Synthos. Jak upadająca państwowa firma stała się chemicznym imperium?

Synthos to dziś jeden z największych producentów kauczuków syntetycznych na świecie, europejski lider w produkcji polistyrenu do spieniania i płyt XPS, a także firma, która odważnie wkracza w zupełnie nowy obszar – energetykę jądrową. Jednak droga do tej pozycji była długa, wyboista i pełna zwrotów, których nikt w latach powojennych nie mógł przewidzieć. To historia o tym, jak państwowy moloch, który omal nie upadł pod ciężarem własnych problemów, dzięki jednej strategicznej decyzji i wizji jednego człowieka, stał się symbolem polskiego sukcesu na arenie międzynarodowej. Jak Synthos z Oświęcimia, firma zrodzona z popiołów wojennej niemieckiej fabryki, przekształcił się w chemiczne imperium z polskimi korzeniami, które dziś rzuca wyzwanie światowym konkurentom i patrzy w przyszłość z odwagą, na jaką mało kogo stać w tradycyjnej, ciężkiej chemii.

Korzenie Synthosu sięgają czasów II wojny światowej, ponieważ w 1941 roku niemiecki koncern IG Farbenindustrie rozpoczął budowę zakładów Buna-Werke w Dworach pod Oświęcimiem, które miały produkować kauczuk syntetyczny na potrzeby niemieckiej machiny wojennej, jednak wojna zakończyła się, zanim fabryka zdążyła osiągnąć pełnię swoich możliwości.

1 września 1945 roku, już w nowej powojennej rzeczywistości, na jej miejscu powstała Fabryka Paliw Syntetycznych w Dworach, a to właśnie ta data uznawana jest za oficjalny początek istnienia dzisiejszego Synthosu, który przez kolejne dekady miał przechodzić niezwykłą transformację od państwowego molocha do globalnego lidera. Pierwsze lata działalności były skromne, ale stopniowo zakład rozrastał się i zmieniał swoje oblicze, ponieważ w 1948 roku rozpoczęto produkcję pierwszych produktów chemicznych, takich jak trichloroeten i chlorobenzen, co zapoczątkowało długą historię rozwoju technologicznego i rozszerzania portfolio produktowego. Przez kolejne dekady przedsiębiorstwo wielokrotnie zmieniało nazwy i formy organizacyjne, funkcjonując jako Państwowe Zakłady Syntezy Chemicznej, Zakłady Chemiczne „Oświęcim”, a później jako Firmę Chemiczną Dwory, co odzwierciedlało zmieniające się uwarunkowania polityczne i gospodarcze powojennej Polski. W latach 50. rozpoczęto produkcję kauczuku syntetycznego, co miało zadecydować o przyszłym kierunku rozwoju firmy, a w kolejnych latach portfolio produktowe było sukcesywnie poszerzane o PCW, karbid, acetylen, metanol, styren i polistyren, co czyniło Dwory jednym z filarów polskiego przemysłu chemicznego.

Przez dziesięciolecia Dwory były jednym z filarów polskiego przemysłu chemicznego, ale jak wiele państwowych gigantów, borykały się z problemami efektywności, przestarzałą technologią i narastającym zadłużeniem, które z czasem zaczęło zagrażać ich dalszemu istnieniu.

Od Buna-Werke do Fabryki Paliw Syntetycznych. Narodziny w cieniu wojny

Przełom lat 80. i 90. był dla Dworów okresem głębokiego kryzysu, ponieważ z jednej strony konieczna była modernizacja i dostosowanie do wymogów ochrony środowiska, a z drugiej zmieniający się ustrój i otwarcie gospodarki na konkurencję wymusiły na firmie szukanie nowych form przetrwania, co w praktyce oznaczało konieczność głębokiej restrukturyzacji i zmiany modelu zarządzania.

W 1995 roku firma straciła status przedsiębiorstwa państwowego, co było pierwszym krokiem w kierunku prywatyzacji i otworzyło drogę do zmiany struktury własnościowej, jednak proces ten nie był udany, ponieważ spółka trafiła do kontrowersyjnego programu Narodowych Funduszy Inwestycyjnych, który miał ją restrukturyzować, ale w praktyce doprowadził do dalszego osłabienia i utraty wartości.

