Automatyzacja, robotyzacja i przenoszenie produkcji za granicę zabierają etaty w polskich fabrykach, a wraz z nimi stabilne dochody klasy średniej.
- W latach 2004–2025 liczba osób zatrudnionych w polskim przemyśle spadła z 2,1 miliona do 1,36 miliona, co oznacza utratę ponad 750 tysięcy etatów.
- Automatyzacja w sektorze motoryzacyjnym i meblarskim likwiduje nie tylko stanowiska operatorów, ale także miejsca pracy dla inżynierów, kontrolerów jakości i logistyków.
- Nearshoring do Rumunii, Ukrainy i innych krajów sąsiednich obniża koszty pracy, ale prowadzi do trwałej utraty dobrze płatnych miejsc pracy w Polsce.
- Wysokie ceny mieszkań i rosnące stopy procentowe sprawiają, że dawni pracownicy przemysłu tracą zdolność kredytową, a lokalny rynek nieruchomości i konsumpcji słabnie.
- Spadek zatrudnienia i atrakcyjnych zarobków w przemyśle powoduje odpływ studentów z kierunków technicznych i emigrację młodych, wykształconych specjalistów za granicę.
Automatyzacja i przenoszenie produkcji za granicę doprowadziły do znaczącego spadku liczby miejsc pracy w przemyśle w Polsce i zmieniły strukturę społeczną kraju. W 2004 roku, w momencie przystąpienia Polski do Unii Europejskiej, w sektorze przemysłowym pracowało ponad 2,1 miliona osób, co stanowiło 18,4 procent wszystkich zatrudnionych. Wówczas w fabrykach motoryzacyjnych, meblowych, AGD, elektroniki i chemii powstawały nowe miejsca pracy, a wraz z nimi rosły wynagrodzenia i możliwości finansowe rodzin. Wiele osób mogło zaciągać kredyty mieszkaniowe, planować wakacje za granicą i inwestować w edukację dzieci.
Do 2025 roku liczba etatów w przemyśle spadła do 1,36 miliona, co oznacza utratę ponad 750 tysięcy miejsc pracy w ciągu dwudziestu lat. Zmiany w zatrudnieniu nie ograniczyły się jedynie do statystyki – wpłynęły na codzienne życie wielu rodzin, które wcześniej mogły pozwolić sobie na zakup domu z kredytem na kilkanaście lat, drugiego auta czy wyjazdy wakacyjne w kraju i za granicą. Spadek liczby miejsc pracy w przemyśle odbił się na strukturze klasy średniej, której dotychczasowa stabilność była powiązana z zatrudnieniem w fabrykach i wynikającymi z tego możliwościami finansowymi.
Dlaczego maszyny zabierają nie tylko robotników, ale i inżynierów?
W polskich fabrykach motoryzacyjnych i elektromaszynowych od 2018 roku liczba stanowisk operatorskich spadła o 38–42 procent. W tym samym czasie zmniejszyła się również liczba inżynierów procesowych, automatyków i pracowników działu utrzymania ruchu – o 19–24 procent. Spadek dotyczył zarówno operatorów linii produkcyjnych, jak i specjalistów technicznych, których wcześniej zatrudniano do obsługi maszyn i systemów produkcyjnych.
W praktyce jedna zrobotyzowana linia może zastąpić 12–15 operatorów, ale także ogranicza potrzebę zatrudniania części inżynierów utrzymaniowych, kontrolerów jakości i logistyków wewnętrznych. W latach 2019–2025 pensje inżynierów zatrudnionych w tym sektorze wzrosły nominalnie, ale realna siła nabywcza spadła o 14–18 procent po uwzględnieniu inflacji i kosztów utrzymania, według obliczeń GUS i NBP.
W sektorze meblarskim automatyzacja produkcji przy użyciu systemów CNC oraz robotów pick-and-place zmniejszyła liczbę etatów o około 68 tysięcy w latach 2021–2025. Najbardziej dotknęło to średnie zakłady zatrudniające od 80 do 250 osób. W przeszłości takie firmy stanowiły istotny element lokalnego rynku pracy w województwach kujawsko-pomorskim, warmińsko-mazurskim i podlaskim. Obecnie wiele z tych przedsiębiorstw upadło lub zostało przejętych przez duże firmy zagraniczne, które pozostawiły w Polsce jedynie stanowiska związane z końcowym montażem i pakowaniem produktów.
Offshoring 2.0. Azja Wschodnia już nie wystarcza, teraz jest Ukraina i Rumunia
Od 2022 roku w polskim przemyśle widać zmianę w modelu lokowania produkcji. Tradycyjny offshoring do Chin i Wietnamu utrzymuje się od wielu lat, jednak coraz częściej firmy przenoszą część produkcji bliżej granic kraju, do państw sąsiednich. Największe polskie przedsiębiorstwa z sektora meblowego i AGD inwestują w Rumunię, Ukrainę, Serbię i Bułgarię. W Rumunii zatrudnienie w przemyśle drzewnym i meblarskim ma wzrosnąć o 27 procent w latach 2021–2025, a koszty roboczogodziny w 2025 roku szacowane są średnio na 6,8–7,4 euro, podczas gdy w Polsce wynoszą 11,2–12,1 euro. Różnica w kosztach pracy, wynosząca 40–45 procent, wystarczy, aby firmy decydowały o przeniesieniu całych linii produkcyjnych o setki kilometrów dalej. Skutki tego trendu są widoczne w Wielkopolsce, gdzie w latach 2023–2025 zamknięto lub ograniczono działalność 14 dużych i średnich zakładów meblowych oraz 9 fabryk komponentów AGD, co oznacza utratę ponad 11 tysięcy miejsc pracy w klasie średniej. Dotyczy to nie tylko pracowników fizycznych, lecz także kierowników zmian, mistrzów produkcji, specjalistów ds. lean i inżynierów jakości, którzy wcześniej stanowili trzon lokalnej klasy średniej. Według danych, miejsca pracy utracone w wyniku przeniesienia produkcji nie są przywracane w kraju. Zjawisko nearshoringu jest trwałe, a nowe lokalizacje pozostają głównymi ośrodkami produkcji dla polskich firm w regionie.
