Sojusznik Polski słaby jak nigdy dotąd. Okręty w opłakanym stanie

Brytyjska flota wojenna, niegdyś fundament obrony Królestwa, przeżywa najgłębszy kryzys od stuleci. Royal Navy dysponuje dziś zaledwie kilkunastoma okrętami, które muszą chronić globalne interesy i wypełniać zobowiązania NATO. W tym samym czasie rosyjska fregata Nieustraszymyj przeprowadziła ćwiczenia z ostrą amunicją zaledwie 75 km od Plymouth, demonstrując siłę w momencie wyjątkowej słabości brytyjskiego sojusznika.

20 lipca 2026 roku rosyjska fregata Nieustraszymyj rozpoczęła ćwiczenia z użyciem ostrej amunicji na wodach międzynarodowych, około 75 km od Plymouth. Choć manewry były zgodne z prawem międzynarodowym, ich lokalizacja i czas nie były przypadkowe. Portal WP podaje, że Rosjanie prowokacyjnie manifestują siłę, choć sam okręt to przestarzała jednostka o znikomym potencjale bojowym. Dla NATO problemem jest jednak nie tyle sama rosyjska demonstracja, co fakt, że zbiega się ona z wyjątkową słabością brytyjskiej marynarki.

Wielka Brytania znajduje się w trakcie ambitnego programu modernizacyjnego, którego rezultatem ma być siedem uderzeniowych atomowych okrętów podwodnych typu Astute. Każda z tych jednostek ma 97 metrów długości i wyporność 7,4 tys. ton. Są uzbrojone w pociski manewrujące Tomahawk, przeciwokrętowe Harpoon i torpedy. Jednak plany modernizacyjne nie zmieniają obrazu stanu faktycznego – Royal Navy dysponuje obecnie zaledwie kilkunastoma okrętami, które muszą chronić globalne interesy byłego imperium i wypełniać zadania w misjach NATO.

Rosyjska demonstracja siły na tle słabości sojusznika

Rosyjska fregata Nieustraszymyj to przestarzały okręt, ale jej obecność u wybrzeży Wielkiej Brytanii ma wymiar polityczny. Manewry odbyły się w bezpośrednim sąsiedztwie bazy morskiej Plymouth, co trudno uznać za przypadek. W praktyce oznacza to, że Rosja testuje gotowość bojową sojuszu atlantyckiego, wykorzystując moment, gdy brytyjska marynarka jest w najsłabszym punkcie od dziesięcioleci. Eksperci podkreślają, że taka demonstracja siły na przestarzałym sprzęcie to przede wszystkim sygnał polityczny – pokazanie, że Londyn nie jest w stanie skutecznie odpowiedzieć na taką prowokację.

Geopolityczne konsekwencje kryzysu Royal Navy

Stan brytyjskiej floty ma bezpośrednie przełożenie na bezpieczeństwo Europy, w tym Polski. W zrozumiały staje się fakt, że apele Donalda Trumpa o wysłanie brytyjskich okrętów w rejon Cieśniny Ormuz spotkały się z odmową Londynu. Po latach oszczędzania na morskiej flocie Wielka Brytania ma obecnie za mało jednostek, by realnie uczestniczyć w misjach na kilku frontach jednocześnie. Royal Navy jest cieniem swojej dawnej potęgi, a ewentualna zmiana tego stanu rzeczy to kwestia lat – nawet przy przyspieszonym programie budowy nowych okrętów podwodnych typu Astute.

Dla Polski, której bezpieczeństwo w dużej mierze opiera się na sojuszach w ramach NATO, kondycja Royal Navy ma znaczenie strategiczne. W sytuacji potencjalnego konfliktu z Rosją, każdy sprawny okręt sojusznika jest na wagę złota. Tymczasem brytyjska marynarka, niegdyś najpotężniejsza na świecie, dziś ledwo utrzymuje w gotowości kilkanaście jednostek. To sygnał, że sojusznik, na którym Warszawa liczy, jest słabszy niż kiedykolwiek wcześniej.

Źródło: WNP.PL, Fot. travelarium.ph / Shutterstock

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

Tagi:

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu