach jak Łaziska czy Bełchatów. W Bełchatowie miała powstać spalarnia odpadów, ale teraz temat ucichł. W Elektrowni Łaziska jest instalacja wychwytu CO2, ale umowa społeczna zakłada wdrażanie tej technologii w energetyce – to jest fikcja – ocenia.
Związkowiec ostrzega, że ograniczanie potencjału węgla i górnictwa pociągnie za sobą likwidację miejsc pracy. Jako przykład podaje Fabrykę Urządzeń Górniczych Nowomag z Nowego Sącza, gdzie cała załoga – około 200 osób – ma zostać objęta zwolnieniami grupowymi. – W Elektrowni Rybnik kończy się era węglowa, ale w zamian powstaje blok gazowy. W Łaziskach nie powstaje żaden obiekt wytwórczy, żadna poważna inwestycja. Potrzebny jest okrągły stół, aby ponad politycznymi podziałami prowadzić rzetelne dyskusje o konkretnych rozwiązaniach – dodaje.
Potrzeba strategicznych decyzji
Stanisław Tokarski, przewodniczący rady nadzorczej Południowego Koncernu Węglowego, w rozmowie z WNP zwraca uwagę na konieczność opracowania nowego mechanizmu wsparcia po 2028 roku. – Najprościej byłoby sobie wyobrazić, że bloki węglowe zastąpimy gazowymi, ale przejście wyłącznie na gaz w bilansowaniu KSE jest nierozsądne przy dzisiejszych ryzykach związanych z importem gazu. Lepiej, żeby to było po połowie – mówi Tokarski.
Jego zdaniem jednostki węglowe klasy 200 MW mogą być wyłączane racjonalnie dopiero po uzyskaniu pełnej mocy z elektrowni jądrowej, czyli około 2040 roku lub później. – Musi się pojawić mechanizm wsparcia dla jednostek, które będą pracować 300, 500 czy 1000 godzin w roku. Dawniej to był rynek rezerwy zimnej – przypomina. Postuluje przedłużenie istniejącego rynku mocy do 2030 roku, a następnie zbudowanie dwóch odrębnych mechanizmów: dla budowy nowych mocy regulacyjnych i dla szczytowo wykorzystywanych bloków węglowych.
Źródło: wnp.pl, Fot. NOWAK LUKASZ / Shutterstock

