W ostatnich latach wojsko zablokowało budowę prawie pół tysiąca farm wiatrowych w całym kraju. Od początku 2024 roku do końca maja 2026 roku negatywnie zaopiniowano 464 propozycje lokalizacji takich inwestycji.
Negatywnych decyzji jest coraz więcej. Portal nto.pl informuje, że liczba odrzuconych wniosków stanowi 40 procent wszystkich projektów zgłoszonych w tym okresie. W 2024 roku negatywnie zaopiniowano 40 procent farm. W pierwszej połowie tego roku odsetek wzrósł do 46 procent.
Wojsko odmawia uzgodnień dla farm wiatrowych, bo potrzebuje miejsca do szkolenia. Chodzi o ćwiczenia polskich sił zbrojnych oraz wojsk sojuszniczych, w tym armii Stanów Zjednoczonych. Obecne poligony przestają wystarczać, dlatego wojskowi wprost mówią o konieczności ich rozbudowy lub szukania nowych miejsc.
Wysokie turbiny i wojskowa przestrzeń powietrzna
Nowoczesne elektrownie wiatrowe sięgają wysokości ponad 250 metrów. Tak duże konstrukcje uniemożliwiają przeloty helikopterów na niskich wysokościach. Z powodu zawirowań powietrza problemy są odczuwalne nawet do 500 metrów za wiatrakiem, a więc także poza bezpośrednim sąsiedztwem instalacji. Turbiny stanowią zagrożenie dla przelotu dronów i zakłócają korytarze przelotu myśliwców wojskowych.
Z istnieniem wysokich wież energetycznych wiąże się zagrożenie wywiadowcze. Kamery i czujniki instalowane na elektrowniach wiatrowych mogą być wykorzystywane do penetrowania ogromnych obszarów kraju. Potencjalny przeciwnik może za ich pośrednictwem zbierać dane o ruchach oddziałów wojskowych, ich sile i wyposażeniu.
Kompromis między obronnością a energetyką
– W każdym przypadku proponowanej lokalizacji farmy wiatrowej ważymy bezpieczeństwo energetyczne kraju i wojskowe potrzeby bezpieczeństwa. Mapa kraju w tym zakresie to mapa wielkich kompromisów z innymi użytkownikami – powiedział posłom pułkownik Robert Weisgerger.
Źródło: wnp.pl, Fot. Nowak Lukasz / Shutterstock

