Polska nigdy nie była w takim momencie. Dziesiątki tysięcy firm założonych u zarania kapitalizmu, w latach 90., właśnie przechodzi największy test w swojej historii. To nie jest już tylko kwestia zarządzania czy zysków, ale fundamentalne pytanie o to, kto przejmie odpowiedzialność za polską gospodarkę i czy nowe pokolenie ma ambicje, by poprowadzić ją dalej. Zmiana pokoleniowa w polskim biznesie właśnie nabiera tempa, a jej skutki będą odczuwalne przez dekady.
Jeszcze kilkanaście lat temu polska gospodarka była budowana przez pionierów, ludzi którzy w 1989 roku zobaczyli szansę tam, gdzie inni widzieli tylko chaos. To oni zakładali firmy od zera, często w kuchniach, garażach i prowizorycznych biurach. Dziś ich przedsiębiorstwa mają często 30, 40, a nawet 50 lat. Ich założyciele i właściciele wchodzą w wiek emerytalny, a przed nimi stoi najtrudniejsze zadanie: przekazanie dorobku życia następcom.
Skala tego wyzwania jest ogromna. Firmy rodzinne stanowią ponad 70 procent wszystkich przedsiębiorstw w Polsce i generują większość miejsc pracy w sektorze prywatnym. To w nich koncentruje się również większość prywatnych majątków polskich przedsiębiorców. Szacuje się, że do 2030 roku od 60 do 80 tysięcy polskich firm rodzinnych będzie musiało zmierzyć się z procesem sukcesji. To oznacza, że w ciągu zaledwie kilku lat zmieni się oblicze całej polskiej gospodarki.
Nadchodzi fala sukcesji. Kto przejmie stery polskiego biznesu?
Dane są jednoznaczne: pierwsze pokolenie wciąż trzyma większość firm w swoich rękach, ale czas pracuje na ich niekorzyść. Ponad połowę firm rodzinnych w Polsce wciąż prowadzi pierwsze pokolenie założycieli, którzy swój biznes budowali od początku transformacji po 1989 roku. Drugie pokolenie zarządza już 34 procentami przedsiębiorstw, trzecie 11 procentami, a zaledwie 4 procent firm znajduje się w rękach czwartego lub kolejnych pokoleń.
Jeszcze bardziej niepokojący jest fakt, że aż 36 procent przedsiębiorstw jest zarządzanych wyłącznie przez nestora. W praktyce oznacza to, że w przypadku choroby lub nagłego zdarzenia firma może z dnia na dzień zostać pozbawiona jedynego decydenta. To sytuacja, która w pojedynczych przypadkach może oznaczać upadek biznesu, a w skali całej gospodarki poważne zaburzenia na rynku pracy i w łańcuchach dostaw.
Proces sukcesji nie jest jednak prosty, a samo posiadanie dzieci nie gwarantuje, że firma zostanie przekazana dalej. Badania pokazują, że sukcesorzy dzielą się na trzy zasadnicze grupy. Najmniej liczną, ale najbardziej pożądaną, są sukcesorzy kompletni, czyli przygotowani, kompetentni i cieszący się autorytetem wśród pracowników. Drugą grupę stanowią sukcesorzy nieobecni, czyli młodzi ludzie, którzy od początku wybierają własną drogę, nie chcą przejmować rodzinnego biznesu i stawiają na niezależność. Największym wyzwaniem okazuje się jednak trzecia grupa, czyli osoby obecne w firmie, ale nieprzygotowane do przejęcia odpowiedzialności, które często pozostają w cieniu założyciela.
Sukcesorzy niechętni i zbuntowani. Rewolucja w rodzinnych firmach
Coraz częściej zdarza się, że dzieci założycieli nie chcą kontynuować rodzinnego biznesu. Jak pokazują historie opisane w Forbes, wiele z nich, zwłaszcza kobiet, początkowo w ogóle nie zamierzało pracować w firmach rodziców. Dopiero później, często pod wpływem okoliczności lub własnych przemyśleń, decydowały się wejść do gry. Przykładem jest Karolina Olejniczak, która jako nastolatka marzyła o tym, żeby wyrwać się w świat i nie miała zamiaru przejmować rodzinnej drukarni. Z kolei Patrycja Cierocka-Szumichora, która przejęła firmę odzieżową Patrizia Aryton, pracuje w niej niemal od urodzenia, już jako dziecko jeździła z rodzicami po Europie w poszukiwaniu dostawców tkanin. Mimo, że była przygotowywana do przejęcia firmy od najmłodszych lat, dopiero pandemia okazała się momentem przełomowym, gdy zaczęła zastępować ojca w zarządzaniu.
