Mieszkań na sprzedaż jest coraz mniej, a ceny znów zaczynają rosnąć w wielu polskich miastach. Rynek przechodzi ze strony kupujących na stronę sprzedających.
Z danych Grupy Morizon-Gratka wynika, że w lipcu 2026 roku na wtórnym rynku mieszkaniowym było o 8,6 proc. mniej ofert niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Mniejsza podaż sprawia, że właściciele lokali rzadziej muszą schodzić z ceny, aby znaleźć nabywcę. Dotychczas to kupujący mogli wybierać spośród wielu mieszkań i negocjować stawki, teraz ich pole manewru się zawęża.
Wzrosty średnich cen ofertowych wróciły już do większości największych lokalizacji. Najmocniej podrożał Olsztyn, gdzie ceny poszły w górę o 8,2 proc. rok do roku, oraz Gdańsk ze wzrostem o 7,3 proc. Wyraźne podwyżki odnotowano również w Katowicach, gdzie ceny wzrosły o 5,4 proc., w Szczecinie o 5,2 proc., a w Krakowie i Poznaniu po 4,8 proc.
Stabilniej wygląda sytuacja w Warszawie. W lipcu średnia cena ofertowa używanego mieszkania wyniosła tam 17 794 zł za metr kwadratowy, czyli o 2,1 proc. więcej niż przed rokiem.
Banki szykują się na większy popyt
Rosnącemu zainteresowaniu zakupami towarzyszą zmiany po stronie finansowania. Z najnowszego raportu NBP wynika, że banki spodziewają się dalszego wzrostu popytu na kredyty mieszkaniowe w trzecim kwartale 2026 roku. W drugim kwartale instytucje utrzymały kryteria przyznawania hipotek, ale konkurencja na rynku sprawiła, że marże kredytowe zostały obniżone.
Skala powrotu klientów do banków jest wyraźna. W maju 2026 roku udzielono 27,6 tys. kredytów mieszkaniowych na łączną kwotę 13,1 mld zł, co oznacza wzrost odpowiednio o 46,9 proc. i 58,8 proc. w porównaniu z tym samym miesiącem rok wcześniej. Łączna wartość hipotek udzielonych od początku roku przekroczyła 60 mld zł.
Co dalej z cenami mieszkań
W tej chwili na rynek działają dwie przeciwstawne siły. Niższe koszty finansowania i oczekiwania na kolejne obniżki stóp procentowych mogą zwiększyć zdolność kredytową kolejnych osób i zachęcić je do zakupu. Część klientów uznała, że dalsze czekanie na spadki cen nie ma już sensu, skoro oferta się kurczy, a stawki wracają na ścieżkę wzrostów.
Z drugiej strony banki zapowiadają ostrzejszą politykę kredytową. Jeśli popyt będzie rósł, instytucje mogą zaostrzyć kryteria przyznawania hipotek. W praktyce dostęp do mieszkań będzie zależał od wysokości raty oraz od tego, ilu klientów banki dopuszczą do kredytu.
Źródło: WNP.PL, Fot. ArtMediaFactory / Shutterstock

