Nawet jeśli polska firma wygra publiczny przetarg IT, kluczowa technologia, kontrola nad produktem i większość wartości kontraktu często trafiają do zagranicznego dostawcy. Prezes Związku Polska Chmura Wiesław Wilk ostrzega, że dalsze budowanie usług publicznych na rozwiązaniach, nad którymi Polska nie ma kontroli, może stworzyć trwałe i groźne zależności.
– Jesteśmy w momencie krytycznym. Jeśli nie obudzimy się teraz, może być za późno – mówi Wiesław Wilk w rozmowie z WNP. Wskazuje, że w wielu przetargach „polskość” oferty bywa fasadowa. – Nie dajmy się oszukiwać i nie utożsamiajmy obecności polskiego integratora z polskim pochodzeniem technologii – dodaje prezes.
Przykładem jest przetarg ZUS na systemy backupu danych. Polska firma złożyła najtańszą ofertę, ale technologią wdrożeniową i tak był zagraniczny Veeam. Wilk podkreśla, że to systemowa nieprawidłowość: polski podmiot bierze na siebie odpowiedzialność kontraktową i ryzyka, a zasadnicza część wartości kontraktu ląduje u rzeczywistego, zagranicznego producenta. – To zjawisko, które wytworzyło się na polskim rynku zamówień publicznych – stwierdza.
Fasadowa polskość ofert
Z raportu Fundacji Instrat „Zamówienia na pozór otwarte” wynika, że 99 proc. zamówień publicznych wyklucza oprogramowanie producentów innych niż Microsoft. Wilk zwraca uwagę na praktykę dopisywania w przetargach „lub równoważne”, która – jego zdaniem – jest pozorna. – Samo dopisanie słów „lub równoważne” nie wystarczy. Trzeba zadbać o prawdziwą konkurencyjność – tłumaczy. Związek Polska Chmura złożył już odwołania w przetargach Centralnego Ośrodka Informatyki i NASK-u, które doprowadziły do ich unieważnienia.
Problemem jest vendor lock-in, czyli uzależnienie od jednego dostawcy. – To rodzaj lokalnego monopolu. Nigdy nie jest korzystny dla klienta końcowego – mówi Wilk. Unia Europejska próbuje temu zaradzić poprzez Data Act, który od stycznia 2027 r. ma całkowicie zlikwidować opłaty za zmianę dostawcy chmury. Jednak w Polsce wciąż brakuje krajowej ustawy wdrażającej to rozporządzenie, co – zdaniem Wilka – osłabia jego skuteczność.
Suwerenność cyfrowa na szali
Wilk odróżnia bezpieczeństwo IT od suwerenności cyfrowej. Przykład holenderskich urzędników, których dane Microsoft przekazał stronie amerykańskiej, pokazuje, że samo przechowywanie danych w Europie nie gwarantuje kontroli. – To mit wart tyle samo, co twierdzenie, że kapitał nie ma narodowości – podkreśla prezes. Jego zdaniem polityka local content w przetargach nie wystarcza, bo często pod nazwą polskiej firmy kryje się zagraniczna technologia.
– Jeśli nadal będziemy budować kluczowe usługi publiczne w oparciu o rozwiązania, nad którymi nie mamy realnej kontroli, ryzykujemy powstaniem trwałych zależności. W skrajnym przypadku utrata dostępu do takich usług mogłaby mieć dla funkcjonowania państwa skutki porównywalne z odcięciem dostaw strategicznych surowców czy energii – ostrzega Wiesław Wilk. Apeluje o realne wyrównywanie szans na rynku, a nie tylko deklaracje.
Źródło: WNP.PL, Fot. Związek Polska Chmura, panuwat phimpha/Shutterstock