Ostatni bastion klasy średniej pada
W 2019 roku przeciętna rata kredytu mieszkaniowego na 30 lat dla rodziny z dochodami netto w przedziale 12–18 tysięcy złotych wynosiła od 28 do 34 procent dochodów rozporządzalnych. W 2025 roku, przy utrzymujących się stopach procentowych powyżej 5 procent oraz wzroście cen mieszkań w największych miastach o 78 procent w porównaniu z 2019 rokiem, ta sama rata pochłania już od 48 do 62 procent dochodów. W praktyce oznacza to, że na rynku pierwotnym mieszkania stać przede wszystkim pary pracujące w sektorze IT, finansów lub wysoko wyspecjalizowanego zarządzania. Dawni inżynierowie z przemysłu, nawet na wyższych stanowiskach, nie mieszczą się w zdolności kredytowej. W największych aglomeracjach, takich jak Warszawa, Kraków, Wrocław czy Trójmiasto, udział kredytów udzielanych osobom z sektora przemysłowego spadł z 24 procent w 2018 roku do 9 procent w 2025 według danych BIK.
Zmiana możliwości finansowych rodzin odbija się w całym łańcuchu gospodarczym. Mniejsza zdolność kredytowa ogranicza popyt na nowe mieszkania, co spowalnia wzrost cen w mniejszych miastach. W konsekwencji wyceny nieruchomości w powiatach, gdzie niegdyś działały fabryki dające pracę, spadają. To prowadzi do obniżenia poziomu życia lokalnej klasy średniej, spadku konsumpcji oraz zamykania kolejnych sklepów, restauracji i siłowni. Efekt ten wpływa również na wysokość dochodów lokalnych samorządów i wielkość bazy podatkowej w regionach, które kiedyś czerpały dochody z przemysłu.
Studia techniczne tracą blask?
W 2010 roku na politechnikach w Polsce studiowało ponad 320 tysięcy osób, natomiast w roku akademickim 2025/2026 liczba studentów spadła do 218 tysięcy. Największy odpływ dotyczy kierunków mechanicznych, mechatroniki, automatyki i robotyki, gdzie w porównaniu z 2015 rokiem liczba studentów zmniejszyła się o 41 procent. Absolwenci widzą różnicę w wynagrodzeniach: absolwent automatyki z 2018 roku zarabiał na starcie od 6,5 do 8 tysięcy złotych netto, natomiast absolwent z 2025 roku od 7,2 do 8,8 tysiąca. W warunkach inflacji i rosnących kosztów życia oznacza to spadek siły nabywczej.
Zmiany w liczbie studentów i wynagrodzeniach przekładają się na wybory maturzystów. Rekordowa liczba z nich kieruje się w stronę kierunków humanistycznych, medycznych, prawniczych oraz zarządzania, gdzie wciąż można osiągnąć wynagrodzenia powyżej mediany krajowej.
Od 2020 do 2025 roku zagraniczne koncerny obecne w Polsce zwiększyły marże EBITDA w swoich zakładach o 4–9 punktów procentowych, jednocześnie zmniejszając zatrudnienie od 12 do 31 procent. Wysoko wykwalifikowani pracownicy przenoszą się do Niemiec, Holandii i Szwecji, gdzie płace są 2,5–3,5 razy wyższe, a koszty życia jedynie 1,6–1,9 razy wyższe. Polska pozostaje z podatkami CIT w wysokości 9–19 procent od zysku operacyjnego, który jest obniżany przez transfer pricing, podczas gdy zyski spływają do zagranicznych centrów.
Kurcząca się klasa średnia przemysłowa w Polsce jest częściowo zastępowana przez sektor IT i usług biznesowych, tworząc nową, bardziej spolaryzowaną warstwę. Jeżeli obecne trendy utrzymają się, w 2035 roku przemysł przetwórczy może zatrudniać poniżej 1 miliona osób, mniej niż w 1995 roku, mimo wzrostu PKB per capita o 60–80 procent. W Polsce pozostaną głównie wysoko wykwalifikowani specjaliści w niszowych branżach, a pozostali pracownicy przemysłu mogą przechodzić do sektora usług niskopłatnych lub pozostać w mniej stabilnych zawodach. Zmniejszenie liczby dobrze płatnych etatów ogranicza możliwości rodzin w spłacie kredytów, wpływa na liczbę studentów i lokalnych przedsiębiorców oraz zmniejsza wpływy do budżetów samorządowych. Obecny trend pokazuje przesunięcie Polski z modelu „fabryki Europy” w kierunku „montowni i call center Europy”.

