W Polsce zużywamy tylko 20 proc. dostępnych zasobów wód podziemnych, a susza dotyka kolejne regiony. Ministerstwo promuje mikroretencję, podczas gdy Szczecin i KGHM korzystają z polodowcowych poziomów wodonośnych.
Z całego kraju napływają coraz bardziej alarmujące wiadomości o braku wody pitnej w poszczególnych gminach na terenie kraju. Odpowiedzią terenowych władz jest ograniczenie korzystania z niej dla celów poza bytowych.
Argumentem nie do odparcia jest wyczerpywanie siębieżących zasobów, co może zagrozić jej dostawom nawet dla czysto życiowych celów mieszkańców wielu miejscowości. Proponowany kierunek rozwiązania tego problemu jest archaiczny i polega na przetrwaniu panującej suszy. Ministerstwo Klimatu i Środowiska podjęło aktywne działania mające zapobiec tej sytuacji.
Sztandarowym jego projektem jest mikroretencja, która wiąże się z przechwytywaniem deszczówki przez przydomowe instalacje. Co prawda woda ta nie nadaje się do spożycia, ale można nia podlewać ogródki i inne zielone uprawy.
Kropla wody
Jak powiedziała pani wiceminister Urszula Zielińska uruchomiliśmy program mikroretencji dla gospodarstw domowych, bo każda zatrzymana kropla wody ma dziś znaczenie. Do 8 tysiecy złotych dofinansowania i do 90 proent. kosztów inwestycji można przeznaczyć na zbiorniki na deszczówkę, studnie chłonne, systemy rozsączające czy magazynowanie wód opadowych.
To odpowiedź na wyzwania, które już obserwujemy w całej Polsce. Zabetonowane miasta coraz częściej nie radzą sobie z gwałtownymi opadami, a mieszkańcy mierzą się z podtopieniami i powodziami błyskawicznymi. Dlatego inwestujemy zarówno w przydomową retencję, jak i zielono-błękitną infrastrukturę oraz rozszczelnianie powierzchni. To nie są już wyłącznie działania środowiskowe – to inwestycje w bezpieczeństwo i odporność naszych miast oraz lokalnych społeczności na skutki zmian klimatu.
Jezioro pełne wody
Ponura sytuacja wodna w większości kraju nie dotyka jednak wielu regionów, które wcześniej zatroszczyły się o siebie nie czekając na urzędowe programy.
Jednym z nich jest rejon Szczecina, gdzie jak podaje portal samorządowy woda pitna dla aglomeracji pobierana jest z pobliskiego jeziora Miedwie, które według hydrologów nie odczuwa jej ubytku. Rzecznik prasowy szczecińskich Zakładów Wodociągowych powiedział przy tej okazji, cieszymy się, że Szczecinianie dbają o odpowiednie nawodnienie w upalne dni, ale widać także, że napełniają ogrodowe baseny i dbają o zieleń.
Dzięki modernizacjom i pełnej gotowości naszych zespołów technicznych bez problemu poradziliśmy sobie z tym letnim uderzeniem. Czystej, bezpiecznej i chłodnej wody w Szczecinie nie zabrakło.
Woda dla Lubina i KGHM
Rozwiązanie zaopatrzenia w wody pitne największego krajowego potentata górniczego oraz mieszkańców pobliskich miast i osiedli można uznać za przykładowe, gdyż zapewne takich sytuacji jest więcej. Odkrycie w 1957 roku złóż rud miedzi w rejonie Lubina spowodowało szybki rozwój regionu.
Wzrastała ilość mieszkańców, pracowników oraz zakładów przemysłowych. Dostęp do wody stał się jednym z priorytetów zagospodarowania tego regionu. Szczegółowe badania jakie przeprowadzono dla tego celu spowodowały odkrycie kilku polodowcowych rynien erozyjnych wypełnionych piaskami i żwirami o miąższości ok. 20 m.
Strop warstwy wodonośnej znajduje się najczęściej do kilku metrów pod powierzchnią terenu, a niekiedy głębiej (kilkanaście lub 20-30 m). Miąższość tego poziomu może osiągać około 40 m (najczęściej do 20 m). Istnieją tu dwa systemy zaopatrzenia w wodę dla miasta Lubina i KGHM, korzystających z polodowcowych struktur wodonośnych.
