Sejmowa licytacja w sprawie PIT. Kto zyska, a kto dopłaci?

Przed wyborami politycy prześcigają się w podatkowych obietnicach. W Sejmie czekają projekty, które podnoszą kwotę wolną od PIT i odmrażają progi podatkowe, jednak doradcy podatkowi ostrzegają, że dla części przedsiębiorców reforma może zakończyć się stratą.


Minister finansów Andrzej Domański, pytany o podniesienie kwoty wolnej do 60 tys. zł rocznie, przyznaje, że decyzja jeszcze nie zapadła. Trwają prace nad budżetem na 2027 r., a Polska pozostaje objęta unijną procedurą nadmiernego deficytu. Zdaniem szefa resortu wprowadzenie tak kosztownej zmiany wymaga wskazania wiarygodnych źródeł pokrycia ubytku dochodów, a ryzyko prezydenckiego weta wobec części ustaw nie ułatwia sprawy.

W grze są dwa główne pomysły. Pierwszy, z PSL, zakłada stopniowe podnoszenie kwoty wolnej do 35 tys. zł od 2027 r., 45 tys. zł od 2028 r. i 60 tys. zł od 2029 r. Drugi, w postaci obywatelskiej petycji wspieranej przez PiS i Konfederację, przewiduje podniesienie pierwszego progu podatkowego z 120 tys. zł do 171 tys. zł. Propozycja zakłada automatyczną waloryzację progu w oparciu o medianę wynagrodzeń, podczas gdy obecny próg pozostaje zamrożony od 2022 r.

Skalę problemu widać w danych Ministerstwa Finansów. W rozliczeniu za ubiegły rok próg 120 tys. zł przekroczyło 2 mln 411 tys. podatników, o 476 tys. więcej niż rok wcześniej. To wzrost o blisko jedną czwartą, a wyższą 32-proc. stawkę płaci już niemal co dziesiąty podatnik. Coraz częściej obejmuje także osoby dorabiające w nadgodzinach lub otrzymujące premie, a nie wyłącznie najlepiej zarabiających menedżerów.

Kwota wolna czy wyższy próg?

Podniesienie kwoty wolnej do 35 tys. zł oznacza dla każdego podatnika rozliczającego się według skali około 600 zł oszczędności rocznie, niezależnie od dochodów. Podniesienie progu do 171 tys. zł dałoby korzyść wyłącznie osobom osiągającym obecnie ponad 120 tys. zł, a im wyższe zarobki, tym większa ulga.

Te zmiany rozwiązują różne problemy. Wyższa kwota wolna obniża podatek wszystkim płacącym PIT, natomiast waloryzacja progu chroni przed pełzającą progresją, czyli wpadaniem w 32-proc. stawkę z powodu inflacji i wzrostu nominalnych pensji.

– Kwota wolna oznacza symboliczną korzyść dla wszystkich. Wyższy próg daje realne oszczędności, ale tylko lepiej zarabiającym – mówi Piotr Juszczyk, główny doradca podatkowy inFakt.

– Pytanie nie brzmi, która propozycja jest lepsza. Pytanie brzmi: komu chcemy pomóc – dodaje dr Bartosz Kubista, partner zarządzający, adwokat i doradca podatkowy w Kancelarii GLC.

Za wariantem PSL przemawia niższy koszt. Jednorazowe podwojenie kwoty wolnej oznaczałoby ubytek dochodów budżetu w wysokości około 56 mld zł rocznie, podczas gdy wariant etapowy to wydatek rzędu 11 mld zł rocznie. Katarzyna Rupp, doradczyni podatkowa w PKF Polska, zwraca uwagę, że mechanizm podatkowy nie pozwala odzyskać więcej, niż wynosi zapłacony podatek. Dlatego przy płacy minimalnej korzyść sięgnie około 1,8 tys. zł, a nie teoretyczne 3,6 tys. zł, a pełną ulgę wykorzystają dopiero podatnicy osiągający wyższe dochody.

Przedsiębiorcy na straconej pozycji?

Kolejne ryzyko dotyczy firm. Pracownicy etatowi od 2022 r. nie odliczają składki zdrowotnej od podatku, więc wyższa kwota wolna oznacza dla nich niższy PIT. Inaczej wygląda sytuacja osób rozliczających się podatkiem liniowym, ryczałtem lub kartą podatkową, które nie korzystają z kwoty wolnej. Dziś część składek mogą odliczyć: liniowcy zaliczają je do kosztów, ryczałtowcy obniżają przychód o połowę zapłaconych składek, a karta podatkowa pozwala pomniejszyć podatek.

– Jeżeli jednocześnie stracą możliwość odliczania składek, będzie to dla nich czysta strata – oddadzą preferencję podatkową, nie dostając nic w zamian – tłumaczy Piotr Juszczyk.

Dr Bartosz Kubista zwraca uwagę, że w założeniach reformy może znaleźć się ograniczenie odliczania składek społecznych oraz likwidacja kosztów uzyskania przychodu. Jego zdaniem oznaczałoby to opodatkowanie pieniędzy, które trafiają do ZUS, zanim pracownik dostanie je do ręki.

– To oznaczałoby opodatkowanie pieniędzy, których podatnik nigdy nie dostaje do ręki, bo trafiają bezpośrednio do ZUS. Taka konstrukcja jest po prostu niesprawiedliwa – komentuje Kubista.

Kubista przypomina też, że próg 171 tys. zł odpowiada w przybliżeniu wartości progu 120 tys. zł po uwzględnieniu inflacji od 2022 do 2026 r., dlatego nie można mówić o podatkowym prezencie dla najlepiej zarabiających. Często powtarzana granica 13 tys. zł brutto miesięcznie jest zdaniem eksperta uproszczeniem: po odliczeniu składek i kosztów drugi próg zaczyna się realnie przy około 11,9 tys. zł brutto. Przy nowym progu podatnik zarabiający 13 tys. zł brutto zyskałby około 2,3 tys. zł rocznie, a pełne korzyści odczują dopiero osoby z dochodami rzędu 20 tys. zł brutto miesięcznie i wyższymi.

Petycja o próg 171 tys. zł przez blisko pół roku czekała bez rozpatrzenia. Pod koniec maja, gdy minister funduszy Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz nagłośniła temat odmrożenia progów, Komisja do Spraw Petycji mimo sprzeciwu Ministerstwa Finansów przekazała ją do Komisji Finansów Publicznych. Referujący sprawę poseł Robert Warvas (PiS) wskazywał, że w komisji czekają już kolejne projekty zmian w PIT, a przewodniczący komisji Rafał Bochenk (PiS) przytoczył wyliczenia, według których próg powinien wynosić blisko 176 tys. zł. Wśród czekających projektów jest też prezydencka propozycja Karola Nawrockiego zakładająca próg 140 tys. zł. Ministerstwo Finansów odpowiada, że zanim cokolwiek się zmieni, musi znaleźć pieniądze na pokrycie ubytku w dochodach.

Źródło: WNP.PL, Fot. Albert Zawada / PAP

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

Tagi:

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu