Polskie firmy mają rozwiązania, które mogą zainteresować armię, ale sama innowacyjność nie wystarczy. Aby produkt trafił do wojska, konieczne jest spełnienie rygorystycznych wymogów dotyczących bezpieczeństwa łańcucha dostaw, pochodzenia komponentów i kontroli nad kodem źródłowym. Bez tego nawet najlepsza technologia pozostanie na półce.
Podczas panelu „Cyberbezpieczeństwo a technologie podwójnego zastosowania: jak wzmocnić polski ekosystem?” na CYBERSEC EXPO & FORUM w Katowicach eksperci zgodnie podkreślali, że armia nie kupuje wyłącznie produktu. Kupuje przede wszystkim pewność jego pochodzenia, powtarzalność produkcji, jakość i odporność na kryzysy.
– Firma przychodzi do MON z dobrym rozwiązaniem, a potem padają podstawowe pytania: gdzie powstaje produkt, kto go rozwija, czy deweloperzy pracują w firmie, czy za granicą, jakiej są narodowości, kto ma dostęp do danych i kodów źródłowych. I nagle okazuje się, że na tych pozornie prostych kwestiach zaczynają się poważne problemy – zwrócił uwagę gen. bryg. rez. Włodzimierz Nowak, ekspert w dziedzinie cyberbezpieczeństwa.
Chińskie komponenty mogą przekreślić nawet najlepszy projekt
Problemy pojawiają się, gdy firma nie potrafi udokumentować pochodzenia kluczowych elementów technologii. Kamera z Chin, system optyczny od nieznanego dostawcy – to dla wojska ryzyko nie do zaakceptowania. Zdaniem Wojciecha Góreckiego, eksperta dual-use z Centrum Cyberbezpieczeństwa AGH w Krakowie, trzeba założyć, że rozwiązanie może być znane potencjalnemu przeciwnikowi. To powinien być punkt wyjścia do projektowania.
– Przyjęcie do wiadomości, że wcześniej czy później nasz system padnie, to jedna z podstawowych zasad bezpieczeństwa. Kluczowe jest jednak to, aby nawet w takiej sytuacji nadal pozostawał użyteczny, kontrolowalny i bezpieczny dla użytkownika. Security by design nie jest dodatkiem, ale fundamentem odpowiedzialnego tworzenia rozwiązań w obszarze dual-use – stwierdził Górecki.
Wojsko wymaga też pełnej przejrzystości co do łańcucha dostaw. Mariusz Kujawski, prezes ComCERT z Grupy Asseco, podkreślił, że suwerenność technologiczna nie oznacza kontroli nad każdym elementem. Są produkty, których sami nie wytworzymy – przede wszystkim chipy. Dlatego konieczne jest zaufane źródło dostaw i model multi-vendor.
– Nie chodzi o to, żeby kontrolować wszystko, bo w wielu technologiach jest to nierealne. Chodzi o to, żeby w razie przerwania łańcucha dostaw mieć alternatywne źródła. Wtedy możemy nadal produkować i utrzymać ciągłość kluczowych procesów – dodał Kujawski.
Potrzebna kultura porażki i współpraca wojska z biznesem
Adam Dzwonkowski, Defense & Intelligence Technology Lead w Microsoft, zwrócił uwagę, że Polska nie funkcjonuje już w czasie pokoju. Jego zdaniem suwerenność nie oznacza izolacji, a zwycięstwa odnosi się w sojuszach – także z sektorem prywatnym i dużymi korporacjami technologicznymi. Kluczowe jest zarządzanie ryzykiem, bo wojsko to ostatnia linia bezpieczeństwa państwa.
Dla wzmocnienia cyberbezpieczeństwa w technologiach podwójnego zastosowania potrzebna jest też akceptacja „kultury porażki”. Chodzi o pogodzenie się z faktem, że nie każdy projekt przynosi zapowiadane rezultaty. W Polsce po pierwszym nieudanym projekcie często skreśla się podmiot, nie dając mu szansy na drugie podejście.
Współpraca wojska, biznesu i nauki to podstawa. Przykładem jest projekt FORT Kraków – ośrodek innowacji obronnych tworzony przez AGH i Krakowski Park Technologiczny, działający w sieci DIANA NATO. Płk Jan Kelner, dziekan Wydziału Elektroniki WAT, podkreślił, że uczelnie cywilne i korporacje mają ciekawe pomysły, ale scenariusze użycia i rzeczywiste potrzeby armii wymagają udziału osób z doświadczeniem wojskowym.
– Dlatego tak ważne jest tworzenie konsorcjów mieszanych, aby zastosowanie technologii nie było wyimaginowane, lecz wynikało z realnych potrzeb sił zbrojnych – powiedział płk Kelner.
Źródło: WNP.PL, Fot. PTWP

