Reforma PIT pod lupą. Kto realnie zyska, a kto może stracić

Politycy prześcigają się w obietnicach dotyczących podatku PIT, ale każda z nich niesie konkretne konsekwencje dla budżetu i wybranych grup podatników. Część ekspertów ostrzega, że zmiany przygotowane z myślą o pracownikach mogą oznaczać straty dla przedsiębiorców.

Choć kampania wyborcza formalnie jeszcze się nie rozpoczęła, w Sejmie czeka już kilka projektów zmian w podatkach. Część z nich dotyczy kwoty wolnej, inne zakładają podniesienie progu podatkowego, a jeszcze inne łączą oba rozwiązania. Minister finansów Andrzej Domański podczas czwartkowego śniadania prasowego na GPW przyznał, że rząd analizuje możliwości wprowadzenia kwoty wolnej w wysokości 60 tys. zł, ale decyzja nie zapadła.

Domański przypomniał, że Polska wciąż objęta jest unijną procedurą nadmiernego deficytu, dlatego każda kosztowna zmiana podatkowa musi mieć wskazane źródła finansowania. Dodał, że trwają prace nad budżetem na 2027 rok, a rząd chce prowadzić odpowiedzialną politykę fiskalną. W tle pozostaje także ograniczona zdolność legislacyjna związana z ryzykiem prezydenckiego weta.

Pełzająca progresja uderza w pracowników

Odmrożenia progów podatkowych od miesięcy domaga się minister funduszy Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. Obecnie pierwszy próg PIT wynosi 120 tys. zł i nie był zmieniany od 2022 roku, czyli od czasu wprowadzenia Polskiego Ładu. Przez ten czas płace i inflacja znacząco wzrosły, a to sprawia, że coraz więcej osób wpada w 32-procentową stawkę.

Według danych Ministerstwa Finansów dochód przekraczający 120 tys. zł wykazało już 2 mln 411 tys. podatników. Rok wcześniej było to 1 mln 935 tys. osób. Oznacza to wzrost o 476 tys. podatników, czyli niemal o 25 proc. w ciągu zaledwie roku. Wyższą stawkę płaci obecnie blisko co dziesiąty podatnik.

Jak zauważa Piotr Juszczyk, główny doradca podatkowy inFakt, 32-procentowy PIT przestaje być podatkiem od wysokich dochodów, a staje się podatkiem od dodatkowej pracy, nadgodzin i premii. Pełzająca progresja działa jak ukryta podwyżka podatków, bo granica wejścia w wyższą stawkę nie jest waloryzowana.

W Sejmie czeka m.in. obywatelska petycja, którą popierają PiS i Konfederacja. Zakłada ona podniesienie pierwszego progu z 120 tys. do 171 tys. zł. Kwota odpowiada dwukrotności rocznej mediany wynagrodzeń według danych GUS za czerwiec 2025 r. Poseł Robert Warvas wskazywał, że petycja powinna trafić do Komisji Finansów Publicznych, gdzie znajdują się już inne projekty zmian w PIT. Z kolei Rafał Bochenk z komisji do spraw petycji powoływał się na wyliczenia ekonomistów, według których próg po uwzględnieniu wzrostu wynagrodzeń powinien dziś wynosić blisko 176 tys. zł.

Prezydencki projekt Karola Nawrockiego przewiduje natomiast podniesienie progu do 140 tys. zł. W uzasadnieniu wskazano, że zamrożone progi sprawiają, iż wyższa stawka obejmuje osoby, których zamożność realnie nie wzrosła. To mechanizm ukrytego zwiększania obciążeń fiskalnych.

Kwota wolna a wyższy próg: dwie różne obietnice

Propozycja PSL zakłada etapowe podnoszenie kwoty wolnej: do 35 tys. zł od 2027 r., 45 tys. zł od 2028 r. i 60 tys. zł od 2029 r. Jednorazowe podwojenie kwoty wolnej kosztowałoby budżet około 56 mld zł rocznie, podczas gdy wariant etapowy to wydatek rzędu 11 mld zł rocznie.

Eksperci zwracają jednak uwagę na istotne ograniczenie. Katarzyna Rupp z PKF Polska przypomina, że nie można odzyskać więcej podatku, niż faktycznie się zapłaciło. Osoby o najniższych dochodach nie wykorzystają w pełni wyższej kwoty wolnej. Przy płacy minimalnej realna korzyść to około 1,8 tys. zł rocznie, choć teoretyczny zysk z podwojenia kwoty wolnej wynosi 3,6 tys. zł.

Piotr Juszczyk wyjaśnia, że podniesienie kwoty wolnej do 35 tys. zł daje każdemu podatnikowi taką samą korzyść, czyli około 600 zł rocznie. Tyle samo zyska osoba zarabiająca płacę minimalną co podatnik z dochodem 200 tys. zł rocznie. Inaczej działa podniesienie progu do 171 tys. zł, bo korzyść rośnie wraz z dochodem i obejmuje wyłącznie tych, którzy dziś przekraczają 120 tys. zł.

– Kwota wolna oznacza symboliczną korzyść dla wszystkich. Wyższy próg daje realne oszczędności, ale tylko lepiej zarabiającym – mówi Juszczyk.

– Pytanie nie brzmi, która propozycja jest lepsza. Pytanie brzmi: komu chcemy pomóc – dodaje dr Bartosz Kubista, partner zarządzający w Kancelarii GLC.

Kubista zwraca uwagę, że stawkę 32 proc. w rozliczeniu za 2025 r. zapłaciło 2,4 mln podatników, czyli niespełna 10 proc. wszystkich płacących PIT. Dla pozostałych podniesienie progu nie oznacza żadnej zmiany. Ekspert zastrzega, że 171 tys. zł odpowiada dzisiejszej wartości progu 120 tys. zł po uwzględnieniu inflacji z lat 2022-2026, więc to raczej odmrożenie niż podatkowy prezent.

Przedsiębiorcy mogą stracić na reformie

Propozycje zmian w PIT mają także drugie dno. Część wariantów zakłada ograniczenie obecnych preferencji podatkowych, co uderzyłoby w firmy. Piotr Juszczyk przypomina, że pracownicy etatowi nie odliczają składki zdrowotnej od podatku od 2022 r., ale przedsiębiorcy na podatku liniowym mogą zaliczyć do kosztów część składki zdrowotnej. Ryczałtowcy obniżają przychód o połowę zapłaconych składek, a karta podatkowa pozwala pomniejszyć podatek o część składki.

– Osoby rozliczające się podatkiem liniowym czy ryczałtem nie korzystają z kwoty wolnej i nie skorzystają z niej również po zmianach. Jeżeli jednocześnie stracą możliwość odliczania składek, będzie to dla nich czysta strata – wskazuje Juszczyk.

Jeszcze ostrzej ocenia to dr Bartosz Kubista. Z dostępnych założeń wynika, że reforma może przewidywać ograniczenie odliczania składek na ubezpieczenia społeczne oraz likwidację kosztów uzyskania przychodu.

– To oznaczałoby opodatkowanie pieniędzy, których podatnik nigdy nie dostaje do ręki, bo trafiają bezpośrednio do ZUS. Taka konstrukcja jest po prostu niesprawiedliwa – mówi Kubista.

Ekspert dodaje, że likwidacja kosztów uzyskania przychodu zwiększa podstawę opodatkowania i może jeszcze szybciej wypychać pracowników do drugiego progu PIT.

Granica wejścia w 32-procentowy próg przy miesięcznym wynagrodzeniu 13 tys. zł brutto to w praktyce około 11,9 tys. zł brutto po uwzględnieniu składek społecznych i kosztów. Podatnik zarabiający 13 tys. zł brutto zyskałby na podniesieniu progu do 171 tys. zł około 2,3 tys. zł rocznie. Pełne korzyści odczują dopiero osoby z dochodami rzędu 20 tys. zł brutto miesięcznie.

Na razie wszystkie propozycje pozostają na papierze. Ministerstwo Finansów konsekwentnie powtarza, że najpierw trzeba znaleźć pieniądze na ich realizację.

Źródło: WNP.PL, Fot. Albert Zawada / PAP

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

Tagi:

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu