Dowództwo brygady ukraińskiej obrony terytorialnej utrzymuje, że żołnierze na pozycjach otrzymują wsparcie zgodnie z planem. Na nagraniu opublikowanym w mediach społecznościowych dowódca plutonu Anatolij Saszczuk prosi jednak naczelnego dowódcę Sił Zbrojnych Ukrainy Mychajło Drapatego o pomoc w ewakuacji i zaopatrzeniu.
Saszczuk dowodzi plutonem w obwodzie zaporoskim. Jego oddział zajmuje obecne pozycje od kwietnia, a początkowo miał to być miesięczny pobyt. Jak tłumaczy, poprzednia grupa pełniła tam służbę osiem miesięcy bez rotacji.
W nagraniu żołnierz relacjonuje, że obiecane zrzuty zaopatrzenia z dronów nie trafiają do jego ludzi. Jego wypowiedź przytoczył portal TSN.ua.
– Powiedziano nam, że zaopatrzenie i logistyka są już przygotowane i wszystko zrzucane jest za pomocą dronów. To też nieprawda. Teraz znajdujemy się w schronie, który znaleźliśmy. Od trzech lub nawet siedmiu dni nie ma tam zapasów jedzenia i wody pitnej. Kiedy byłem na innej pozycji, mój personel nie otrzymywał wody pitnej ani jedzenia przez 12 dni. Aby wspomóc nasze organizmy, pijemy własny mocz i czekamy, aż coś na nas zrzucą – powiedział żołnierz cytowany przez portal TSN.ua.
Problemy z łącznością i lekami
Saszczuk zwraca też uwagę na zniszczony Starlink. Jego zdaniem kontakt z dowództwem utrzymywano za pomocą krótkofalówek. Nowy terminal miał dotrzeć do jednostki szybciej, ale zamówienie zajęło więcej czasu.
– Nasi przyjaciele kupili nam Starlinka dwa tygodnie temu, ale otrzymaliśmy go dopiero trzy dni temu – wyjaśniał.
W jednostce brakuje również leków, a te, które docierają, są opóźnione. Saszczuk mówi, że żołnierze nie mają już sił na dalsze pozostawanie w schronach.
Decyzja o opuszczeniu stanowiska
Dowódca plutonu postanowił wyprowadzić personel z zajmowanych pozycji bez czekania na zmianę. Jak mówi, nie jest to odmowa służby, lecz konieczność wynikająca z wyczerpania i braku wsparcia.
– Postanowiłem, że ja i mój personel opuszczamy to stanowisko, nie czekając na zastępstwo, ponieważ nie mamy ani sił, ani możliwości, aby pozostać na stanowiskach. Nie odmawiamy służby, ale nie mamy innego wyjścia. Prosimy o korytarz umożliwiający bezpieczne wyjście stąd i transport na potrzeby ewakuacji – powiedział wojskowy.
Do sprawy odniosło się dowództwo brygady. W komunikacie przekazano, że w ciągu miesiąca dostarczono 27 paczek o wadze około dziewięciu kilogramów każda. Zapowiedziano też, że trwają prace nad rotacją.
– Jedzenie, leki i inne niezbędne artykuły dostarczane są przez drony zgodnie z ustalonym harmonogramem. W ciągu miesiąca dostarczono 27 paczek, każda o wadze około dziewięciu kilogramów. Jednak sytuacja w tym obszarze pozostaje niezwykle trudna. Nieprzyjemne warunki pogodowe, ciągłe działania wroga i prace urządzeń elektronicznych często utrudniają na czas i bez szkody dostarczenie ładunków – dodano w opublikowanym komunikacie.
Brygada przekonuje, że rozumie obawy żołnierzy i szuka rozwiązań. Rotacja ma zostać przeprowadzona tak szybko, jak to możliwe, ale bez narażania życia personelu podczas przemieszczania. Dowództwo prosi też o powstrzymanie się od wyciągania przedwczesnych wniosków i publikowania niepełnych informacji.
Źródło: Polsat News, Fot. Polsat News

