Windfall tax po polsku. Rząd szuka miliardów, ale gubi się w definicjach

Ministerstwo finansów przymierza się do drugiej odsłony podatku od nadzwyczajnych zysków, rozszerzając jego zakres o sektor gazowy. Chociaż budżet może zyskać nawet 7-10 mld zł, konstrukcja daniny budzi poważne wątpliwości ekspertów, zwłaszcza w kontekście różnic między rynkiem paliw a gazu.

Nowy projekt zakłada objęcie opłatą producentów i importerów paliw, a także dostawców gazu, co ma zwiększyć wpływy państwa z pierwotnych 4 mld zł do 7-10 mld zł. Problem w tym, że próba zastosowania jednego podatkowego wzoru do dwóch różnych branż może skończyć się serią wyjątków, korekt i sporów.

Obecny mechanizm dla paliw opiera się na nadwyżce ponad marżę referencyjną z 2025 r. powiększoną o 20 proc., z 60-proc. stawką dla koncernów. Tyle że w przypadku benzyny Pb95, wyliczenia dr. Przemysława Zaleskiego z Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego i Politechniki Wrocławskiej, pokazują, że marża detaliczna pod koniec lipca wynosiła zaledwie 13 gr na litrze, przy cenie hurtowej rafinerii około 3,98 zł.

Różnice między marżą rafineryjną a zyskiem koncernu

Wysoka marża rafineryjna nie jest tożsama z wysokim zyskiem całej grupy. Modelowy wskaźnik dla Orlenu wynosił średnio 13,1 dol. za baryłkę w 2025 r., 11 dol. w 2024 r. i 17 dol. w 2023 r., podczas gdy w kryzysowych kwartałach 2022 r. sięgał 26,5-34,4 dol. za baryłkę. Koncern w strategii na lata 2025-2030 zakładał jednak tylko około 6,33 dol. za baryłkę, co oznacza, że obecne warunki są korzystne, ale nie bezprecedensowe.

– Jestem sceptyczny wobec samej idei tej daniny dlatego, że europejskie doświadczenie pokazuje mechanizm chronicznie źle skrojony, podatny na optymalizację i trudny do wygaszenia mimo deklarowanej epizodyczności – uważa dr Bartosz Kubista, adwokat i doradca podatkowy w Kancelarii GLC.

Gaz łatwiejszy do poboru, trudniejszy do opodatkowania

Rozszerzenie podatku na dostawców gazu może być sposobem na uproszczenie całej operacji, bo sektor gazowy jest znacznie bardziej skoncentrowany. Ponad 90 proc. krajowego rynku gazu ziemnego kontroluje Orlen. Część firm paliwowych ma natomiast rozproszoną strukturę, a importerzy działają na niższych marżach, co może stwarzać pole do obchodzenia przepisów.

– Moim zdaniem rząd rozważa objęcie tym podatkiem dostawców gazu, bo byłoby to prostsze do przeprowadzenia niż opodatkowanie sprzedawców paliw – mówił na kanale „Zero” Michał Kozak, analityk spółek sektora paliwowego w Trigon DM.

Eksperci przestrzegają jednak przed kopiowaniem rozwiązań paliwowych na rynek gazu. – Kluczowym błędem konstrukcyjnym byłoby przyjęcie jednej wspólnej podstawy opodatkowania dla obu sektorów. Paliwa i gaz to dwa różne modele biznesowe, oparte na innej strukturze marż, innym cyklu rozliczeniowym kontraktów i innej ekspozycji na ryzyko rynkowe – ocenia dr Kubista.

Jego zdaniem zamiast jednego wzoru potrzebne są dwie odrębne daniny w jednej ustawie, z osobnym benchmarkiem dla każdego sektora. W przypadku gazu trudno nawet określić, co miałoby być podstawą opodatkowania. – Sam mam wątpliwość, czy odpowiednikiem marży paliwowej powinna być marża na sprzedaży, EBITDA segmentu czy wynik na jednostce sprzedanego wolumenu. Jeżeli już nie moglibyśmy uniknąć tego nowego podatku, skłaniam się ku temu ostatniemu – mówi.

Orlen jest bowiem grupą zintegrowaną, w której w pierwszym kwartale 2026 r. segment Upstream & Supply wypracował około 5 mld zł EBITDA, Energy 4,7 mld zł, Downstream 3,1 mld zł, a Consumers & Products 1,7 mld zł. Nie da się wskazać jednego „zysku” przypisanego do benzyny czy gazu, a opodatkowanie całej grupy byłoby szeroką daniną sektorową, a nie klasycznym windfall tax.

Obciążanie normalnego zwrotu z inwestycji w infrastrukturę gazową, LNG czy magazyny mogłoby osłabić zdolności inwestycyjne koncernu. – Obciążanie normalnego zwrotu z tych przedsięwzięć podatkiem od „nadzwyczajnego zysku” obniży możliwości inwestycyjne znacznie bardziej niż czasowy podatek od krótkotrwałego skoku marży paliwowej – podkreśla dr Zaleski.

Polska może przy tym korzystać z doświadczeń innych krajów. Portugalia zatwierdziła 30 lipca 33-proc. daninę od nadzwyczajnych zysków firm naftowych, przyjmując za punkt odniesienia średni zysk z dwóch poprzednich lat powiększony o 20 proc. Wielka Brytania opodatkowała z kolei tylko działalność wydobywczą na Morzu Północnym w ramach Energy Profits Levy.

Różnica metodologiczna jest istotna, bo opodatkowanie marży pozwala uchwycić nadwyżkę na konkretnym etapie sprzedaży, podczas gdy opodatkowanie zysku odnosi się do wyniku całego przedsiębiorstwa. To przesądza o tym, które firmy i jakie zachowania zostaną objęte daniną.

Największym ryzykiem pozostaje jednak trwałość podatku. Unijne doświadczenia z lat 2022-2023 pokazują, że rozwiązania projektowane jako epizodyczne były przedłużane rok po roku, generując niepewność inwestycyjną. Prawdziwy test rozpocznie się zatem nie w momencie uchwalenia ustawy, lecz wtedy, gdy okaże się, czy państwo potrafi wygasić daninę, gdy nadzwyczajne zyski znikną.

Źródło: wnp.pl, Fot. Karol Serewis / Shutterstock

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

Tagi:

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu