Unia Europejska stoi przed decyzją w sprawie dalszego wsparcia dla producentów stali elektrotechnicznej GOES. Producenci surowca alarmują, że napływ importu wymyka się spod kontroli, a branża transformatorowa domaga się zniesienia ochrony, bo bariery ograniczają im dostęp do potrzebnych gatunków stali.
Spór o stal elektrotechniczną o ziarnach zorientowanych (GOES) trwa od lat. Unijne środki ochronne obowiązują od 2015 roku, a na rynku działają jedynie dwa zakłady: niemiecki Thyssenkrupp i polski Stalprodukt. Obie spółki przekonują, że istniejące mechanizmy antydumpingowe nie są w stanie powstrzymać taniego importu, a ich wyniki finansowe stale się pogarszają.
Thyssenkrupp już w marcu zapowiedział trzymiesięczne wstrzymanie produkcji we francuskim Isbergues. Wcześniej, na przełomie roku, koncern zawiesił pracę w swoich zakładach w Isbergues i Gelsenkirchen, a od stycznia oba zakłady działały na poziomie zaledwie 50 proc. mocy.
– Biorąc pod uwagę niszczycielski napływ importu na rynek stali elektrotechnicznej o ziarnach zorientowanych, nie widzimy alternatywy dla dalszego, tymczasowego zamknięcia naszego francuskiego zakładu. Ten środek jest konieczny, aby ustabilizować naszą firmę w obliczu dalszego pogorszenia sytuacji w zakresie zamówień. Ceny importowe są czasami znacznie niższe niż koszty produkcji w UE – powiedział Angelo Di Martino, prezes zarządu Thyssenkrupp Electrical Steel.
Huty: istniejąca ochrona nie wystarcza
Według danych Thyssenkruppa wolumen importu GOES potroił się od 2022 roku, a w 2025 roku zwiększył się o kolejne 50 proc. Zagraniczni dostawcy mają już ponad połowę unijnego rynku, co przekłada się na drastyczny spadek zamówień i duże niewykorzystanie mocy produkcyjnych.
Stalprodukt w raporcie za pierwszy kwartał poinformował z kolei, że sprzedaż blach transformatorowych spadła o 35,1 proc. w wolumenie i o 20 proc. w cenach. Przychody z tego segmentu zmniejszyły się o 47,1 proc.
Mimo to Thyssenkrupp ocenia, że rynek GOES pozostaje atrakcyjny. Według badań, na które powołuje się koncern, globalne zapotrzebowanie na tę stal ma się potroić do 2050 roku.
Branża transformatorowa broni otwarcia rynku
Zupełnie inne stanowisko zajmują producenci urządzeń elektrycznych. Stowarzyszenie T&D Europe, zrzeszające dostawców technologii sieciowych, zwraca uwagę, że unijni producenci stali pokrywają zaledwie połowę realnego zapotrzebowania, a import uzupełnia pozostałą część rynku. Do stowarzyszenia należy 80 firm zatrudniających ponad 20 tys. osób.
Hiszpańskie stowarzyszenie AFBEL dodaje, że w przypadku wyższych gatunków GOES, używanych w transformatorach energooszczędnych, lokalne dostawy pokrywają jedynie 27 proc. popytu, a niedobór sięga około 150 tys. ton.
T&D Europe przekonuje, że stosowane od 2015 roku minimalne ceny importowe nie zwiększyły unijnej produkcji ani dostępności lepszych gatunków. Stowarzyszenie dostrzega znaczenie lokalnej produkcji, ale oczekuje od unijnej administracji innych narzędzi niż zamykanie rynku.
AFBEL wylicza z kolei, że utrzymanie obecnych środków podniesie koszty transformatorów nawet o 30 proc. i obciąży przemysł oraz gospodarstwa domowe sumą do 800 mln euro rocznie.
– Ochrona europejskiej produkcji blach magnetycznych jest ważna, ale bez zagwarantowania konkurencyjności producentów transformatorów może prowadzić do wzrostu kosztów sieci, opóźnień w realizacji projektów i osłabienia europejskiego łańcucha dostaw energii elektrycznej. Nie da się chronić jednego ogniwa, osłabiając kolejne – powiedział Mar Duque, dyrektor generalny AFBEL.
Od stycznia bieżącego roku obowiązuje też mechanizm CBAM. Zdaniem stowarzyszeń dotychczasowa polityka handlowa nie poprawiła sytuacji unijnych producentów stali, a szkodzi wytwórcom transformatorów. O przyszłości regulacji i konkurencyjności europejskiego hutnictwa będzie mowa podczas Future Mining Forum & Expo, które w dniach od 9 do 11 września 2026 roku odbędzie się w Katowicach. Wydarzenie ma być centrum globalnego dialogu o przyszłości sektora wydobywczego, hutniczego i surowcowego.
Źródło: WNP.PL, Fot. Thyssenkrupp Steel

