Sejm przyjął poprawki Senatu do ustawy o podatku od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych. Nowa danina ma przynieść budżetowi ok. 4 mld zł i sfinansować pakiet obniżek cen paliw. Branża paliwowa ostrzega, że podatek może uderzyć w płynność importerów i zagrozić nawet 800 stacjom.
Za senackimi poprawkami, głosowanymi łącznie, było 418 posłów, 8 było przeciw, nikt nie wstrzymał się od głosu. Ustawa przewiduje 60-proc. podatek od nadwyżki przychodów ponad poziom wyliczony według marży referencyjnej z 2025 r. powiększonej o 20 proc. Danina ma objąć ok. 20-30 podmiotów – producentów i importerów paliw. Wpływy zasilą pakiet CPN, który obniża VAT do 8 proc. i akcyzę do minimalnych poziomów unijnych.
Krytyka ze strony niezależnych graczy
Najostrzej przeciwko ustawie występuje Polska Grupa Paliwowa, reprezentująca niezależnych importerów, dystrybutorów i operatorów stacji. Organizacja apeluje do prezydenta o weto. Jej zdaniem podatek uderza nie w faktyczne nadzwyczajne zyski, ale w kapitał obrotowy firm, które w czasie wzrostu cen paliw jedynie finansowały droższy towar, transport i zapasy.
– W momencie, kiedy rośnie cena ropy naftowej, zarabiają ci, którzy tę ropę wydobywają. Jeżeli cena diesla na rynkach wzrosła z 700 do 1,5 tys. euro, to zarabia ten, kto przerabia ropę na diesla. Natomiast importer paliw jest biorcą ceny z rynku – powiedział Krzysztof Rutkowski, partner KDCP, radca prawny i przewodniczący rady nadzorczej Polskiej Grupy Paliwowej.
– Problem polega na tym, że podatek obejmuje jedynie część roku, zanim wiadomo, jaki będzie wynik całej działalności w 2026 r. Nie wiadomo, czy środki odbierane dziś firmom jako rzekome nadzwyczajne zyski nie będą dla nich konieczną poduszką finansową w drugiej połowie roku – dodał Robert Petruczuk, prezes zarządu PGP.
Ryzyko dla rynku i setek stacji
Według szacunków Rutkowskiego skutki podatku mogą być odczuwalne dla całego rynku. – Nawet 750-800 stacji paliw może ograniczyć działalność lub zostać zamkniętych w wyniku problemów z płynnością najbardziej obciążonych podmiotów. To nie jest spekulacja, to prosty rachunek strat z płynności przy efektywnym obciążeniu nadwyżki sięgającym ok. 79 proc. – wskazał. Mniejsi importerzy, pozbawieni dywersyfikacji i skali, mogą zostać wypchnięci z rynku, co osłabi konkurencję.
Orlen, największy koncern paliwowy w kraju, zachowuje ostrożność. Biuro prasowe spółki poinformowało, że koncern brał udział w konsultacjach i dostosuje się do przepisów. Nie skomentował jednak ewentualnych decyzji dotyczących członkostwa w Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego, która również krytykuje ustawę. Ustawa trafi teraz na biurko prezydenta, który może ją podpisać, zawetować lub skierować do Trybunału Konstytucyjnego.
Źródło: WNP.PL, Fot. PAP

