Europa wymieniła rosyjski gaz na amerykański LNG, ale teraz Trump może w każdej chwili wykorzystać go jako broń geopolityczną.
- W 2025 roku USA dostarczały ponad połowę całego importu LNG do UE, co czyni Europę zależną od amerykańskiej energii.
- Zagrożenie cłami za sprzeciw wobec Grenlandii pokazało, że gaz stał się narzędziem geopolitycznym, którym Trump może w każdej chwili manipulować.
- Nowe moce OZE i magazyny energii nie są w stanie zastąpić LNG w zimowych szczytach zapotrzebowania, a jądrowa transformacja trwa dekady.
- Europa nie ma alternatywy w krótkim terminie – Katar, Algieria, Australia i Azja nie mają nadwyżek do szybkiego eksportu.
- Eksperci alarmują, że UE zamieniła zależność od Rosji na zależność od USA, a brak szybkiego wyjścia grozi wysokimi cenami i kryzysem energetycznym.
W styczniu 2026 roku Stany Zjednoczone wprowadziły zagrożenie 10-procentowymi cłami wobec całego bloku europejskiego w reakcji na sprzeciw wobec zakupu Grenlandii. Europejscy przywódcy w tym samym czasie ocenili sytuację pod kątem bezpieczeństwa energetycznego, które stało się elementem negocjacyjnym w stosunkach z Białym Domem. Import skroplonego gazu ziemnego (LNG) z USA, który odgrywał istotną rolę w zastępowaniu rosyjskiego gazu rurociągowego, został przedstawiony jako kluczowe źródło energii, ale podlegał potencjalnym ograniczeniom ze strony administracji amerykańskiej.
W latach 2021–2025 Europa zwiększyła import LNG ze Stanów Zjednoczonych z 18 milionów ton do 65 milionów ton rocznie. W 2025 roku USA dostarczały około 57 procent całego LNG importowanego przez Unię Europejską i Wielką Brytanię, co stanowiło jedną czwartą całego importu gazu do UE. W sierpniu 2025 roku podpisano umowę handlową, w której Europa zobowiązała się kupić amerykańską energię za 250 miliardów dolarów w latach 2026–2028.
18 stycznia 2026 roku Trump ogłosił wprowadzenie 10-procentowych ceł na import z ośmiu krajów europejskich sprzeciwiających się przejęciu Grenlandii, a następnie zagroził eskalacją do 25 procent. Reakcją europejskich władz było posiedzenie ambasadorów UE i rozważanie środków odwetowych, takich jak wprowadzenie ceł na amerykański import o wartości 93 miliardów euro, aktywacja Instrumentu Antyprzymusu (ACI) oraz zawieszenie umowy handlowej z sierpnia 2025 roku. Francja zagroziła całkowitym zerwaniem porozumienia energetycznego, podczas gdy pozostałe kraje analizowały możliwości reakcji w ramach dostępnych mechanizmów prawnych i handlowych.
Zgodnie z ustawą o polityce energetycznej i ochronie, prezydent USA ma uprawnienia do ograniczania eksportu energii ze względów bezpieczeństwa narodowego. Oznacza to możliwość wstrzymania dostaw, ograniczenia wolumenów lub podwyższenia cen poprzez regulacje aukcji i kontraktów. W 2025 roku Europa sprowadziła ponad 100 milionów ton LNG, a nowe terminale w Europie są w budowie lub nie rozpoczęły jeszcze działalności. Rezerwy gazu w Unii Europejskiej są najniższe od początku wojny na Ukrainie, a inne kraje eksportujące LNG, w tym Katar, Algieria, Nigeria i Australia, osiągnęły maksymalną produkcję, co ogranicza dostępność dodatkowych wolumenów.
Od rosyjskiej pętli do amerykańskiej smyczy
Do 2030 roku import skroplonego gazu ziemnego (LNG) ze Stanów Zjednoczonych do krajów Unii Europejskiej może osiągnąć poziom 75–80 procent całkowitego importu tego surowca, jeśli wszystkie umowy między USA a UE zostaną zrealizowane, a działania mające na celu ograniczenie popytu nie przyniosą efektu – wynika z analiz think-tanku IEEFA. Prognozy przewidują, że już w 2030 roku około 40 procent całego importu gazu do Unii Europejskiej może pochodzić ze Stanów Zjednoczonych. W 2025 roku udział amerykańskiego LNG w unijnym imporcie wyniósł 27 procent – przekazała specjalistka IEEFA Ana Maria Jaller-Makarewicz. Z danych tych wynika, że Unia Europejska staje się coraz bardziej uzależniona od importu energii z USA, które jednocześnie zaczynają funkcjonować jako partner coraz trudniejszy do przewidzenia i kontrolowania w kwestiach handlu energetycznego.
W analizie IEEFA wskazano również, że nadmierne poleganie na amerykańskim LNG może prowadzić do wzrostu kosztów dla odbiorców w Europie, ponieważ jest to najdroższy dostępny surowiec w tej kategorii. Taka sytuacja stoi w sprzeczności z planem REPowerEU, którego główne cele to zwiększenie bezpieczeństwa energetycznego, dywersyfikacja źródeł dostaw oraz redukcja popytu w sposób, który ma uczynić energię bardziej przystępną cenowo.
Równolegle z publikacją raportu IEEFA Stany Zjednoczone zdecydowały się na nałożenie nowych, dziesięcioprocentowych ceł na Danię, Norwegię, Szwecję, Francję, Niemcy, Wielką Brytanię, Holandię oraz Finlandię. Cła te dotyczą krajów, które wysłały wojska na Grenlandię w reakcji na wcześniejsze groźby amerykańskie związane z terytorium będącym częścią Królestwa Danii. W liście do premiera Norwegii Jonasa Gahra Store’a były prezydent USA Donald Trump wskazał:
– Biorąc pod uwagę to, że twój kraj postanowił nie przyznać mi Nagrody Nobla, mimo że powstrzymałem 8 wojen PLUS, nie czuję się już zobowiązany, by myśleć jedynie o pokoju, choć będzie to zawsze wiodące, a mogę teraz myśleć o tym, co jest dobre i właściwe dla Stanów Zjednoczonych – napisał prezydent Donald Trump.
W tym samym liście Donald Trump odniósł się do kwestii terytorialnych Grenlandii, podkreślając trudności w egzekwowaniu jej ochrony:
– Dania nie może obronić tego terytorium przed Rosją czy Chinami, a poza tym, dlaczego w ogóle ma „prawo własności”? Nie ma dokumentów pisanych, po prostu łódź dotarła tam setki lat temu, ale my też mamy łodzie, które tam docierają. Zrobiłem dla NATO więcej niż jakakolwiek osoba od czasu jego utworzenia, a teraz NATO powinno zrobić coś dla Stanów Zjednoczonych. Świat nie jest bezpieczny, dopóki nie mamy Całkowitej i Totalnej Kontroli nad Grenlandią! – dodał prezydent USA Donald Trump.
Co zostaje Europie… i dlaczego nie ma łatwych odpowiedzi
Krótkoterminowo Europa posiada ograniczone rezerwy gazu, które jednak nie są krytyczne. W ostatnich miesiącach ceny LNG spadły dzięki dostawom z USA, Kataru i Australii. W przypadku ograniczenia zakupów przez Europę nadwyżki mogą zostać wchłonięte przez rynki azjatyckie. W perspektywie średnioterminowej, obejmującej trzy do pięciu lat, sytuacja staje się bardziej wymagająca. Moc produkcyjna energii ze źródeł odnawialnych rośnie, lecz wciąż nie może zastąpić gazu w okresach zimowych szczytów zapotrzebowania. Magazyny energii pozostają niewystarczające, a realizacja projektów jądrowych zajmuje dekady. W przypadku gazu z USA jego dostępność lub cena mogą ulec nagłej zmianie w zależności od decyzji politycznych.
Raporty Instytutu Clingendael, berlińskiego Instytutu Ekologicznego oraz norweskiego NUPI wskazują, że Europa wciąż jest zależna od zewnętrznych dostaw energii. W publikacjach podkreślono, że kontynent nie wyciągnął wniosków z wcześniejszej zależności od rosyjskiego gazu.
Zerwanie z amerykańskim LNG wymagałoby powrotu do węgla, co w warunkach politycznych jest trudne do przyjęcia. Rozbudowa energetyki odnawialnej i jądrowej wymaga znaczących nakładów finansowych i czasu. Kraje takie jak Katar czy Algieria nie dysponują wystarczającymi wolumenami gazu, a nadwyżki, z których Europa mogłaby skorzystać, wchłaniają rynki azjatyckie, w tym Chiny, Indie i Japonię.

