Polska porzuca defensywną doktrynę i przygotowuje się do rażenia celów na głębokim zapleczu przeciwnika. Nowy Program Rozwoju Sił Zbrojnych RP do 2039 roku zakłada, że armia ma zdolność wykonania uderzenia wyprzedzającego, zanim potencjalny agresor zdąży zaatakować. Kluczem są rakiety dalekiego zasięgu – te już zamówione, produkowane w kraju i dopiero planowane.
Przez lata polska strategia opierała się na założeniu: bronić własnego terytorium, utrzymać linię, odpierać ataki, a dopiero potem przejść do kontruderzenia. Dziś ta logika się wyczerpała. Szef Sztabu Generalnego WP gen. Wiesław Kukuła jednoznacznie stwierdził, że same zdolności defensywne już nie wystarczą. Nowy plan to zmiana paradygmatu odstraszania – zamiast blokować atak, Polska ma karać przeciwnika na odległość setek kilometrów.
Arsenał, który ma odstraszać
Wojsko Polskie już dziś dysponuje systemami o zasięgu do 300 km – to m.in. 75 wyrzutni WR-40 Langusta z pociskami Feniks-Z, dywizjon HIMARS z 20 wyrzutniami i 208 rakietami ATACMS, a także 290 modułów koreańskich Homar-K z rakietami KTSSM Block I. Jednak prawdziwy przełom nastąpi w obszarze pocisków manewrujących o zasięgu blisko 1000 km. W lipcu 2026 roku Polska Grupa Zbrojeniowa podpisała umowę z amerykańską firmą Anduril na produkcję w Bydgoszczy pocisków Barracuda‑500M, których zasięg wynosi około 930 km. To – jak mówią wojskowi – kryzysowy gamechanger.
Równolegle w Gorzowie Wielkopolskim rusza fabryka pocisków CGR-080 – wspólne przedsięwzięcie WB Electronics i Hanwha Aerospace. Produkcja 10 tysięcy rakiet o zasięgu 80 km zapewni Polsce niezależność w zakresie amunicji rakietowej do 100 km. – Zrobiliśmy pierwszy krok do pełnej suwerenności w produkcji amunicji rakietowej – podkreślił gen. Kukuła.
Szansa na współpracę z Ukrainą
Największym wyzwaniem pozostają systemy o zasięgu powyżej 1000 km. Na razie jedyną bronią takiego zasięgu są lotnicze pociski JASSM‑ER (ok. 1000 km), których dostawy – ze względu na obciążenie amerykańskiego przemysłu – mogą opóźnić się o kilka lat. Polska rozważa zakup Tomahawków (1600 km), ale kluczowa może okazać się współpraca z Ukrainą. – Ukraina ma kompetencje, Polska ma potrzebę – przypominają analitycy. Kijów udowodnił, że potrafi produkować pociski balistyczne o zasięgu ponad 2000 km, czego nie ma żadna inna armia w Europie. Wspólny program rakietowy mógłby stworzyć pierwszy w Europie Środkowej system uderzeń dalekiego zasięgu niezależny od USA.
– Może dojść do sytuacji, kiedy w budowie Wielkiej Rosji Kreml nie zatrzyma się na Ukrainie. Polska i NATO powinny rozwijać nowe zdolności obronne. Zdolność do uderzenia wyprzedzającego jest warunkiem skutecznej obrony, która nie może polegać na czekaniu na przeciwnika – powiedział WNP gen. Stanisław Koziej, były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego. To zdanie doskonale oddaje kierunek, w jakim zmierza polska armia.
Źródło: WNP.PL, Fot. Materiały prasowe / ZOOM MON / plut. Piotr Szafarski / 16 Dywizja Zmechanizowana

