Włoszka z regionu Friuli-Wenecja Julijska przegrała w sądzie apelacyjnym w Trieście sprawę o mandat za korzystanie z telefonu za kierownicą. Przekonywała, że w dłoni nie miała komórki, tylko plaster smażonej cukinii.
Z relacji dziennika Il Messaggero Veneto wynika, że do zdarzenia doszło we wrześniu 2020 roku w okolicach miasta Udine, w regionie Friuli-Wenecja Julijska na północy Włoch. Patrol karabinierów zatrzymał kierującą i uznał, że podczas jazdy trzymała telefon komórkowy. Za to wykroczenie nałożył na nią mandat w wysokości 320 euro.
Kobieta skierowała sprawę do sądu i od początku utrzymywała, że funkcjonariusze się mylą. W skardze wyjaśniała, że w ręku trzymała plaster smażonej cukinii, który wkładała do ust. Jako dowód, że nie rozmawiała z nikim w trakcie jazdy, przedstawiła listę połączeń ze swojej komórki. Obrońca zwrócił też uwagę, że jego klientka ma w samochodzie zestaw głośnomówiący, więc nie musiałaby trzymać telefonu przy uchu.
Zawiadomienie o przestępstwie
Ukarana nie ograniczyła się do odwołania od mandatu. Złożyła zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez karabinierów, zarzucając im, że nie odnotowali w protokole prawdy, czyli tego, że w ręku miała cukinię. Jej zdaniem funkcjonariusze przedstawili zdarzenie niezgodnie z tym, co naprawdę widzieli.
Sąd pierwszej instancji nie dał jednak wiary tym argumentom. W uzasadnieniu wskazał, że w momencie kontroli kobieta nie złożyła żadnego oświadczenia, które podważałoby stwierdzone wykroczenie. Historyjkę o cukinii przedstawiła dopiero później, gdy zaskarżyła mandat.
Apelacja w Trieście
Również sąd apelacyjny w Trieście uznał skargę za bezzasadną i utrzymał w mocy wcześniejsze orzeczenie. Według sędziów obecność cukinii w aucie oraz korzystanie z zestawu głośnomówiącego nie dowodzą, że karabinierzy popełnili błąd. Telefon komórkowy może być bowiem wykorzystywany do wysyłania wiadomości albo przeglądania internetu, a niekoniecznie do prowadzenia rozmów.
Dla kobiety sprawa ma też finansowe konsekwencje. Oprócz mandatu w wysokości 320 euro musi zapłacić prawie 500 euro kosztów postępowania przed sądem apelacyjnym. Zapowiedziała jednak, że nie kończy walki i wniesie skargę do Sądu Najwyższego.
Źródło: Polsat News, Fot. Polsat News