Ujecie Koźlice dla miasta Lubina składa się z 10 studni głębinowych, które w okresie rozwoju miasta dawały do 24 000 metrów sześciennych wody na dobę. Obecnie tylko 10 000, ze względu na spadek ludności, koszta i oszczędności. Kilka podobnych rozwiązań zastosowano również dla potrzeb KGHM, dla którego dystrybucją wody z sześciu ujęć w utworach polodowcowych zajmuje się Spółka Energetyka, która. produkuje i dystrybuuje około 4 000 000 m3 wody rocznie dla odbiorców przemysłowych z Grupy Kapitałowej KGHM Polska Miedź S.A. oraz zakładów na terenie gminy Lubin, Polkowice, Rudna, Warta Bolesławiecka, Złotoryja, Chocianów, Głogów, Jerzmanowa oraz Żukowice oraz dla odbiorców indywidualnych i zbiorowych. Łączna ich wydajność wynosi 2700 metrów sześciennych na godzinę.
Zasobów wody nie brakuje
Zasoby dyspozycyjne wód podziemnych w Polsce wynoszą 33,7 milionów m3 na dobę, czyli około 900 litrów wody na jednego mieszkańca dziennie. Według raportu rządowego z 2021 roku, wielkość odnawialnych zasobów wody słodkiej przypadająca na jednego mieszkańca Polski wynosi niecałe 1600 m3 na mieszkańca rocznie, co wskazuje na zagrożenie stresem wodnym.
Raport ten zaznacza, że w blisko połowie krajów UE zasoby świeżej wody są niepokojąco niskie (poniżej 3000 m3 na osobę), w tym w Polsce, na Malcie, Cyprze i w Czechach są poniżej poziomu bezpieczeństwa wodnego. Dzieje się to w sytuacji gdy według podległego Ministerstwu Klimatu i Środwiska Państwowego Instytutu Geologicznego (PIG) w Warszawie w skali kraju zużywamy jedynie 20 proc. dostępnych do zagospodarowania zasobów wody pitnej. Dlaczego nie zagospodarowuje się owych 80 procentzasobów wod podziemnych pozostaje tajemnicą tegoż ministerstwa.
Cywilizacyjna konieczność
Jak dotychczas istniejące już rozwiązania problemów wodnych w wielu miastach i ośrodkach gospodarczych kraju wyczerpuje dalsze idące w tym kierunku innowacje. Dlatego, że dotychczas problematyka ta była podejmowana stosownie do lokalnej potrzeby. I na ogół po dokonanym rozpoznaniu, osiągano zadowalający efekt w skali zakładu, miasta, osiedla, czy innej zbiorowości.
Można na tym poprzestać i z wspomnianych darówprzyrody korzystać stosownie do potrzeby. Te zaś realizowane są według posiadanych na ten cel funduszy. Jak wiadomo większy ośrodek, miasto, czy zakład produkcyjny łatwiej je może zdobyć dla realizacji swojego celu wodnego. Ludność Polski w około 60 procentach zamieszkuje w miastach, które mogą przeznaczyć na ten cel większe lub mniejsze nakłady finansowe.
Około 15 milionów ludzi mieszka na wsi, która zaopatruje w żywność siebie i owe 60 procent miejskiej populacji. Wieś jest na ogół rozproszona, a zbiorowe wodociągi należą tu do rzadkości, nie mówiąc już o potrzebie nawadniania pól i ogrodów w czasie suszy. Brak wody dla celów rolniczych odbija się negatywnie na całej populacji. Z tego powodu szersze aniżeli dotychczas wykorzystanie wód w rozproszonych strukturach podziemnych staje się już koniecznością cywilizacyjną.
Woda na Saharze
W drugiej połowie XX wieku podczas poszukiwania ropy naftowej na jednej z najbardziej suchych pustyń na Saharze odkryto gigantyczne ilości wód podziemnych, których zasoby oceniono na 150 kilometrów sześciennych wody pitnej.
Według wyliczeń Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA), Nubijski System Wodonośny Piaskowca ukrywa w sobie od 150 do 500 tysięcykilometrów. sześciennych wody, co stanowi równowartość siedmiu Mórz Bałtyckich lub 500 lat przepływu Nilu.
Na bazie tego zbiornika Libia wybudowała gigantyczną sieć rurociągów o długości 4 000 kilometrów o średnicy 4 metrów składającą się z betonowych modułów odługości 7,5 metra, układnych w wykopach doprowadzając miliony metrów sześciennych do nadbrzeżnych miast tego kraju.
Dotąd miasta te ze stolica w Trypolisie cierpiały na jej chroniczny brak. Zasoby tej wody uznawane dotąd za nieodnawialne, według najnowszych badań satelitarnych są uzupełniane, bo pomimo kilkudziesięciu już lat eksploatacji, utrzymywane sa na tym samym poziomie.
Inwestycje te realizowane były przez rząd Libii iówczesnego prezydenta Kadafiego. Jednym z inżynierów budujących ten rurociąg był Polak Witold Stanisław Michałowski, który realizację tego projektu opisał w wydawanym przez siebeczasopiśmie „Rurociągi”.