Te historie pokazują, że sukcesja to nie tylko formalne przekazanie udziałów, ale przede wszystkim proces przygotowania człowieka, który będzie potrafił rozwijać firmę w świecie sztucznej inteligencji, cyfryzacji i globalnej konkurencji. To proces, który trwa latami i wymaga od obu stron, zarówno przekazującego, jak i przejmującego, ogromnej cierpliwości, zrozumienia i gotowości do zmiany.
Czy młode pokolenie myśli inaczej?
Nowe pokolenie sukcesorów różni się od swoich rodziców pod wieloma względami. Wychowani w erze globalizacji i innowacji, często lepiej rozumieją globalne trendy, są bardziej otwarci na współpracę i bardziej świadomi znaczenia odpowiedzialności społecznej. Ich podejście do zarządzania firmą i majątkiem jest inne, częściej stawiają na profesjonalne zarządzanie, cyfryzację i innowacje.
Jak wskazuje raport Mariański Group, w firmach zarządzanych przez drugie pokolenie wyraźnie widać, że to sukcesorzy są najczęściej motorami zmian. To oni wdrażają systemy oparte na danych, wprowadzają narzędzia controllingu i szukają kapitału na dalszy rozwój. Są również bardziej skłonni do inwestowania w technologie i cyfryzację procesów, choć na razie tylko około jedna piąta firm ma sformalizowaną strategię digitalizacji.
Równocześnie jednak młodzi Polacy nie garną się do zakładania własnych firm. Zaledwie 3 procent młodych Polaków chce zakładać własne firmy, to jeden z najniższych wskaźników na świecie. To zjawisko niepokoi ekonomistów, ponieważ oznacza, że Polska może mieć problem z napływem nowych, innowacyjnych przedsiębiorstw, które w przyszłości mogłyby zastąpić te, które znikną z rynku w wyniku nieudanej sukcesji.
Transformacja cyfrowa i AI jako pole do popisu dla nowego pokolenia
Jednym z obszarów, w których nowe pokolenie może wnieść najwięcej, jest transformacja cyfrowa. Właściciele firm rodzinnych wprost mówią, że cyfryzacja staje się inwestycją w wycenę całej grupy rodzinnej. Dobrze poukładane procesy, raportowanie, automatyzacja, wszystko to oznacza większą efektywność i lepszą czytelność biznesu dla potencjalnych inwestorów, banków czy następców.
Tymczasem aż 43 procent firm rodzinnych deklaruje, że brak nowoczesnych technologii ogranicza ich rozwój. Około 30 procent eksperymentuje już z rozwiązaniami AI, ale to wciąż kropla w morzu potrzeb. Nowe pokolenie, wychowane w erze cyfrowej, ma naturalną przewagę w tym obszarze. To one często lepiej rozumieją potencjał sztucznej inteligencji, automatyzacji i analizy danych, co może stać się kluczowym atutem w nadchodzących latach.
Polskie firmy rodzinne coraz śmielej stawiają czoła wyzwaniom związanym z długoterminowym planowaniem sukcesji oraz zarządzaniem majątkiem. Coraz więcej przedsiębiorców dostrzega, że sukcesja to nie tylko przekazanie biznesu, ale także odpowiednie zabezpieczenie majątku rodzinnego i przygotowanie go na kolejne pokolenia. To właśnie w tym obszarze nowe pokolenie może wnieść świeże spojrzenie i nowoczesne rozwiązania.
Czy zmieniają się polskie ambicje?
Pytanie o zmianę ambicji polskiego biznesu jest kluczowe dla przyszłości całej gospodarki. Dotychczasowy model rozwoju, oparty na niskich kosztach i nadrabianiu dystansu, stopniowo się wyczerpuje. Polska potrzebuje nowego modelu, który pozwoli nie tylko doganiać, ale także wyprzedzać. Czy nowe pokolenie przedsiębiorców jest gotowe na takie wyzwanie?
Z jednej strony, firmy rodzinne odgrywają szczególną rolę w rozwoju gospodarczym Polski. To organizacje, które myślą w perspektywie pokoleń, inwestują w relacje, rozwój lokalnych społeczności i budowanie trwałego kapitału. Coraz częściej są to już organizacje o międzynarodowej skali działania, zatrudniające tysiące pracowników, realizujące inwestycje za granicą i konkurujące z globalnymi liderami.
Z drugiej strony, Polska wciąż ma przed sobą ogromne wyzwania. Niska skłonność młodych do zakładania firm, brak wystarczającej liczby przygotowanych sukcesorów oraz powolna cyfryzacja to tylko niektóre z nich. Jak podkreślano podczas 2nd International Family Business Summit, biznes rodzinny to nie sprint, lecz wieloletnia partia szachów, która wymaga strategii, cierpliwości i przewidywania.
Fot. Pixabay