W 1997 roku zmieniono nazwę na Firmę Chemiczną Dwory S.A., ale to nie poprawiło sytuacji finansowej, ponieważ firma nadal zmagała się z problemami strukturalnymi, przestarzałym parkiem maszynowym i brakiem jasnej strategii rozwoju, co czyniło ją podatną na wahania koniunktury. Gdy w 2004 roku Dwory zadebiutowały na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych, ich debiut był daleki od spektakularnego, ponieważ kapitalizacja spółki wynosiła wówczas zaledwie 470 milionów złotych, podczas gdy tuż przed wniesieniem do NFI kapitał własny firmy sięgał niemal 1,3 miliarda złotych, co najlepiej pokazuje, jak bardzo spółka została osłabiona w wyniku lat zaniedbań i nieudolnych rządów.

Firma była uzależniona od koniunktury, a jej wyniki operacyjne oscylowały między 30 a 90 milionami złotych, co czyniło ją podatną na każdy kryzys i nie dawało żadnych podstaw do optymizmu co do jej przyszłości, ale właśnie wtedy na horyzoncie pojawił się człowiek, który miał odmienić losy firmy.

Upadek państwowego molocha. Lata 90., NFI i giełdowy debiut

Michał Sołowow, dziś najbogatszy Polak, w 2004 roku, podczas publicznej oferty Dworów, skupił 15 procent akcji spółki, co dla niego było wówczas biznesowym eksperymentem, transakcją, która wydawała się przypadkowa, ponieważ jak sam przyznaje, kupił pakiet akcji taniej niż wartość księgowa, co w praktyce oznaczało, że dostrzegł potencjał, który inni przeoczyli. Jego pierwszym strategicznym posunięciem było przejęcie czeskiej firmy Kaucuk, jednego z największych producentów kauczuków syntetycznych w Europie Środkowo-Wschodniej, co było procesem niezwykle skomplikowanym i obarczonym ryzykiem, ponieważ Sołowow musiał stoczyć batalię sądową z czeskim oligarchą Andrejem Babišem, który również był zainteresowany aktywami, ale ostatecznie to Polacy wygrali, a Kaucuk w 2007 roku trafił pod skrzydła Dworów za 195 milionów euro.

Przejęcie Kaucuku było dopiero początkiem, ponieważ Sołowow wykorzystał tę transakcję, aby przejąć pełną kontrolę nad spółką, przekonując dotychczasowych akcjonariuszy, głównie fundusze emerytalne, do przeprowadzenia prywatnej emisji skierowanej wyłącznie do niego, dzięki czemu za 280 milionów złotych objął dodatkowe 35 procent akcji, uzyskując pakiet kontrolny, co dało mu swobodę w realizacji własnej wizji rozwoju firmy.

W 2007 roku, po przejęciu Kaucuku, zmienił nazwę firmy na Synthos, co miało symbolizować nową jakość i nową strategię, a nowa nazwa miała podkreślać zerwanie z przeszłością i otwarcie nowego rozdziału w historii przedsiębiorstwa. Synthos zaczął dynamicznie rosnąć, ponieważ w ciągu zaledwie pięciu lat przychody spółki wzrosły z 1,2 miliarda do 5,5 miliarda złotych, a wynik operacyjny zwiększył się z 91 milionów do 1 miliarda złotych, co oznaczało, że Sołowow stworzył chemiczne imperium z polskimi korzeniami, które zaczęło być liczącym się graczem na arenie międzynarodowej. Dziś Synthos to pięć zakładów w Europie, produkty specjalistyczne i rola lidera w transformacji energetycznej, co pokazuje, że wizja Sołowowa okazała się trafna, a jego determinacja w dążeniu do celu przyniosła spektakularne efekty.

Jak budowano chemiczne imperium?

