Polska wciąż czeka na pełne wdrożenie unijnego aktu o usługach cyfrowych (DSA). Choć projekt tzw. ustawy bazowej przeszedł przez sejmową komisję, to regulacje dotyczące blokowania treści w internecie wciąż budzą poważne kontrowersje. Rząd zapowiada gotowość do rozmów, ale opozycja mówi o cenzurze.
W czwartek 16 lipca Sejmowa Komisja Cyfryzacji, Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii zajmowała się dwoma projektami ustaw wdrażających DSA. Pierwszy, „bazowy”, ustanawia instytucje i procedury umożliwiające składanie skarg na platformy internetowe. Drugi, budzący najwięcej emocji, zawiera procedurę wydawania nakazów blokowania lub odblokowywania dostępu do treści.
Projekt „bazowy” został przyjęty przez komisję bez większych problemów – 10 posłów poparło go, pozostali wstrzymali się od głosu. Znacznie więcej emocji wzbudziła druga ustawa. – Projekt nadal idzie w kierunku odbierania konstytucyjnej wolności słowa – stwierdził przewodniczący komisji Bartłomiej Pejo (Konfederacja). Zapowiedział złożenie poprawek.
Podwójna ścieżka legislacyjna
Podział wdrożenia DSA na dwa akty prawne ma ułatwić Ministerstwu Cyfryzacji wprowadzenie przepisów, które nie budzą kontrowersji. Pierwsza ustawa daje polskim internautom możliwość składania skarg na platformy oraz zgłaszania do prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej naruszeń DSA, takich jak inwazyjne reklamy wykorzystujące wrażliwe dane czy arbitralne ograniczanie zasięgów.
Druga ustawa natomiast określa procedurę, na mocy której prezes UKE i przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji będą mogli wydawać decyzje o blokowaniu lub odblokowywaniu treści. Ma to dotyczyć wyłącznie najpoważniejszych przestępstw, takich jak terroryzm, pedofilia czy namawianie do nienawiści na tle rasowym, narodowościowym lub wyznaniowym. – Dzisiaj to platformy internetowe decydują o tym, co jest legalne, a co nie legalne – mówił wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski. – My chcemy to zmienić, oddając decyzję w ręce niezależnych organów państwa – dodał.
Przedsiębiorcy zyskują uznanie
Podczas dyskusji nad projektem głos zabrali także przedstawiciele biznesu. Konfederacja Lewiatan, Krajowa Izba Gospodarcza Elektroniki i Telekomunikacji oraz Polska Izba Komunikacji Elektronicznej zwróciły uwagę na zbyt krótki okres vacatio legis dla przepisów technicznych. – Uważamy, że zarówno UKE, jak i przedsiębiorcy telekomunikacyjni potrzebują więcej czasu na wdrożenie nowych obowiązków – mówiła Eliza Turkiewicz z Lewiatana. Postulat poparli Aneta Cielebąk-Zduniak z KIGEiT oraz Tomasz Bukowski z PIKE. Wiceminister Standerski uznał argumenty za „bardzo rozsądne” i zadeklarował gotowość do wydłużenia okresu przejściowego do sześciu miesięcy.
Organizacje społeczne, jak Amnesty International, wyraziły pogląd, że żadne prawa i wolności nie mogą podlegać arbitralnym ograniczeniom ze strony gigantów technologicznych. – To są podstawowe prawa, które państwo ma obowiązek chronić – podkreśliła Anna Matras ze stowarzyszenia.
Źródło: WNP.PL, Fot. Albert Zawada / PAP

