Zakład Ubezpieczeń Społecznych przekazał nowe prognozy, z których wynika, że przeciętna emerytura w 2080 r. będzie stanowić zaledwie 24,5 proc. średniego wynagrodzenia. Dr Tomasz Lasocki z Politechniki Warszawskiej nie ma wątpliwości, że w przyszłości większość Polaków będzie otrzymywać świadczenia minimalne.
Wyliczenia ZUS, do których dotarła PAP, obejmują przeciętną miesięczną emeryturę łącznie z dodatkami pielęgnacyjnymi. Wskaźnik pokazuje wysokość świadczenia w relacji do przeciętnego wynagrodzenia pomniejszonego o obligatoryjną składkę na ubezpieczenia społeczne płaconą przez ubezpieczonego. Już w 2027 r. przeciętna emerytura ma wynieść 54,1 proc. średniej pensji, a w 2030 r. 52,1 proc.
Każda kolejna dekada ma przynosić dalszy spadek: w 2040 r. do 43 proc., w 2050 r. do 34,4 proc., a w 2060 r. do 29 proc. W 2070 r. wskaźnik ma spaść do 26,1 proc., by w 2080 r. osiągnąć poziom 24,5 proc. Oznacza to, że w ciągu około pół wieku relacja emerytury do zarobków zmniejszy się ponad dwukrotnie.
Największy problem: emerytura minimalna
Dr Tomasz Lasocki z Wydziału Administracji i Nauk Społecznych Politechniki Warszawskiej zwraca uwagę, że kluczowym wyzwaniem będzie powszechność najniższych świadczeń. Jego zdaniem to właśnie w tym obszarze tkwi największy problem obecnego systemu.
– W przyszłości znaczna większość osób będzie otrzymywała minimalne emerytury i to jest największy problem obecnego systemu – powiedział dr Tomasz Lasocki w rozmowie z PAP.
Ekspert zaznaczył, że emerytury będą nominalnie rosnąć, ale ich relacja do ostatnich zarobków będzie się stopniowo obniżać. Spadek ten wynika nie ze struktury demograficznej, lecz z mechanizmu wyliczania świadczeń. Zwrócił też uwagę, że mimo większej liczby emerytów i mniejszej liczby pracujących, według szacunków ZUS na emerytury nie trzeba będzie przekazywać istotnie większego odsetka PKB niż obecnie.
– Wyjdzie na to, że algorytm podzieli te same kilkanaście procent PKB, ale na więcej osób, a więc „na głowę” każda z nich dostanie mniej – wyjaśnił ekspert.
Jak podkreślił, wypłacalność systemu nie była i nie jest zagrożona, ale trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, czy tak niskie świadczenia będą satysfakcjonujące.
Co powinno się zmienić
Obecnie prawo do emerytury minimalnej zależy od osiągnięcia wieku emerytalnego, czyli 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn, oraz udowodnienia stażu ubezpieczeniowego wynoszącego co najmniej 20 lat dla kobiet i 25 lat dla mężczyzn. Minimalna emerytura wynosi 1978,49 zł brutto. Problem w tym, że wiele osób może spełnić kryterium stażowe szybciej, niż uzbiera na koncie w ZUS kapitał pozwalający na wyliczenie świadczenia wyższego niż minimalne.
– I tu jest pewien problem, bo łatwiej jest osiągnąć 20, 25 lat składkowych i nieskładkowych niż zebrać tyle pieniędzy na koncie w ZUS i na subkoncie, żeby można było obliczyć emeryturę choćby troszeczkę wyższą niż minimalna – powiedział dr Lasocki.
Ekspert proponuje zmodyfikowanie mechanizmu obliczania minimalnej emerytury tak, aby po 25 latach składkowania od najniższego wynagrodzenia każda odprowadzona składka podwyższała przyszłe świadczenie. Chodzi o to, żeby zasada „więcej wpłacisz, więcej dostaniesz” faktycznie działała.
– Dzisiaj to tak nie działa, bo niezależnie od tego, ile zapłacimy, to i tak najprawdopodobniej dostaniemy minimalną emeryturę. To sprawia, że wielu teraz i w przyszłości będzie chciało minimalizować swój wkład do systemu – byleby tylko zebrać minimalny staż – zauważył dr Lasocki.
Wśród koniecznych zmian dr Lasocki wymienił też oskładkowanie wszystkich umów cywilnoprawnych i innych podstaw osiągania przychodów z własnej pracy, także dla studentów. Jego zdaniem to egzekwowanie konstytucyjnej zasady, że każda praca daje prawo do zabezpieczenia społecznego.
– To wyegzekwowanie prostej i wynikającej z Konstytucji zasady: jeżeli pracujesz, masz prawo do zabezpieczenia społecznego – powiedział dr Lasocki.
Ekspert opowiedział się także za wyrównaniem wieku emerytalnego dla kobiet i mężczyzn co najmniej do 65 lat. Zwraca uwagę, że decyzja o przejściu na emeryturę powinna zależeć od kondycji zdrowotnej, a nie tylko od metryki.
– Powinniśmy patrzeć nie na to, jak długo ludzie żyją, tylko jak się czują i czy mają jeszcze siły do pracy, kiedy przechodzą na emeryturę. Wszystkie dane, a także wskazania samych zainteresowanych pokazują, że kobiety w wieku 60 lat i przez kolejne 5 lat statystycznie czują się jeszcze dobrze. To oznacza, że przedwcześnie wysyłamy kogoś na emeryturę, kto jest jeszcze w stanie pracować – powiedział dr Lasocki.
Dodatkowe pięć lat pracy po osiągnięciu wieku emerytalnego ma według eksperta przełożenie na świadczenie średniorocznie wyższe o ponad 50 proc. To jeden z argumentów za zmianą obecnych reguł.
Skalę wyzwania obrazują dane GUS i prognozy ZUS. W 2024 r. w Polsce było 7,39 mln emerytów, czyli 19,7 proc. ludności, co oznacza wzrost o 1,7 proc. w porównaniu z 2023 rokiem. ZUS szacuje, że w 2030 r. emerytów będzie 7,9 mln, w 2040 r. 8,9 mln, w 2050 r. 10,2 mln, w 2060 r. 10,6 mln, w 2070 r. 10 mln, a w 2080 r. 9,7 mln.
Źródło: money.pl, Fot. East News / PAP