Kolejne lata to okres systematycznego umacniania pozycji Synthosu na światowych rynkach, ponieważ firma konsekwentnie realizowała strategię ekspansji, przejmując zakłady produkcyjne w kluczowych lokalizacjach, co pozwoliło jej na znaczące zwiększenie mocy produkcyjnych i dywersyfikację geograficzną działalności. W 2012 roku Synthos podpisał umowę licencyjną z Goodyear na zaawansowaną technologię produkcji kauczuku syntetycznego SSBR, co otworzyło mu drzwi do segmentu opon najwyższej jakości, ponieważ technologia ta jest kluczowa dla produkcji opon o najwyższych parametrach, a dostęp do niej pozwolił Synthosowi na konkurowanie z najlepszymi producentami na świecie.

W 2016 roku spółka przejęła zakłady produkcyjne we Francji i Holandii od Ineos Styrenics, co było ogromnym krokiem naprzód, który znacząco zwiększył moce produkcyjne i umocnił pozycję Synthosu na rynku tworzyw styrenowych, ponieważ przejęcie to pozwoliło firmie na wejście na nowe rynki i zdobycie nowych klientów. Kulminacją ekspansji było przejęcie w 2021 roku niemieckiego zakładu w Schkopau od amerykańskiej firmy Trinseo za 460 milionów dolarów, co było największą transakcją na światowym rynku kauczuków syntetycznych w ostatnich latach i umocniło pozycję Synthosu jako jednego z globalnych liderów w tej branży.

Dziś Synthos to koncern o zasięgu globalnym, ponieważ jego zakłady produkcyjne znajdują się w Polsce (Oświęcim, Sochaczew, Nowa Sarzyna), Czechach (Kralupy), Holandii, Niemczech i Francji, co oznacza, że firma jest obecna we wszystkich kluczowych regionach Europy i może elastycznie reagować na potrzeby rynków lokalnych.

Firma zatrudnia ponad 3 600 pracowników, w tym ponad 150 pracowników naukowych, a jej produkty trafiają do ponad 100 krajów na całym świecie, co świadczy o globalnym zasięgu działalności i skali oddziaływania Synthosu na światowy rynek chemiczny. Synthos jest dziś niekwestionowanym liderem w Europie w produkcji kauczuku syntetycznego (zwłaszcza emulsyjnego E-SBR) oraz polistyrenu do spieniania (EPS), a jego innowacyjne produkty znajdują zastosowanie w przemyśle oponiarskim, budowlanym, motoryzacyjnym i wielu innych, co pokazuje, że firma z powodzeniem konkuruje z największymi światowymi graczami w swojej branży.

Ekspansja międzynarodowa. Przejęcia w Europie i pozycja globalnego lidera

Jednak Synthos to już nie tylko chemia, ponieważ firma odważnie wkracza w zupełnie nowy obszar – energetykę jądrową, a w 2021 roku powstała spółka ORLEN Synthos Green Energy, joint venture z PKN Orlen, która ma na celu rozwój i wdrożenie w Polsce technologii małych reaktorów jądrowych (SMR), co jest projektem, który może zrewolucjonizować polską energetykę i uniezależnić ją od węgla.

Michał Sołowow widzi w nim przyszłość nie tylko dla swojej firmy, ale dla całego kraju, ponieważ jak sam przyznaje, projekt wymaga silnego partnerstwa z państwem, ponieważ żadna strona nie udźwignie go finansowo w pojedynkę, co oznacza, że Synthos jest gotowy na podjęcie wyzwania, które wykracza daleko poza tradycyjną działalność chemiczną. Synthos, który jeszcze kilkanaście lat temu był zadłużoną, państwową firmą na skraju upadku, dziś jest liderem innowacji, który nie boi się wyzwań i patrzy w przyszłość z optymizmem, ponieważ jego historia pokazuje, że polskie firmy, nawet w tak tradycyjnych branżach jak chemia, mogą stać się globalnymi graczami i wyznaczać nowe trendy.

Synthos udowodnił, że z determinacją, wizją i odwagą można zbudować imperium z niczego, a polskie korzenie nie są przeszkodą, ale atutem, który pozwala patrzeć dalej i wyżej, ponieważ firma z Oświęcimia, która zaczynała od popiołów wojennej fabryki, dziś rzuca wyzwanie światowym konkurentom i kształtuje przyszłość nie tylko polskiej chemii, ale także polskiej energetyki.

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu