Czy polski przemysł chemiczny udźwignie koszty unijnych regulacji?

Polski przemysł chemiczny znajduje się w 2026 roku w sytuacji, którą przedstawiciele branży określają mianem walki o przetrwanie w perspektywie najbliższych kwartałów. Branża, będąca fundamentem praktycznie wszystkich innych gałęzi przemysłu – od energetyki przez budownictwo, rolnictwo, farmację, aż po przemysł obronny – mierzy się z kumulacją obciążeń regulacyjnych, które w połączeniu z wysokimi cenami energii i globalną konkurencją doprowadziły do utraty konkurencyjności na niespotykaną dotąd skalę.

Dane liczbowe obrazujące kondycję europejskiego przemysłu chemicznego są nieubłagane. W latach 2022–2025 ogłoszono zamknięcie około 37 milionów ton mocy produkcyjnych w europejskim przemyśle chemicznym, co odpowiada około 9 procent zdolności sektora. W tym samym czasie nowe inwestycje w Europie nie nadążają za skalą wycofywania mocy – roczna zapowiadana zdolność nowych mocy produkcyjnych spadła z około 2,7 miliona ton w 2022 roku do zaledwie 0,3 miliona ton w 2025 roku. Globalna konkurencja, przede wszystkim ze strony Chin, dynamicznie rośnie. Chiny zbudowały pozycję światowego lidera branży, osiągając już 44 procent udziału w globalnym rynku chemicznym.

Produkcja chemiczna w Unii Europejskiej działa obecnie o około 9,1 procent poniżej swoich nominalnych zdolności produkcyjnych sprzed kryzysu covidowego. Oznacza to, że mniej więcej co dziesiąta instalacja produkcyjna w Europie stoi nieużywana. W ciągu pierwszych ośmiu miesięcy 2025 roku eksport chemikaliów ze Wspólnoty systematycznie spadał, a tegoroczna produkcja chemiczna w 27 krajach Unii Europejskiej ma skurczyć się o kolejne kilka procent. Polska branża chemiczna, choć wciąż pozostaje jednym z ważniejszych graczy w regionie, nie jest w stanie uciec od tych trendów.

Minister finansów Andrzej Domański podczas European Chemical Industry Forum w 2026 roku podkreślał strategiczne znaczenie sektora: „Dziś musimy powiedzieć to jasno i odpowiedzialnie: odporność gospodarcza Europy zaczyna się od odporności jej podstawowych sektorów. To właśnie od przemysłu chemicznego zaczyna się każdy nowoczesny łańcuch wartości. Bez niego nie ma nowoczesnej energetyki, nowoczesnego budownictwa, nowoczesnego rolnictwa, farmacji ani przemysłu obronnego”. Jednocześnie jednak politycy zdają się nie nadążać z działaniami chroniącymi ten kluczowy sektor.

Zapisz się do newslettera!

Od opłaty środowiskowej do kosztu decydującego o bycie

System handlu uprawnieniami do emisji był przez lata traktowany jako techniczny dodatek do gospodarki. Dziś stał się jednym z kluczowych czynników decydujących o tym, czy europejski przemysł w ogóle jest konkurencyjny. Jak ujmują to analitycy rynkowi, „kiedy koszt emisji CO₂ rośnie kilkunastokrotnie, to przestaje być już tylko »opłatą środowiskową«, a całość zaczyna być jednym z kluczowych kosztów dla prowadzenia biznesu, zwłaszcza w energochłonnym przemyśle. Bo nagle nie chodzi już o to, ile zarabiasz, tylko o to, czy w ogóle jesteś w stanie produkować w Europie i konkurować z resztą świata”.

Koszty zakupu uprawnień do emisji CO₂ stanowią dla polskich przedsiębiorstw coraz większe obciążenie, sięgając w skali całej gospodarki miliardów złotych rocznie. Dla przemysłu chemicznego, który jest jednym z najbardziej energochłonnych sektorów, koszty te stanowią bezpośrednie obciążenie marż i konkurencyjności. Kluczowym problemem jest perspektywa całkowitego wygaszenia darmowych uprawnień do emisji do 2034 roku. Zgodnie z obowiązującymi regulacjami unijne limity uprawnień w ETS1 osiągają poziom zerowy już pod koniec lat 30., a po połączeniu ETS1 z ETS2 – nawet na początku lat 40.

Założony liniowy współczynnik redukcji zakłada, że przemysł energochłonny, w tym chemiczny, oraz powiązana z nim energetyka, powinny w tym czasie osiągnąć zerowe emisje netto. Tymczasem – jak podkreśla Polska Izba Przemysłu Chemicznego – przemysł unijny mierzy się z szeregiem barier związanych z osiągnięciem redukcji pozostałych emisji w skali przemysłowej, głównie z powodu braku wymaganej infrastruktury, zwłaszcza w obszarach energii elektrycznej, gazu i wodoru, transportu i magazynowania CO₂ czy zarządzania zasobami. W ocenie PIPC obecna trajektoria redukcji emisji nie odpowiada aktualnym możliwościom technologicznym ani realiom inwestycyjnym i nie uwzględnia poziomu rozwoju infrastruktury ani tempa wdrażania innowacji.

Graniczny podatek węglowy, który nie rozwiązuje problemu

Od 1 stycznia 2026 roku w całej Unii Europejskiej w pełni wdrożono mechanizm CBAM (Carbon Border Adjustment Mechanism), czyli graniczny podatek węglowy. Jego celem jest wyrównywanie cen sprowadzanych do Unii produktów z uwzględnieniem kosztów związanych z emisjami CO₂. Importerzy produktów na teren UE muszą raportować emisje CO₂ i nabywać certyfikaty CBAM, których cena odzwierciedla koszt uprawnień do emisji w systemie EU ETS.

Polska Izba Przemysłu Chemicznego ocenia jednak, że sam CBAM nie wystarczy, aby zlikwidować różnice w kosztach produkcji między UE a resztą świata. W przypadku, kiedy produkcja przenosi się poza Europę, do krajów o łagodniejszych regulacjach środowiskowych, emisje nie spadają – zmienia się jedynie lokalizacja, co określa się mianem ucieczki emisji (carbon leakage). Konsekwencjami takiego działania są utrata miejsc pracy, spadek PKB oraz osłabienie strategicznej niezależności UE. Przemysł chemiczny, jako sektor wysoko energochłonny i zaangażowany w handel międzynarodowy, jest szczególnie narażony na presję kosztową i relokację produkcji.

PIPC postuluje utrzymanie darmowych emisji CO₂ do 2030 roku oraz wprowadzenie rozwiązań zmuszających importerów do raportowania rzeczywistych emisji. Izba zwraca uwagę, że weryfikacja danych pochodzących spoza Unii będzie trudna, a sam mechanizm CBAM wymaga doprecyzowania, zwłaszcza w zakresie metod obliczania emisji dla produktów importowanych.

Przewaga konkurencyjna Chin i USA

Obok systemu ETS i CBAM, kluczowym obciążeniem dla polskiego przemysłu chemicznego pozostają koszty energii. Sektor chemiczny należy do najbardziej energochłonnych gałęzi przemysłu, dlatego jednym z najważniejszych czynników wpływających na jego funkcjonowanie są obecnie koszty energii. Rynki energii w ostatnich latach charakteryzują się wyraźnie większą zmiennością niż przed pandemią.

W okresie styczeń–lipiec 2025 roku ceny gazu w Unii Europejskiej były trzykrotnie wyższe niż w Stanach Zjednoczonych. To fundamentalnie podważa konkurencyjność unijnych producentów chemicznych wobec konkurencji z USA, gdzie energia jest znacznie tańsza. Polska znajduje się w tym kontekście w szczególnie niekorzystnej sytuacji. Jak wynika z danych cytowanych na łamach WNP, przemysł energochłonny w Polsce ma końcowe ceny energii wyższe niż w Niemczech o 25 procent i wyższe niż we Francji aż o 113 procent. Według raportu cytowanego przez portal GramwZielone, końcowa cena energii elektrycznej dla przemysłu energochłonnego w Polsce wyniosła w 2024 roku 166,9 euro za MWh.

W marcu 2026 roku ceny ropy Brent plasowały się w przedziale 100–105 dolarów za baryłkę, a ceny gazu ziemnego według notowań na Dutch TTF wynosiły około 50 euro za MWh. Oznacza to, że przemysł chemiczny nadal funkcjonuje przy wyraźnie wyższych kosztach energii niż przed kryzysem energetycznym. Dodatkową niepewność wprowadzają napięcia geopolityczne na Bliskim Wschodzie.

Jak skomentował prezes PIPC, „już same zapowiedzi potencjalnych działań militarnych lub zakłóceń transportu surowców energetycznych przez Cieśninę Ormuz, czyli jeden z kluczowych szlaków transportu ropy i gazu na świecie, wywołują gwałtowne reakcje rynków energii. W takich warunkach ceny surowców mogą reagować niemal natychmiast na sygnały polityczne lub militarne, co wpływa na niepewność kosztową dla energochłonnych sektorów przemysłu, w tym przemysłu chemicznego”.

Co należy zmienić, aby przemysł przetrwał

Polska Izba Przemysłu Chemicznego, w opublikowanym w lipcu 2025 roku stanowisku skierowanym do Komisji Europejskiej, przedstawiła szereg rekomendacji dotyczących reformy systemu ETS. Kluczowe postulaty obejmują rozszerzenie listy sektorów zagrożonych delokalizacją, zwiększenie intensywności bezpłatnych przydziałów oraz wydłużenie okresu funkcjonowania darmowych uprawnień do emisji.

Izba zaapelowała do KE o zmianę współczynnika redukcji LRF, tak aby spadek limitów emisji był rozłożony w czasie i lepiej dopasowany do rzeczywistych możliwości transformacyjnych przemysłu. Kluczowe znaczenie ma tu dostępność konkurencyjnej cenowo zero- i niskoemisyjnej energii, rozwiązań ograniczających ryzyko inwestycyjne oraz ram wsparcia fiskalnego dla projektów dekarbonizacyjnych i cyrkularnych. Rozwiązania powinny również uwzględniać wieloletnie cykle inwestycyjne typowe dla branży chemicznej.

Zdaniem branży chemicznej sposób liczenia emisji powinien wprowadzać zachęty dla firm do utrzymania dwutlenku węgla w obiegu zamkniętym oraz uwzględniać w ramach EU ETS pełny katalog technologii przemysłowego zarządzania emisjami. W przypadku sektorów o emisyjności trudnej do obniżenia przepisy powinny wprowadzać korzyści z wychwytu CO₂ ze spalania zrównoważonej biomasy lub bezpośrednio z atmosfery oraz geologicznie składowanego lub wychwyconego CO₂ w celu przekształcenia w produkt chemiczny.

Fot. Pixabay

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com